Arapaho napisał(a):

1.Nie jest tak że nie wiedzieliśmy tylko informacje od wywiadu były leceważone o czym świadczy aresztowanie i skazanie na KS - rt.Sosnowskiego tuż po jego wymianie na agentów Abhwery aresztowanych w Polsce - jako podejrzanego o gre na 2 fronty - tak bardzo nieprawdopodobne były informacje które przekazywał .Dopiero w 1939 r kopary wszystkim opadły jak się okazało że w rekach polskich były prawdziwe plany agresji na Polskę , rozpracowani dowódcy radzieccy czy dokumentacje uzbrojenia niemieckiego.Podaje akurat przyklad tego agenta bo był chyba najbardziej spektakularnym ale były też inne.
2. Ostatnie Twoje zdanie niestety wpisuje się w opinie Bartoszewskeigo " biedna panna na wydaniu" - a trzeba by powiedziec głupia panna na wydaniu. Taki mały narodzik Izrael a trzyma w szachu pół świata - tak politycznie jak i militarnie , a my strategiczne miejsce w Europie , stosunkowo ludny kraj z dostepem do morza i gór, z tradycjami, kiedyś mocnym przemysłem zbrojeniowym gonimy w kółko za swoim ogonem zamiast odgrywac znaczaca rolę . Zresztą o czym my mówimy wystarczy poczytać w jaki sposób Finowie uniknęli polskiego losu aby wiedzieć że posiadanie oddanych,odważnych i mądrych patriotów wraz z dobrą taktyką i odrobiną szczęścia powoduje że można osiągnąć sukces
Trzeba szukać szans a nie leczyć kompleksy .
|
ad1
Czy Sosnowski dostarczył też informacje na temat rokowań niemiecko-sowieckich (bo jeśli o mnie chodzi to ja właśnie o tym pisałem). Masz jakiś link?
ad2
Ostatnie moje zdanie jest niestety smutną prawdą. I obrażanie się na rzeczywistość ("biedna panna na wydaniu") jest chyba najgłupszą rzeczą jaką możemy zrobić analizując historię. Prawda jest taka że mieliśmy wówczas
"oddanych,odważnych i mądrych patriotów" . Taktyka biorąc pod uwagę nasze położenie (szczególnie w porównaniu z Finlandią) również nie była jakaś szczególnie zła. Jeśli chodzi o szczęście to w ówczesnych układach aby cokolwiek zdziałać to musilibyśmy go mieć tyle co Forest Gump. Byliśmy położeni pomiędzy dwoma największymi wówczas potęgami militarnymi, które nie dość że wykazywały w stosunku do nas bardzo agresywne zamiary to jeszcze dodatkowo postanowiły się porozumieć i działać wspólnie aby nas zniszczyć. Nie mieliśmy żadnych szans. Jedyną realną opcją na zachowanie jakiejś formy państwowości było pójście razem z Niemcami albo z Sowietami.
Przykład Finlandii moim zdanim odstaje z kilku powodów: Finowie mieli tylko jednego przeciwnika, ich znaczenie strategiczne (w sensie linii zaopatrzenia dla ataku na Niemcy albo na Sowiety) było zupełnie inne niż Polski (w zasadzie można powiedzieć że żadne) i dodatkowo wyjątkowo korzystne warunki do obrony (bardzo wąski, silnie ufortyfikowany fragment frontu przez który wiodły szlaki komunikacyjne i ogromne tereny lasów które za względu na brak jakichkolwiek dróg były z punktu widzenia militarnego kompletnie bezużyteczne; w praktyce setki kilometrów frontu bronione były przez pojedyncze bataliony narciarzy co pozwalało skoncentrować zdecydowaną większość sił na bronieniu bardzo wąskiego fragmentu frontu). Ich dodatkowym atutem była zima. Pomimo tych czynników (przyznając że Finowie walczyli naprawdę niezwykle bohatersko i z ogromną determinacją) sowieci obronę finską przełamali (prawda że za cenę ogromnych strat) i przed zająciem kraju Finów uratowała tylko obawa Stalina przed interwencją francuską i "odwróceniem sojuszy" przez Niemcy. Warunki pokoju były takie że Finowie (po oddaniu przesmyku karelskiego) w zasadzie mogli tylko czekac na egzekucję w postaci następnej ofensywy sowieckiej. I pewnie uratowało ich przed nią tylko chwilowe skoncentrowanie się Stalina na zajęciu Pribałktyki i Besarabii a w późniejszym okresie ofensywa niemiecka. W tym sensie mieli tyle szczęścia co Forest Gump.
Jeśli chodzi o Izrael: gdzie oni by byli gdyby nie diaspora

Jeśli chodzi o szukanie szans i leczenie kompleksów: zdecydowanie najlepszą metodą do tego jest uczciwe (gdy trzeba aż do bólu) analizowanie historii. Najgorszą obrażanie się na fakty.