Jest pan wychowankiem Wisły. Proszę powiedzieć dlaczego nie od razu trafił Pan do 1 drużyny, tylko wylądował najpierw w Błękitnych Modlnica, a potem w Wawelu i Garbarni zanim zadebiutował pan w ekstraklasie w drużynie Wisły.
Był to dziwny zbieg okoliczności. Powiem szczerze, myślałem, że zostanę w Wiśle i zacznę grać w pierwszej drużynie albo w rezerwach. Tak się jednak nie stało. Byłem niskim zawodnikiem mającym ok. 1,70 m wzrostu przez co większość doradców i trenerów po prostu mnie skreśliło, twierdząc, że jestem za mały i nic z tego nie będzie. Miałem trafić do Hutnika, ale Wisła chciała za mnie kwotę na która nie było stać zespołu z Nowej Huty. Postanowiłem wtedy, że będę grał w Modlnicy, czyli miejscowości z której pochodzę w B-klasowym zespole Błękitnych.
Pamięta Pan mecz na Olimpii i swój ekstraklasowy debiut?
Tak, pamiętam go bardzo dobrze. Razem ze mną debiutował Darek Marzec. Zremisowaliśmy tam 1:1, ale zarówno mi jak i Darkowi grało się wyśmienicie. To był debiut z prawdziwego zdarzenia w których dostaliśmy solidny zastrzyk pozytywnych emocji.
Skąd w ogóle pomysł na grę w piłkę w Pana życiu? Tradycje rodzinne?
Mój tata grał w piłkę jednak nie udało mu się przebić do żadnego klasowego zespołu. Z tego co mi mówiono był znakomitym napastnikiem - szybkim i strzelającym dużo bramek. Skauting nie działał wtedy na taką skalę jak obecnie, działały bardziej znajomości czy układy. Tata, jest jednak bardzo znany i pamiętany wśród kibiców Błękitnych Modlnica.
Wszedł Pan do zespołu razem z Motyką, Lipką i Moskalem, ale to dopiero po ich odejściu Wisła awansowała do ligowej czołówki.
Mieliśmy wtedy zespół składający się z bardzo dobrych nazwisk. W Wiśle występowali wtedy m.in. Tomasz Kulawik, olimpijczyk Marcin Jałocha, Dariusz Marzec, Jacek Bobrowicz, nasz król strzelców Tomasz Dziubiński, Zbigniew Gręda czy Dariusz Wójtowicz.
Więcej
Co słychać u...WislaLive.pl