|
Jako, że kibice Wisły to urodzeni optymiści z uśmiechem na ustach wypada przeanalizować naszą sytuację przed jutrzejszym meczem.
Naszą obroną dyrygowąć będzie zawodnik - żywa legenda, który z rozbrajającą szczerością stwierdził, że nie czuje się przygotowany do sezonu. Partnerować mu będzie albo zawodnik o zwrotności Titanica tuż przed zderzeniem z górą lodową albo zawodnik, który grał tak dawno, że już zapomniałem jak wygląda.
Zawodnik, który trzymał naszą obronę w meczu z GKS nie zagra, bo wiadomo.
Na prawej będzie albo Q który ma braki szybkościowe albo młody zdolny Polak przed trzydziestką, który ma braki we wszystkim.
Na lewej będzie duńczyk, co w grze obronnej prawie dorównuje Paljiciowi a w grze ofensywnej może za nim buty nosić. Jeszcze jeden taki mecz jak w Bielsku to trzeba będzie sobie zadać pytanie, łysy po cośmy tą żabe jedli ? Jak ona w kwadrat 40x16 metrów piłką nie umie trafić ?
W środku zobaczyliśmy jak do tej pory trzech zawodników których forma predystynuję ich do gry w środku. W środku pierwszej ligi.
Na lewej pomocy będzie grał zawodnik o wdzięcznym nazwisku Vacat. To i tak nic nie zmienia, bo jego poprzednik (ciekawe czy jutro już będzie "były") i tak musiał biegać do prawej strony, bo tam gra jedyny zawodnik z którym mógł sobie wymienić dwa podania w tempie szybszym niż kłus ślimaka.
O napastnikach nie można nic powiedzieć, bo ich mało było widać do tej pory.
Przeprowadziwszy tą nieskomplikowana analizę dochodzę do wniosku, że jutro wygramy. Bo Wisła to takli dziwny klub, że jak jest żle to jest dobrze a jak jest dobrze to jest żle.
Ewentualnie istnieje jeszcze taka przesłanka do optymizmu, która nazywa się "death throes"
|