|
Jak najbardziej zgadzam się z poruszoną wcześniej kwestią Młodej Ekstraklasy. Prawda jest taka, że ten złożony - w teorii - z młodych chłopców zespół, generuje tylko niepotrzebne koszty. A pożytek z niego (zwłaszcza w przypadku braku sensownej akademii oraz bazy treningowej, czyt. - Wisły) jest kompletnie w tym zestawieniu nieadekwatny.
Bo spójrzmy na to logicznie. Piłkarze rzeczywiście zarabiają niewiele - w porównaniu z pierwszą drużyną, można by nawet rzec, iż zbierają resztki ze stołu. Z drugiej zaś strony Młoda Ekstraklasa - jak sama nazwa wskazuje - jest przecież odpowiednikiem tej dorosłej, w związku z czym mecze rozgrywane są na terenie całej Polski. A wyprawienie kilkunastu chłopaków na mecz z Młodą Lechią, wliczając w to posiłki oraz zakwaterowanie, kosztuje jednak nieporównywalnie więcej niż, dajmy na to, mecz z Młodym Ruchem. Trzeba natomiast pamiętać, że poniżej I ligi - jeśli chcielibyśmy przywrócić drużynę rezerw - rozgrywki stają się przecież coraz bardziej zregionalizowane.
Młoda Ekstraklasa to jeszcze jeden dość kuriozalny problem. Większość zawodników z pierwszej drużyny ląduje tam często tylko po to, by odbudować się po dłuższych kontuzjach bądź jest to dla nich kara za powszechny w Polsce "tumiwisizm". Więc albo ich obecność jest za krótka, by można było ich podpatrywać na treningach, albo nie mogą być wzorem przez brak jakiegokolwiek profesjonalizmu.
Nie da się ukryć, że mecze w ME są zdecydowanie lżejsze, tempo niższe, nie wspominając nawet o jakiejś poważniejszej "kontaktowości". Finał tego jest taki, że większość piłkarzy (ale tylko tych lepszych) ląduje później na wypożyczeniach celem zasmakowania prawdziwej piłki opartej właśnie na walce. I dopiero po tym okresie kluby zaczynają zastanawiać się, czy konkretny zawodnik rzeczywiście będzie w stanie wnieść coś do pierwszego zespołu. Dla większości z nich jest to jednak spory przeskok, bo choć wyszkoleniem technicznym przewyższają pozostałych piłkarzy, to jednak niekoniecznie potrafią te umiejętności sprzedać. Tym bardziej gdy grają już pod większą presją, za każdym razem czując oddech obrońców na plecach i zdając sobie sprawę, że muszą się przecież sprawdzić, by po powrocie znaleźć się w kadrze pierwszej drużyny spełniając tym samym marzenia.
Taka konstrukcja byłaby może w porządku, jeśli mówilibyśmy o graczach w wieku 17-20 lat. Tyle że u nas w przeważającej większości wypożyczani są - jeśli w ogóle! - zawodnicy starsi, którzy powinni stanowić już o sile pierwszego zespołu (bądź też grać na stałe w niższych ligach). Jeżeli im się nie udaje przebić, to albo ponownie lądują wówczas na wypożyczeniu (i tak do usranej; casus Mateusza Kowalskiego) albo powinno się im najzwyczajniej w świecie podziękować. Inna sprawa, że pokutują na tym sami piłkarze, których pomimo 22-23. lat na karku wciąż nazywa się w Polsce "młodymi talentami". I zamiast toczyć boje nawet w tych niższych klasach rozgrywkowych, gdzie na co dzień trenuje się ciężej, szybko wracają z nadzieją, że jeszcze uda się im zaistnieć (choć często taka przygoda okazuje się dla nich zderzeniem ze ścianą). Szczerze: czy ktoś wierzy, że taki D. Brud cokolwiek w Wiśle jeszcze zawojuje?!
Choć pomysł z organizacją Młodej Ekstraklasy był ciekawy i tego absolutnie nie zamierzam tutaj umniejszać, w Polskich realiach (futbol siłowy, oparty przede wszystkim na walce) mija się jednak z celem. Piłkarze sami otwarcie mówią w wywiadach dla strony oficjalnej, że w pierwszym zespole trenuje się zdecydowanie ciężej i gra jest zupełnie różna od tego, co dotychczas znali z autopsji. ME to tylko bezsensowne przedłużaniem wieku juniorskiego - bo choć umiejętności techniczne może i faktycznie są tutaj wyższe, to już styl gry niewiele inny.
I dlatego jak najbardziej optowałbym za przywróceniem drużyny rezerw, która nie musi przecież przemierzać całej Polski, by rozegrać mecz (mówimy przecież o - w porywach - II bądź III lidze). Pieniądze w ten sposób zaoszczędzone spokojnie można by zainwestować w pozyskiwanie większej liczby talentów (i to niekoniecznie młodych). Bo co z tego, że w zespole rezerw utrzymywany byłby 25. czy 26. latek? Mimo wszystko w razie nagłej potrzeby (kartki, kontuzje) skorzystania z ogranego już zawodnika byłoby bezpieczniejsze niż wstawianie do pierwszego składu nieopierzonego piłkarza, który dorosłe mecze ogląda tylko w telewizji. Zresztą – czy talent musi błysnąć w młodym wieku...? Co do tego nie jestem akurat przekonany.
|