Szpenio czytaj
"3200, 4000, 3000, 1700, 600. Czyżby to liczby jakiegoś kosmicznego totolotka? Nie. Chodzi o polskie autostrady.
Rząd Jarosława Kaczyńskiego, który zdobył dla naszego kraju organizację Euro 2012 (dzisiaj jakoś o tym się nie wspomina), planował wybudowanie w związku z tą największą sportową imprezą w dziejach Rzeczypospolitej 3200 km autostrad i dróg ekspresowych w ciągu pięciu lat. PO po wygraniu wyborów w 2007 r. uznała, że owa liczba – 3200 km – to mało i że ekipa PiS-u, która taką decyzję podjęła, to „tchórzliwi politycy, którzy bali się wyzwań".
Rząd Tuska zapowiedział więc budowę 4000 km autostrad. Już po roku 2008 plany te nagle zredukowano do 3000 km (a więc już mniej, niż zdecydował Jarosław Kaczyński). Po kolejnym roku, 2009, usłyszeliśmy, że autostrad i dróg ekspresowych będzie jedynie... 1700 km. Miało ich więc być niemal dwa razy mniej, niż planował rząd PiS-u. Na finiszu tego biegu okazało się, że owych autostrad zbudowano raptem niewiele ponad 600 km. Jest to więc niecałe 20 proc. tego, co planował PiS.
Entuzjazmując się otwartą A2, gdzie na odcinku 140 km nie ma ani jednej stacji benzynowej i ani jednej toalety przez 95 km, pamiętajmy o PO, czyli Pustych Obietnicach.'
Tak się właśnie manipuluje lemingami. Nie bajeruj ile czego jest w budowie, bo w budowie to jest też polski prom kosmiczny. Pochwal sie ile w 5 lat wybudowano autostrad. W warunkach gdzie kasy było aż za dużo.