|
Najbardziej smucą mnie nawet nie te 2 bramki stracone w pierwszej połowie (to się już zdarzało z Lechem, Dyckobolią, czy Bełchatowem), tylko to, co wydarzyło się po strzeleniu bramki kontaktowej przez Wisłę.
Do tej pory w podobnych sytuacjach zawsze (ZAWSZE!) zarówno na trybunach, jak i na boisku następował zryw i (mniej lub bardziej udany) szturm na bramkę przeciwnika. Tym razem zryw ograniczył się niestety do trybun, a na boisku... obudziło się rozluźnione dotychczas Dysko-Polo, przycisnęło nas chwilę, strzeliło trzecią bramę i na luzie klepało nas do końcowego gwizdka.
I to właśnie (dla mnie osobiście) znamionuje czerń dupy, w której się piłkarsko znaleźliśmy.
Co to k***a jest "rów widokowy"?
|