|
Koniec tegorocznej żenady w pucharach.
Komentatorzy coś pieprzą o jakiś detalach, których zabrakło, a przecież Norwegowie byli w obu meczach lepsi piłkarsko i fizycznie - kiedy grali na poważnie w 2 połowach obu spotkań to Legia nie istniała na boisku.
Frajerzy prowadzili 1:0 bo fuksiarskiej bramce (sędzie nie zagwizdał faulu na Norwegu), wystarczyło tylko wyprowadzić jedną porządną kontrę ale o to trudno jak każde podanie kończy się stratą.
Dziwne, ze to była ta sama drużyna, która potrafiła utrzymać się przy piłce na boisku Sportingu Lizbona no ale wtedy za Skorży przecież grali niby dzidę na Ljuboje, a teraz za Urbana grają tiki-takę - chyba tiki-srakę.
|