|
Interesująco to otwarcie sezonu wypadło, nie powiem. Dreptam sobie gdzieś w okolicach 13:30 do mojego wejścia i pierwsze co widzę to imponujących rozmiarów kolejka, której najwyraźniej nikomu nie chciało się sensownie ustawić, więc stoi wzdłuż wejść do sektora, zamiast w kierunku Reymonta. Podchodzę do mojego wejścia i staję w grupce osób, która wyraźnie na coś czeka. Po chwili dowiaduje się jednak, że mogę wejść, bo bramka nie wpuszcza tych z biletami, a karnety wchodzą normalnie (nie licząc faktu że działa tylko jedna bramka). Wchodzę sobie na trybunę i zastaję fragment, zawierający moje miejsce, odgrodzony taśmą. Siadam sobie gdzieś obok i obserwuje kolejnych ludzi z tym samym problemem i niekiedy bardziej nerwowymi reakcjami na zastaną sytuację. Po dłuższej chwili przychodzi kierownik odcinka i przesuwa taśmę w miejsce, w którym faktycznie miała się znajdować. Przenoszę się wreszcie na swoje krzesełko i patrzę na niedziałający telebim naiwnie łudząc się, że skoro zostało dobre pół godziny do meczu, to chyba zdążą to naprawić. Co jakiś czas odzywa się spiker, z tak niemiłosiernym przegłosem, że idzie zrozumieć tak mniej więcej co dziesiąte słowo. Po głowie przemyka myśl, że jakby wybuchł pożar, to nikt z nas nie zrozumiałby komunikatów i wszyscy byśmy się tam stratowali bądź sfajczyli. Z wizyty w bufecie dowiaduje się, że Pepsi musiało niemiłosiernie podrożeć u dostawców, bo płacić trzeba za nie 6 zł i w tym nie zawiera się słomka ani zatyczka (bądź te po prostu skończyły się 20 minut przed rozpoczęciem meczu). Czekając na pierwszy gwizdek myślę sobie, że ja już nie chcę żadnej sprzedaży internetowej. Jej wprowadzenie nieuchronnie wywołało by jakiś organizacyjny armagedon.
|