St@chu napisał(a):

1. Co do porównania wzrostu wynagrodzeń urzędników i przeciętnie w gospodarce.
17% wg artykułu wzrosły pensje urzędników. Dokładny cytat: Od 2008 r. do końca 2011 r. średnie wynagrodzenia brutto w gminach (uwzględniając miasta na prawach powiatu) wzrosły aż o 17 proc.
Natomiast w gospodarce:
2 703,41 - za Grudzień 2007, Styczeń 2008, Luty 2008 (Monitor Polski 2007, Nr 85, poz.920)
3 366,11 - za Wrzesień 2011, Październik 2011, Listopad 2011 (Monitor Polski 2011, Nr 71, poz.708)
Okres od początku 2008 do końca 2011 - wzrost o 24,5%.
2. Tego dramatycznego wzrostu zatrudnienia nie dostrzegam tutaj:
A sam fakt przerzucania części zadań do samorządów nie musi oznaczać, że spada ilość zadań i zatrudnionych w administracji centralnej. Tak byłoby w przypadku, gdyby ogólna liczba zadań w administracji była stała w danym okresie, a tak nie jest.
A jeśli chodzi o deklarowane oszczędności to zwróć uwagę, że przez zamrożenie pensji w administracji centralnej, te wzrosły tam wg autora artykułu nominalnie o 8%, co przekłada się na realny spadek wynagrodzenia w analizowanym okresie.
3. Dane dotyczące zatrudnienia w administracji w odniesieniu do innych krajów. Skoro tamte dane Cię nie przekonały być może ten materiał rozwieje wątpliwości.
Odsetek zatrudnionych w administracji spośród ogółu zatrudnionych w gospodarce wg Eurostatu:
Dokładny tytuł wykresu: "Administracja publiczna i obrona narodowa; obowiązkowe zabezpieczenia społeczne" w zatrudnionych ogółem w gospodarce narodowej państw Unii Europejskiej i innych wybranych państw europejskich w 2009 roku. Dane dotyczące poziomu zatrudnienia zostały opracowane zgodnie z metodyką Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności.
Więcej tutaj: http://wartowiedziec.org/index.php/s...w-europejskich
Tutaj (http://biurose.sejm.gov.pl/teksty_pdf_05/r-237.pdf) większy raport pokazujący, że problemem nie jest zatrudnienie w samej administracji, a raczej w sektorze publicznym, co jest charakterystyczne dla krajów Europy Wschodniej ze względu na miniony system. Często opierając się na danych dotyczących sektora publicznego jeździ się jak po łysej kobyle po administracji, która na to nie do końca zasługuje.
|
1. Cytat z artykułu:
"Z kolei od 2008 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło o 15 proc"
Twoje wyliczenie (wzrost o 24,5%) różni się od wyliczeń autorów artykułu. Uwagę zwraca też duża rozbieżność pomiędzy średnią płacą przyjetą przez Ciebie w kalkulacji i tą podawaną jako średnia (dla samorządów) przez autorów. Jeśli uważasz że popełnili w nich jakiś błąd możesz się z nimi skontaktować i wyjaśnić rozbieżność.
2.
Tego dramatycznego wzrostu zatrudnienia nie dostrzegam . A ja dostrzegam (cytat z artykułu):
"Razem z nimi wzrosło jednak również zatrudnienie w urzędach. Najwięcej w samorządach wojewódzkich, bo aż o 60 proc. w stosunku do 2008 r. Sporo urzędników przybyło też w urzędach marszałkowskich i powiatach - tam wzrost zatrudnienia wyniósł odpowiednio 43 proc. i 20 proc. w ciągu czterech lat."
"
Tak byłoby w przypadku, gdyby ogólna liczba zadań w administracji była stała w danym okresie, a tak nie jest." W takim razie proszę o wskazanie nowych zadań podjętych przez admistrację centralną równoważących ubytek tych zadań które przejeła administracja samorządowa.
"A jeśli chodzi o deklarowane oszczędności to zwróć uwagę, że przez zamrożenie pensji w administracji centralnej, te wzrosły tam wg autora artykułu nominalnie o 8%, co przekłada się na realny spadek wynagrodzenia w analizowanym okresie". W takim razie ja pozwolę sobie zwrócić uwagę że w administracji samorządowej wzrost płac wynosił 17-18% co przekłada się na realny wzrost wynagrodzenia w analizowanym okresie.
Podsumowując: wydaje mi się bardzo kontrowersyjnym twierdzenie że wzrost ilości osób zatrudnionych w administracji o 9,2% (opieram się przez grzeczność o dane podane przez Ciebie) w okresie 2008-2010 (zwracam uwagę że autor artykułu opierał się o dane z 2011) przy deklarowanych przez rząd znaczących redukcjach (mających sięgać nawet 10% procent) nie jest "dramatycznie zauważalne". Tym bardziej jeżeli weźmiemy pod uwagę: serwowane przez rząd podwyżki podatków mające być efektem kryzysu, efekty działań oszczędnościowych obejmujących równiez redukcje kosztów administracji podjęte przez rządy innych krajów czy dość powszechne ostatnio informacje o dramatycznym poziomie nepotyzmu panującym w instystucjach administracji państwowej. Analiza tych informacji pozwala wnioskować że rządzący próbują przerzucić koszty kryzysu na społeczeństwo chroniąc jednocześnie poziom życia "swoich".
3. Przykro mi ale załączony link w zaden sposób nie wyjaśnia metodologii przyjętej przy sporządzaniu analizy porównawczej krajów UE. Dlatego nie odbieraj mojego sceptycyzmu wobec załączonych przez Ciebie danych jako zwykłej obstrukcji ale ja naprawdę miałem możliwość analizowania poziomu "urzędnictwa" w niektórych spośrod krajów UE i mam świadomość jak bardzo nieporównywalne są sytemy państwowo-urzędnicze krajów Unii. Określenie administracja publiczna nic w zasadzie nie znaczy. Czy obejmuje ona policję (np: w Wlk. Brytani to urzędnicy samorządowi we Francji centralni), służbę zdrowia (a tu różnica potrafi być jeszcze większa) i przedsiebiorstwa komunalne (żeby podać tylko najbardziej spektakularne różnice)? Bez przeprowadzenia bardzo żmudnych i szczegółowych analiz uzyskanie wiarygodnych danych porównawczych jest niemożliwe. Dlatego bardzo mocno sugerowałbym aby zamiast porównywać poziom "urzędnictwa" pomiędzy krajami Unii skoncentrować się na porównaniu danych historycznych z jednego kraju. Wtedy porównywalność będzie znacznie większa.
Drugiego linku nie mogę otworzyć dlatego ciężko jest mi się do niego ustosunkować.