Drozd napisał(a):

E gdzie tam. Szpeniu miał rację prawa wyszła na jaw hihihi
Tylko jaka jest ta "prawda". Może prosty siurku nam wyłożysz, tylko nie ustami nikomu nie znanych "urzędników ministerstwa" tylko swoimi. Jak to się stało że IPN musi się wynosić z budynku na którego przystosowanie do działalności IPN państwo wydało już 17 mln PLN.
|
bo za niego nie płaciło? chyba rozumiesz sytuacje w której ktoś chce się Ciebie pozbyć, gdy nie płacisz? Czy to dla Ciebie za trudne, a kapitalizm to zło?
Czy gdybyś wynajmował mieszkanie i nie płacił, wynajmujący będzie z tego zadowolony i pozwoli Ci tam mieszkać? Nawet kosztem tego, że odmalowałeś salon? Wywali Cię na pysk, bo wisisz mu kasę.
tu jest wszystko zebrane i ładnie opisane:
Cytat:
To historia z happy endem. W poniedziałek IPN dramatycznie ogłasza, że właśnie sprzedano jego główną siedzibę przy ul. Towarowej w Warszawie; na zakup nowej nie ma pieniędzy, a wyprowadzka oznacza paraliż Instytutu.
Do ataku ruszają prawicowi politycy i publicyści. PiS wzywa do interwencji Sejm. Zdaniem partii Kaczyńskiego sprzedaż siedziby to krok w kierunku likwidacji IPN "w białych rękawiczkach" - za lustrację i "odkrywanie prawdy o elitach III RP".
Solidarna Polska Ziobry podbija stawkę i składa zawiadomienie o przestępstwie przeciwko ministrowi finansów za to, że nie dał pieniędzy na zakup siedziby.
Dostaje się też Ministerstwu Skarbu, bo nie zapewniło lokalizacji dla urzędu powołanego przez Sejm.
Po dwóch dniach budzi się rząd. - IPN to ważna instytucja dla państwa i nigdy nie zostanie pozostawiona sama sobie - oświadcza minister skarbu Mikołaj Budzanowski, podając dwie propozycje nowego adresu dla centrali Instytutu.
W sukurs idą samorządowcy - związany z PiS prezydent Radomia Andrzej Kosztowniak zaprasza IPN do siebie. Propozycję przeniesienia do Łodzi składa platformerski wiceprezydent miasta Marek Cieślak.
Nowy właściciel budynku przy Towarowej (spółka z Grupy Skanska) nieoficjalnie daje do zrozumienia, że nie ma zamiaru wyrzucać IPN na bruk, do czasu rozwiązania sprawy.
W natłoku ofert pomocy i deklaracji dobrej woli umyka ważna informacja: PiS mógł w czasach swoich rządów (2006 r.) łatwo rozwiązać problem siedziby IPN. Można było ją wyłączyć z majątku państwowej wtedy spółki Ruch, która była szykowana do prywatyzacji.
Był nawet taki projekt, ale nie znalazł poparcia resortu skarbu, którym kierował Wojciech Jasiński, dziś poseł PiS i jeden z ważniejszych polityków tej partii.
Ci zatem, którzy z największą troską pochylają się nad szykanowaną instytucją, niewiele zrobili wówczas, gdy prześladowaniom można było jeszcze zapobiec.
A jak to prześladowanie wygląda w praktyce? W stolicy oprócz ul. Towarowej IPN zajmuje nieruchomości w czterech punktach. Ma 14 oddziałów i delegatur w miastach wojewódzkich. W Krakowie dysponuje kamienicą na Starym Mieście i pałacem w Wieliczce.
Zatrudnia 2,2 tys. osób, w tym 135 prokuratorów. Przeciętna płaca to 5,3 tys. zł brutto. Prokuratorzy pionu śledczego i Biura Lustracyjnego dostają więcej - 12,7 tys. zł miesięcznie.
Ich osiągnięcia nie są imponujące. Według sprawozdania za ubiegły rok przez 10 lat zdołali zaprowadzić na ławę oskarżonych 35 osób, z czego skazano 12.
Biuro Lustracyjne - powołane za rządów PiS pod wielki projekt lustracji (obcięty później przez Trybunał Konstytucyjny) - zatrudnia 211 pracowników, w tym 29 prokuratorów. Na ponad 7,5 tys. spraw skierowali 87 wniosków o stwierdzenie kłamstwa lustracyjnego. Uzyskali 38 wyroków. "Kłamcy" wykryci przez biuro to głównie wójtowie, sołtysi, prokuratorzy i sędziowie w stanie spoczynku oraz członkowie zarządów niewielkich spółek skarbu państwa.
W samym dziale naukowym IPN pracuje więcej badaczy dziejów najnowszych niż w PAN i na uniwersytetach.
Roczny budżet liczący ponad 223 mln zł daje IPN pozycję czołowej placówki naukowej w kraju. Instytut stać na rozbudowaną działalność wydawniczą, prace badawcze i konferencje.
IPN nie jest więc biedny ani prześladowany.
Przeciwnie, to potężna instytucja, która nadal - tak jak za rządów PiS - bywa wykorzystywana do doraźnej lustracji niewygodnych dla tej partii osób. Ostatni przykład: gen. Zbigniew Ścibor-Rylski, kombatant AK, który ośmielił się skrytykować ekscesy patriotów na cmentarzu podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego. W IPN od razu znalazły się na niego kwity.
Akurat zbiegło się to z kłopotami lokalowymi Instytutu i deklaracjami, jak ważny jest dla kraju. Nikt nie ośmieli się podnieść na niego ręki, a "pamięć narodowa" nadal pozostanie zakładniczką akt komunistycznej bezpieki.
|