Gdyby ktoś jeszcze nie czytał:
Dwukrotnie wcielał się w rolę trenera Białej Gwiazdy. Za pierwszym podejściem wywalczył trzy razy mistrzostwo Polski, notując też kilka spektakularnych występów w europejskich pucharach. Za drugim, przegrał krajową batalię z Lechem, a także poległ w dwumeczu z azerskim Karabachem. Jeszcze do niedawna miał sporą ochotę na przejęcie schedy po Franciszku Smudzie, ale PZPN dokonał innego wyboru. Zapraszamy do lektury wywiadu z Henrykiem Kasperczakiem.
Czym się pan obecnie zajmuje?
Henryk Kasperczak: Na pewno na brak zajęć nie narzekam. Prężnie działam w Stowarzyszeniu Trenerów, gdzie zajmuję się wieloma sprawami związanymi właśnie z tematyką trenerską. Ponadto zasiadam w komisji kształtowania i licencjonowania trenerów.
Gdzie spędza pan najwięcej czasu? Rodzinne Zabrze, Kraków, Warszawa, Francja?
- Z tym bywa różnie. Mieszkam w Krakowie, ale bywam także czasami we Francji. Natomiast stolica to przede wszystkim sprawy zawodowe.
Nie ciągnie pana do ławki trenerskiej?
- W żadnym polskim klubie już chyba nie będę pracował. Teraz była szansa, by trenować naszą reprezentację, ale jak wiemy – selekcjonerem został ktoś inny.
Nie było panu przykro, że pana nazwisko ogóle nie pojawiało się wśród kandydatów na stanowisko selekcjonera?
- Ja nie wiem czy którykolwiek z trenerów był tak naprawdę nominowany. Rozmawiałem z tymi trenerami, którzy według Antoniego Piechniczka byli faworytami ,i co ciekawe – żaden z nich nie otrzymał sygnału ze strony PZPN, że są w tej grupie, z której trzeba wybrać następcę Smudy. Nie mam pojęcia skąd w mediach wzięły się te wszystkie nazwiska.
Więcej
WislaLive.pl - H. Kasperczak: Fornalik to kaprys Piechniczka