łapcie, nie jest idealnie, ale jest

miłej lektury!
Po Euro czas na futbol ligowy i również w Polsce rozgrywane będą normalne rozgrywki krajowe. Powszechnie wiadomo, że rozgrywki ligowe różnią się znacznie od wystylowanych mistrzostw Europy. Kto interesuje się tym, jak to wygląda w czasie sezonu, nie musi czytać dalej. Czasem krótkie momenty mają wielki wpływ na całe życie. Kiedyś Kraków był jedynie przystankiem na drodze do Lwowa, w kolejnych etapach rozwinęła się jednak pasja, która przetrwała do dziś. Byłej stolicy Polski nie można odmówić piękna i klimatu, a wizyta pozostawia tylko najmilsze odczucia. Miasto południowej Polski łatwo odwiedzić z Kolonii czy Dortmundu również samolotami. Lotniska jak to w Katowicach obsługuje znanych tanich przewoźników, a transport autobusem do Krakowa nie jest skomplikowany. Kraków sam w sobie również posiada międzynarodowy port lotniczy, ale jest to droższa sprawa. Kto ma więcej czasu, może wybrać się w podróż pociągiem. Trasa Berlin-Wrocław-Gliwice jest piękna, a ceny są podobno do tych samolotowych.
Piwoszom [tym chyba autor chce określić niemieckich kibiców] poleciłbym również z samego Krakowa wizytę na zamku Wawel oraz w muzeum Oskara Schindlera. Przede wszystkim zamek na Wawelu z grobami polskich królów, roztacza się z niego również piękny widok na miasto. Muzeum Oskara Schindlera mieści się w starych halach fabrycznych i może być rozszerzeniem wizyty byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz, który leży niewiele km od bram Krakowa.
Przejdźmy jednak do najważniejszego, czyli do futbolu. W Krakowie siedzibę mają dwa najstarsze kluby piłkarskie Polski i oba stowarzyszenia trwają od wielu lat w konflikcie. Po jednej stronie Cracovia, między której słupkami stał sam Jan Paweł II, z drugiej 13-krotny Mistrz Polski Wisła Kraków. To, że dla Wisły grał między innymi nasz Kuba oraz istotny fakt, że moja dziewczyna jest zapaloną kibicką tego klubu, czyni wizytę dla mnie obowiązkową. Niestety, nie jest to takie łatwe. Zakup biletu na polską ligę w przeddzień Euro 2012 jest skomplikowaną sprawą. Sprzedaży telefonicznej czy internetowej szukać można na próżno. „Karta Kibica” jest niezbędna dla wizyty na stadionie ligowym. Kartę tą otrzymuje się po pokazaniu dowodu osobistego w punkcie sprzedaży. Niestety, każdy posiadacz musi stawić się osobiście, w celu zrobienia zdjęcia na miejscu. Z tą kartą otrzymuje się prawo do nabycia biletu. W przypadku meczów jak np. Wisła vs. Liege nie jest potrzebny jednak ten kawałek plastiku – opiekę otaczała wtedy UEFA i wystarczał dowód osobisty. Osobiście mam nadzieję, że nigdy nie będzie takiego systemu w Niemczech i że decydenci w Polsce również to przemyślą.
W dniu pierwszego meczu o punkty Wisły w 2012 roku udaliśmy się z dziewczyną około południa na Rynek. Było tam również kilku Belgów, którzy pod ochroną Policji pili piwo i zwiedzali miasto. Generalnie, nic jednak się nie działo, i w porównaniu z naszymi [Borussi?] wizytami w obcych miastach trzeba było się dobrze rozglądać za gośćmi [Belgami]. Przysiedliśmy w małej restauracji z pierogami i piwem. W tym miejscu mała wskazówka: CK Browar czy Pod Wawelem są nieco oddalone od Rynku, ale oferują świetną atmosferę do starannego delektowania się piwem. W porównaniu z niemieckimi, polskie ceny są wymarzone. Pół litra piwo kosztuje czasem nawet nie 1.5 Eur. a jedzenie również nie powinno być problemem finansowym.
Około 19.00 nadchodzi czas, by wyruszyć w drogę na Stadion Miejski im Henryka Reymana. Drogę pokonujemy autobusem, a podział miasta między Wisłę i Cracovię widać wyraźnie po grafitti na blokach. Nierzadko widać napis „Wisła Sharks”, a na następnym bloku „Anty Wisła”, grupy kibiców Cracovii. Już to jest dość rażącym widokiem, że absolutnie wrogie obozy żyją wspólnie na małej przestrzeni, a nie jak w innych miastach, gdzie istnieją określone dzielnice, do których przypisane są lokalne drużyny.
Stadion już z okien robi dobre wrażenie. Przez zupełnie zaśnieżone ulice jedziemy tramwajem z innymi kibicami na miejsce, a struktura przypomina mi bezpośrednio nasz Westfalenstadion. Nowe trybuny zostały dobrze dopasowane do starego rdzenia stadionu. Spodziewałem się zastać coś związanego z Euro 2012, jednak nic takiego nie zobaczyłem [?]. Na stadionie odwiedziliśmy strefę kibica, gdzie nabyć można bilety oraz produkty kibicowskie. Przez wspaniałe wymogi Związku nie można się spodziewać piwa i lokalna społeczność jest raczej przyzwyczajona do wcześniejszej rozgrzewki. Przez świrniętą sytuację z kartami kibica przed kasami biletowymi były wielkie kolejki a każdy złości się na ten system. Wyobraziłem sobie, że wszyscy kibice BVB musieliby kupować bilety w okienkach kasowych. Pojęcie chaosu musiałoby zostać zdefiniowane na nowo. Nie było więc niczym dziwnym, że „tylko” 21 000 kibiców znalazło się na meczu. Kontrola na wejściu była również raczej skomplikowana. Różne skanery dla normalnych biletów, kupowanych z dowodem osobistym/PESELem, oraz tych kupowanych z kartą kibica. Pozostaję przy swoim, nienormalne… ostatnia kontrola nie jest warta opisywania, nastawiałem się na najgorsze. Wnętrza trybun były bardzo nowoczesne a oferta jedzenia wszechstronna. Można było nawet posmakować greckiej sałatki.
