felipe napisał(a):

|
I druga sprawa - trudno rozmawiać o konkretach z kimś, kto nawet sukcesy sportowe łączy z ekipą rządzącą (bieżące! zapominając, że na sukces np. w 2007 roku pracuej się od 1995 - 2000, a nie od początku kadencji Kaczyńskiego...). To juz mimo wszystko przykład obłędu, zaślepienia. Są lemingi peowskie, tu mamy przykład zaślepionego leminga pisowskiego. Siebie warci.
|
Pomijając resztę występu kolegi felipe (jeśli tak bardzo frustrują Cię posty moje i Drozda jest na to naprawde bardzo prosta rada) to powyższe stwierdzenia zwyczajnie przeczą faktom. Mam wrażenie że kolega nadrabia swoją niewiedzę na temat sposobu organizacji sportu wyczynowego w Polsce jakąś niewytłumaczalną agresją. Dlatego może wyjaśnię: poza pilką nożną i siatkówką (które mają niezależne źródła finansowania) każdy inny związek sportowy jest w swoich przygotowaniach całkowicie zależny (w sensie zatwierdzenia planu przygotowań oraz sfinasowania go) od Ministerstwa Sportu. W ministerstwie istnieje specjalny departament zajmujący się tylko i wyłącznie sportem wyczynowym. I to właśnie ten departament w zakresie przygotowań sportowców jest nadrzędny nawet w stosunku do samych związków. Dlatego twierdzenie że sukcesy sportowe nie łączą się z pracą Ministerstwa Sportu jest samo w sobie przykładem jakiegoś niezrozumiałego "
obłędu i zaślepienia". Od razu zaznaczam że z całą pewnościa nie jest to czynnik jedyny (przecież zawsze mamy do czynienia z przypadkami, kontuzjami, błędami itp) natomiast jeśli nie najważniejszy to z całą pewnością jeden z najważniejszych. A prawda jest taka że w trakcie przygotowań do ostatniej olimpiady praca ministerstwa wyglądała naprawdę źle. Bez sięgania do wiedzy "nieoficjalnej" (a mam parę takich informacji z kadry bokserskiej) wystarczy wskazać na to co działo się ostanimi czasy w Ministerstwie Sportu aby stało się jasnym że sprawy przygotowań mocno zaniedbano, bo koncentrowano się na zupelnie innych sprawach: duża fluktuacja na stanowisku ministra sportu (Drzewiecki, Person, Mucha) i związane z tym bardzo częste zmiany wyższego personelu w ministerstwie, skandale wokół ministerstwa (afera ze stadionem narodowym, afera hazardowa) powodujące że koncentrowano się na zupełnie innych sprawach niż przygotowania sportowców, inne priorytety ministerstwa (chociażby przgotowania do Euro) i zwykła niekompetencja (przecież pamiętamy chyba wszyscy fryzjera zostającego dyrektorem czy minister Muchę pytającą o skład Superpucharu) dały w sumie efekt taki że przygotowania olimpijskie zeszły na bardzo daleki plan. Czego efekt mieliśmy okazję zobaczyć w Londynie.
Opinia że fatalna praca ministerstwa nie miała wpływu na nasze wyniki w Londynie a kto twierdzi inaczej jest "pisowskim lemingiem" (czemu nie moherem?) jest sama w sobie kuriozalna. Jak to robić pokazali nam chociażby Brytyjczycy (ich przygotowania do igrzysk były również koordynowane i finansowane centralnie) czy Chińczycy (u nich to machina państwowego przygotowania do igrzysk pracuje efektywnie już od parunastu lat). U nas, pomimo podobnego systemu przygotowań, temat kompletnie zawalono.