|
To co wczoraj odwaliła Wisła Kraków S.A. to po prostu dalszy ciąg ich przewodniej myśli działania : Mamy robotę i Ciebię drogi kibicu w dupie, bo wiemy, że i tak te 10 tysięcy przyjdzie na mecz.
Z meczu na mecz działa coraz mniej urządzeń sanitarnych (i to nie spowodu dewastacji). Rozumiem, ze po kontroli sanepidu wrócą toy-toye przed stadion. Bo tak najłatwiej.
Bilety, katering, zamknięte kołowroty, telebim, nagłośnienie - nie będę się powtarzał, dość już jest wpisów na ten temat.
Za dużo tego jak na nieszczęśliwy zbieg okoliczności.
Brak umowy z miastem to żałosna wymówka. Wszystkie te sprawy są do załatwienia tylko trzeba chcieć. Czasu było dość a i nie o pieniądze chodzi.
Wczoraj na E była cała masa "wspomagaczy budżetu", takich co przyszli raz, żeby zobaczyć co i jak. Sam byłem zdumiony, że tyle ludzi nowych się pojawiło. No to zobaczyli. Podejrzewam, że straciliśmy na frekwencji 1000 do 2000 osób w meczu.
To ja się pytam, kto za to zapłaci ? Kto uzupełni te pieniądze w budżecie.
Problem jest dokładnie taki jak zdiagnozowo wyżej. Z tymi ludźmi co są pracownikami S.A. nic nie osiągniemy.
Nie te kompetencje i nie to zaangażowanie.
Ryba psuje się od głowy. Jak w Zarządzie mamy co najmniej dwie osoby dla których S.A. to tylko miejsce pracy a ich stosunek do Wisły jest co najwyżej obojętny, to czego mamy się spodziewać ?
I to bardzo boli. Nikt z postronnych nie rozróżnia S.A. od klubu Wisła Kraków. W miasto nie poszła informacja, że S.A. jest słaba, poszła informacja, że Wisła jest do dupy.
A i na przeprosiny to szkoda papieru. I kolejnych głodnych kawałków na konferencji prasowej, będziemy się starać itd. Hipokryzja oświadczeń pracowników S.A. jest aż zanadto widoczna.
|