Godzinę przed gwizdkiem zajmujemy nasze miejsca, i mogliśmy się tylko utwierdzić w naszej opinii o stadionie – prawdziwe cacko. Trybuna gospodarzy od razu przypominała mi naszą starą południową, a pierwsze przyśpiewki dawały nadzieje na świetną atmosferę. Przygotowana była nawet oprawa. Pozostały czas przed gwizdkiem spędzało się na małej bitwie na śnieżki. Przy rozgrzewce drużyna Liege musiała przebiec przed trybuną kibiców gospodarzy, skąd została bezlitośnie wygwizdana i obrzucona śnieżkami.
20 minut przed gwizdkiem rozpoczęła się oprawa rozwinięciem wielkiego transparentu z napisem „Nie trzeba być faszystą, by dbać o ziemię ojczystą”. Transparent lśnił do momentu na krótko przed gwizdkiem, kiedy UEFA wpadła na pomysł, żeby zlecić policji brutalne usunięcie. Policjanci zanurkowali wewnątrz trybun jak komandosi i pod osłoną pałek i gazu pieprzowego zerwali część transparentu z płotu! Fani Wisły zdołali jednak uratować część banneru i policja zostawiła publikę która już wręcz gotowała się z emocji.
Podczas kiedy drużyny wchodziły na boisko zaprezentowana została oprawa, składająca się z 4 elementów: przekreślonego symbolu dwóch ludzików w pozycji seksualnej, przekreślonego Che Guevary oraz przekreślonych symboli komunistycznych i Antify. Ze strony gości odpalone zostały liczne race, które rzucane były w sąsiednią trybunę i widzów. Liege tego dnia wspierane było przez swoich przyjaciół z Sankt Pauli, których zauważyć można było z niewielkim transparentem na trybunie gości.
Doping Wisły mogę opisać tylko jako doskonałe. Uczestnictwo było cały czas na bardzo wysokim poziomie a przyśpiewki na zmianę z innymi trybunami przyprawiały o gęsią skórkę. Liege w pauzach między dopingiem gospodarczy również dało się czasem usłyszeć. Problemem były śnieżki rzucane cały czas w piłkarzy, zwłaszcza w bramkarza Standardu, co doprowadziło do przerwania gry. Dlaczego trybuny nie zostały oczyszczone ze śniegu – jest nadal dla mnie zagadką. Wisła w pierwszej połowie miała duże problemy z grą. W pierwszych 45 minutach Liege cały czas wykorzystywało niedbałość w grze gospodarczy i przeprowadzało dobre kontry. Poza wartym zobaczenia strzałem w poprzeczkę Wisła nie pokazywała zbyt wiele i zdarzyło się to co musiało: kontra gości mogła zostać zatrzymana tylko faulem i w konsekwencji 11stka zamieniona została na 1:0 dla Belgów. Czerwona kartka oznaczała, że przez godziną Wisła musiała grać z przeważającym liczbowo rywalem, dobrze grającym z kontry i starać się wyrównać. Utrzymali jednak nadzieję, walczyli na całego. Fani doceniali zaangażowanie swojej drużyny i nie dawali za wygraną. Również fani określani jako Pikniki (eventtouris) siedzący w sektorze E stali przez cały mecz i brali udział w przyśpiewkach i dopingu. Wrogiem numer 1 stał się za to sędzia, który częściowo podejmował bardzo dziwne decyzje przeciwko polskiej drużynie. Wisła zabrała jednobramkową stratę do szatni i nie straciła żadnej bramki więcej po licznych kontrach gości.
W przerwie czas wykorzystany został na kompletne oflagowanie trybuny gospodarzy. W 2 połowie doszło do wspomnianej przerwy w grze spowodowanej rzucaniem śnieżkami. Po zwyczajowych groźbach kar gra została wznowiona, a Liege ledwo miało jakiekolwiek szanse. Wisła w 10 mocno przycisnęła [„Powerplay”], co krótko przed końcom wreszcie przyniosło efekt. Dośrodkowanie z lewej strony i w 88 minucie Genkov posyła piłkę przez linię bramową. Świetne sceny – do tego momentu niezliczone „....a” rzucał mój sąsiad w absolutnej desperacji. Kocham futbol za takie momenty.
Krótko po wyrównaniu rozległ się ostatni gwizdek tego dnia. Gracze podeszli do swoich fanów podziękować im za wsparcie. Tymi pięknymi obrazkami opuściliśmy stadion i udaliśmy się w drogę do Berlina. Ja od siebie wspieram Wisłę w rewanżu i w nadchodzącym sezonie trzymam kciuki, życząc Białej Gwieździe wszystkiego najlepszego na przyszłość.