wislak68 napisał(a):

|
Czy zdajesz sobie sprawę z tego że budżet związany ze śledztwem w sprawie takiej katastrofy to nawet nie miliony ale raczej dziesiątki, albo nawet setki milionów PLN? Pomijająć już zupełnie wynagrodzenie "zagranicznych ekspertów". Mówimy przecież o: przeprowadzeniu szeregu badań, ekshumacji, zbudowaniu modeli matematycznych, podróży i wizji lokalnych, przesłuchiwaniu świadków, przeprowadzaniu eksperymentów lotniczych itp, itd.
|
W sumie ciekawa sprawa, czy ktoś już kiedyś zrobił wyliczenie ile kosztowało np badanie katastrofy w Lockerby. W sumie pieniądze to też nie wszystko, ważne jest też zaangażowanie tysięcy ludzi i służb państwowych. Tego policzyć tak łatwo się nie da. Natrafiłem za to na takie coś :
"Katastrofa lotu Swissair 111 − katastrofa lotnicza, która miała miejsce 2 września 1998 roku około godziny 22:31 czasu lokalnego w pobliżu Nowej Szkocji w Kanadzie. Zginęło w niej 215 pasażerów i 14 członków załogi.
Śledztwo przeprowadzone w tej sprawie przez Kanadyjską Radę Bezpieczeństwa Transportu (TSB) trwało 4 lata i kosztowało 57 milionów CAD
(w tamtym czasie była to równowartość około 38 milionów USD)[1]."
Po dzisiejszym kursie mamy ok 4,16 x 38 = 158 mln zł. Oczywiście tam szczątki samolotu należało wydobywać z dna oceanu, ale myślę że te dziesiątki milionów złotych podane przez Ciebie to może być ten rząd wielkości. Nie mówiąc już o gigantycznym zaangażowaniu służb i organów państwowych. Przy okazji znów sobie przypomniałem jak wygląda śledztwo wg. standardów zachodnich:
http://www.bibula.com/?p=24087
LEch Maziakowski napisał(a):

Samolot Swissair Numer Lotu 111 lecący z Nowego Jorku do Genewy rozbił się wpadając do Oceanu niedaleko Nowej Szkocji, zabierając ze sobą tajemnicę przyczyny katastrofy. Śledczy pracowali intensywnie przez wiele pierwszych miesięcy, wydobyli z lodowatej wody szczątki samolotu, które przeliczono, dokładnie ponumerowano – każdy skrawek otrzymał swoją karteczkę, skomputerowyzowano je i ułożono w jednym z setek ponumerowanych kartonów, a wszystko złożono w specjalnych, wyznaczonych jedynie do tego celu ogromnych magazynach – niestety, pomimo wielkiego nakładu sił prace te nie przybliżyły ich do wyjaśnienia przyczyny katastrofy.
Nie mogąc znaleźć przekonującej wersji – a badano każdą z możliwych hipotez, również i zamachu bombowego – po roku powzięto decyzję o wynajęciu największego na świecie norweskiego statku wyposażonego w gigantyczny odkurzacz, którym wyssano całą zawartość dna morskiego. Po kolejnych tygodniach żmudnego sortowania wyłowionych skrawków, podobnie przebadano każdy z nich na potwierdzenie wyłaniającej się już hipotezy pożaru w kokpicie pilotów. Jednak i te prace nie dawały rezultatów. Skupiono się więc na badaniu, milimetr po milimetrze, pod mikroskopem (!) każdego drucika wiązek elektrycznych, a trzeba pamiętać, że samolot MD-11 posiada prawie 300 km tego typu kabli elektrycznych. Znaleziono wreszcie ślad, który wskazywał na uszkodzenie powłoki kabla, co było przyczyną spięcia, które z kolei doprowadziło do zapalenia się osłony termicznej i później większego pożaru. Dodatkowe badania potwierdziły, że zaaprobowane wiele lat temu przez władze bezpieczeństwa lotniczego osłony termiczne, według nowych standardów nie są wcale tak niepalne jak kiedyś twierdzono. W wyniku całych długich badań, trwających 4 i pół roku i kosztujących razem 39 milionów dolarów, ostatecznie przychylono się do tej wersji pożaru jako przyczyny katastrofy i zarekomendowano wymianę izolacji w setkach samolotów tego typu."
|
W Smoleńsku poprzecinane resztki wraku walają się od ponad dwóch lat pod prowizorycznym zadaszeniem. Pierwsze pół roku i tego nie było. Fragmenty samolotu można kupić u miejscowych handlarzy złomu. O badaniach wraku nawet nie ma co wspominać.
"Panie profesorze Niesiołowski gratuluję i proszę złożyć gratulacje Panu Tuskowi i całemu rządowi, ze przez 6 lat tak nas prowadzili, w spokoju, że ja mogę tak spokojnie iść do domu, spokojnie wypić herbatę proszę pana, mogę spokojnie zjeść kolację, że nie boję się żadnych wrogów, nie boję się nikogo, naprawdę, i że mam spokojną emeryturę"