Za oknem trąbią wniebogłosy, strzelają i jeżdżą jak wariaci, flagi i śpiewy... Tak się cieszy stolica makaroniarzy, że daleko na północy, w innej stolicy, drużyna azzuri nakopała dumnym Niemcom
Cieszę się, że awansowali właśnie Włosi, prezentując ciekawą piłkę. Inna sprawa, to zdziwiłem się sporą ilością zmarnowanych dogodnych okazji z obu stron. Kroos i Oezil chyba założyli się, kto więcej zestrzeli samolotów na Okęciu

, a z drugiej strony - to co zrobił di Natale w 100 % sytuacji 10 minut przed końcem nadaje się do rubryki "sierota meczu". Gdyby wówczas Włosi prowadzili tylko 1:0, wówczas pudło di Natale miałoby dla nich bardzo wielkie konsekwencje.
Trzy do zera, Italia żegna frajera - wyglądałoby znacznie okazalej, ale nie ma co narzekać. "Cierpienie w końcówce, potem wielka radość" - napisali po meczu dziennikarze z
Corriere della Sera.