Wyświetl pojedynczy post
wislak68
Senior Member
 
Od: 11.2007

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#18177
Stary 03.07.2012, 23:45
Mareq napisał(a):Wyświetl post
Z Grecją to jest tak jak ze szklanką do połowy pełną albo pustą. Ty stwierdzisz, że partie antysystemowe i nastawione krytycznie do Unii(co ciekawe Syriza jak i reszta komuszej Europy atakuje Unię jako twór do cny kapitalistyczny i neoliberalny co bardzo ciekawie się ma z punktu widzenia krytyki Unii jako twór dogłębnie przesiąknięty socjalizmem ; ) zyskują , co jest prawdą , ale można skontrować, że mimo tak gigantycznych obciążeń nałożonych na Grecję, które z dużą mocą pompują antyunijny balon, mimo wszystko ostatnie wybory wygrała koalicja ,,namaszczona'' przez unijne elity.

Hiszpania i Włochy to sytuacja zupełnie inna, bo nie wydaje się by były w stosunku do obydwu krajów konieczne aż tak drastyczne plany oszczędnościowe jak te skierowane do Grecji. Ponadto we Włoszech a już szczególnie w Hiszpanii(przypominam, że Hiszpanie w zdecydowanej większości poparli Traktat Konstytucyjny) ciężko doszukać się liczących się politycznie sił antyunijnych(we Włoszech w zasadzie jest to tylko Lega Nord).

Jeżeli chodzi o Skandynawię, to Szwecja i Dania owszem mogą być nastawione sceptycznie co do planów ściślejszej integracji i popierać pozycje brytyjską, natomiast Finlandia(Skandynawia sensu largo ; ) ) raczej pozostanie wierna Unii. Wystarczy przytoczyć niedawną wypowiedź byłego fińskiego ministra spraw zagranicznych a obecnie ministra handlu i spraw europejskich Aleksandra Stubba; ,,Co oznacza obecny kryzys dla integracji europejskiej? Jestem z całego serca federalistą i więcej Europy jest moją naturalną odpowiedzią na każde wyzwanie''.

Jeżeli chodzi o wschodnią część Unii, to Czesi jak to Czesi, ale wśród pozostałych państw raczej ciężko dostrzec wyraźne oznaki oporu, a relacje na lini KE- rząd Węgier nie wydają się ulegać zaognieniu. Ostatnio na wniosek KE została zniesiona kara zamrożenia funduszu spójności za nadmierny deficyt. Jeżeli chodzi o nasz kraj, to Sikorski dał raczej jasną odpowiedź, zarówno w ubiegłym roku w Berlinie jak i podczas tegorocznego expose dotyczącego polityki zagranicznej, czy podpisując przesiąknięty federalistyczną myślą raport Westerwellego.

Jedni w obecnym kryzysie dostrzegają pierwsze symptomy upadku na tyle już zintegrowanej Unii i transfer kompetencji z centrum do państw. Drudzy natomiast , których podpiąć można pod wspomnianego już wcześniej fińskiego ministra widzą obecne wydarzenia jako ,,trampolinę'' na wyższy poziom integracji i przewidują transfer kompetencji z państw na rzecz Unii. Jak będzie się okaże, ale to ciekawe że można obecne wydarzenia interpretować na dwa tak skrajne sposoby. Raczej pewne jest, że Unia nie pozostanie taka jak jest w obecnym kształcie. Albo pójdzie w kierunku dezintegracji albo głębszej integracji. Oczywiście nie musi(i bardzo prawdopodobne, że tak nie będzie )iść ani jednym ani w drugim kierunku iść jako całość. Jak będzie się okaże, ale wydaje mi się, że odpowiedź poznamy w niedługim okresie czasu.

=====================================

Co do tekstu Selina , to dosyć ciekawy(choć nie odkrywczy). Ogólnie lubię gościa posłuchać czy poczytać bo głupi nie jest, ale popolemizować można zawsze.

Pisze on np. ,,Po pierwsze, nie ma „narodu europejskiego”, który chciałby takiego tworu. Europejczycy nadal uważają się przede wszystkim za Niemców, Francuzów, Włochów czy Polaków i w swojej większości nie mają ochoty rezygnować z zalet istnienia państwa narodowego, realizującego narodowe interesy.''

Owszem narodu europejskiego nie ma i np Polacy uważają się nadal przede wszystkim za Polaków, natomiast wniosek o tym, że wynika z tego brak ochoty rezygnowania z zalet istnienia państwa narodowego, realizującego narodowe interesy jest wnioskiem opartym już zupełnie na przypuszczeniach. Po pierwsze istnienie bardziej zintegrowanej Unii nie oznacza rezygnacji z istnienia struktury państwa, po drugie nie wyklucza realizacji interesów grupy(nie zawsze możemy mówić o narodzie, w przypadku naszego państwa jak najbardziej) zamieszkującej obszar tego państwa. Czy w ramach największych federacji nie odbywają się polityczne rozgrywki na linii części składowe vs centrum ?
Czy zatem narody zamieszkujące Europę chciały by takiego tworu ? Odpowiedź nie jest wcale taka pewna. Traktat Konstytucyjny został np. w referendum odrzucony we Francji czy w Holandii , ale już np w Hiszpanii czy Luksemburgu(wspominam pro forma, bo tutaj akurat ciężko mówić o reprezntatywnej grupie) przyjęty. Właściwie jedyną szansą na uzyskanie odpowiedzi na to czego chcą ludy zamieszkujące Europę byłoby ogólnoeuropejskiej referendum w tej kwestii.

