Krotochwila napisał(a):

Dziś na trybunach wyczuwało się coś niesamowitego. Jakiś dziwny podniosły, poważny ton, którego nie pamiętam od dawna. Mam wrażenie, że ludzie czują koniec pewnej epoki i wszystkie emocje są dużo szczersze i silniejsze niż wtedy, kiedy ogrywaliśmy wszystkich jak leci.
Dobre to było i jestem dziś z Wiślackości dumny jak diabli. Wisła była dziś na trybunach, nie na boisku. I była bardzo, bardzo mocna.
Karta się odwróci. Dobranoc.
|
Za szesnaście dni minie 8 lat od czasu gdy drużyna Wisły złożona z "legendarnych" Polaków (co to z nami kibicami), wyszła sobie na mecz i postanowiła sobie trochę pochodzić. Bo przecież jakieś tam Dinamo z odległej Gruzji IM nie podskoczy.
Jeden z tamtych antybohaterów, dziś dostał nawet owacje. Jakże pamięć kibica jest krótka.

Od tamtego meczu za aprobatą właściciela nastąpiła równia pochyła, zawodników bardzo dobrych zastępowano dobrymi, dobrych średnimi, średnich zastępujemy "młodymi Polakami co ich trzeba ograć". A tych już nie będzie kim zastąpić. Finito.
Też miałem takie wrażenie, że epoka która wówczas się rozpoczęła dziś się skończyła. I że to co się dzieje na boisku jest kompletnie bez znaczenia, ze ważne to co dzieje się na trybunach. Kiedyś się pewnie podniesiemy. Ale nie jestem przeświadczony, że będzie to prędko.
Paradoksalnie ta sytuacja może nam poprawić frekwencje, ale dużo będzie zależało od tego czy pójdziemy drogą podziałów czy dążenia do jedności.
To, że było fajnie na trybunach nie zmienia postaci rzeczy na boisku. Gramy chaos, jesteśmy nieprzygotowani do sezonu a większość zawodników ma problemy z podstawowymi elementami gry. Z "gimnazjum" podobał mi się Szewczyk i Chrapek.
Nasza obrona - żenująca, bez wyjątku. Błędy na poziomie przedszkola.