Następinie pisze ,,Po drugie, nie ma „europejskiej opinii publicznej”, która mogłaby być wyrazicielem czegoś, co można by było w przyszłości nazwać „europejskim dobrem wspólnym”.
Po trzecie, trudno sobie wyobrazić demokratyczny wybór władz na poziomie europejskim (europejskiego rządu czy prezydenta). Już dziś większość instytucji europejskich nie wywodzi się z werdyktu demokratycznego, lecz z zakulisowych ustaleń przywódców państw narodowych i silnego lobby eurokratów.(...)Tylko naiwni nie dostrzegają, że hasło „więcej integracji” oznacza dziś przede wszystkim przekazanie większej władzy Niemcom,''

Może mam zbyt rozbudowaną wyobraźnię, ale demokaryczny wybór władz na poziomie europejskim nie jest dla mnie czymś niepojętym. Zresztą o powszechnych wyborach przewodniczącego Komisji Europejskiej oficjalnie mówiła rządząca niemcami CDU na swoim jesiennym zjeździe partyjnym. Myślę, że wraz z pojawieniem się możliwości wyboru przewodniczącego KE w wyborach powszechnych, zaistnieje kwestia zarówno ,,europejskiej opinii publicznej'' jak i ,,europejskeigo dobra wspólnego''. Jednocześnie wzmocnienie demokratycznej legitymacji instytucji unijnych i wzmocnienie sił instytucji demokratycznie legitymowanych powinno spowodować uniknięcie obaw o przekazywanie większej władzy Niemcom.

I na koniec pisze pan Selin bardzo ładnie

,,Również z tego względu warto przyhamować proces integracji, by doczekać czasów, gdy wśród elit europejskich będą dominowali ludzie niewstydzący się wielkości cywilizacji europejskiej, jej korzeni religijnych, filozoficznych i prawnych.''

Fajnie pomarzyć, ale ja jestem zdania że najpierw trzeba mieć mocne ramy instytucjonalne i systemowe, a później można wymieniać elity.
Dzięki za post. Postaram się być zwiezły
Na początek konkluzja. Zgadzam się z nią: "Albo pójdzie w kierunku dezintegracji albo głębszej integracji" . Różnica jest chyba jednak taka że o ile Ty jak sądze jesteś zdania że raczej pójdzie w kierunku głębszej integracji to moim zdaniem będzie wręcz przeciwnie. Jak będzie? Zobaczymy.
Rozumiem że polemicznie powinienem się odnieść:
Grecja - jeśli weźmiemy pod uwagę że jeszcze kilka lat temu był to chyba najbardziej euroentuzjastyczny kraj w Europie to fakt że tak szybko wyrosła tam Syriza (zresztą nie tylko ona) dowodzi moim zdaniem jak wielki jest potencjał "dezintegracji"
Hiszpania i Włochy - mam wrażenie że ekonomia (finanse) nie są Twoim "pierwszym obszarem zainteresowania". Gdyby było inaczej nie pisałbyś tego: "nie wydaje się by były w stosunku do obydwu krajów konieczne aż tak drastyczne plany oszczędnościowe jak te skierowane do Grecji". Problemy finansowe (zwłaszcza Włoch) są znacznie bardziej poważne niż te greckie. A przykład Syrizy pokazuje że naprawdę nie trzeba dużo aby "nowa siła" sę pojawiła.
Skandynawia - nie jestem specjalistą od Skandynawii ale trochę ich znam i moim zdaniem możesz być pewnym jednego: zawsze pójdą razem. Cokolwiek to "razem" miałoby znaczyć. I przykład Norwegii jest tu wbrew pozorom potwierdzeniem tej zasady.
Europa wschodnia - chyba doskonale wiesz z czego wynika ten obrzydliwie wręcz służalczy stosunek obecnego rządu do wielkiej dwójki i Komisji. Ale myślę że obydwoje spośród aspirujących do stanowisk (Donio i Radzio) bardzo się rozczaruje. Jeśli chodzi o Węgry to myślę że pewne rzeczy zostały już powiedziane i zrobione i raczej nigdy (a przynajmniej nie za rządów Orbana) sytuacja nie będzie normalna. Węgrzy swoja lekcję od Brukseli już odebrali.
Naród europejski - nie sądze aby akurat referendum przesądziło o tym czy naród europejski istnieje czy nie. Proces formowania narodu jest znacznie bardziej skomplikowany. I moim zdaniem w przypadku Europy mówimy o wiekach raczej niż dziesięcioleciach.
europejska opinia publiczna i deficyt demokracji - moim zdaniem wynikające z punktu wcześniejszego. Nie ma narodu nie ma opinii publicznej. I żadne wybory bezpośrednie nie zrekompensują deficytu demokracji przewodniczącego komsji czy innych eurokratów. Zwyczajnie będą dla ludzi w powiedzmy Hiszpanii jakimś obcym ciałem które nie wiedzieć czemu rości sobie prawa do tego aby wpływać na ich życie. Nawet jeśli na nich głosowali. Legitymizacja za pomocą kartki wyborczej jest wtórna w stosunku do legitymizacji za pomocą więzów narodowych.
elity i ramy - moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Najpierw trzeba mieć elity a dopiero potem stwarzać ramy które będą akcptowalne dla ogółu poprzez przykład akceptowanych przez nie elit. Mam wrażenie że jednym z problemów obecnej integracji jest to że robi się dokładnie odwrotnie: najpierw stwarza sie ramy a potem dopasowuję się do nich "elity".
Ostatnio edytowane przez wislak68 : 03.07.2012 o godz. 23:56.