Wyświetl pojedynczy post
JEDREK76
konserwa
 
 
Od: 06.2004
Skąd: STRUSIA NH

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#17978
Stary 25.06.2012, 12:21
Kocur napisał(a):Wyświetl post
Nie wiem czy czytałem to samo gówno ale jest szansa że popełnię dzisiaj samobójstwo bo przed wyjściem do pracy posprzątałem na biurku ...


Nie wiem czy naprawdę w tym kraju jest tylu idiotów co wierzy w takie bzdury czy oni sobie tak piszą sami dla siebie?
Dokładnie sugerują chyba, że na co dzień Był niechlujem. Hmmm poza tym może ktoś mi wyjaśni na czym polega "świeżo posprzątane" od "nieświeżo posprzątanego" czy też "nacodzień posprzątanego"?
Ciekawe dlaczego tak cicho jest na temat ostatniej przeprowadzonej rozmowy telefonicznej gen. Petelickiego z "pięknym Radziem"?

Drozd napisał(a):
O tym właśnie pisałem. Gdyby nie sowieci walka choć ostatecznie pewnie i tak przegrana trwałaby dłużej. Kilka miesięcy może otworzyłoby oczy na zachodzie i przycisnęliby Hitlera zanim zajął całą Europę.
Natomiast w sprawie naszej obrony. [...]
Wystarczy popatrzeć na mapę i staje się jasne że jedyną szansą było wycofać się celem skrócenia linii frontu i korzystać z odwodów zgrupowanych na prawym brzegu Wisły. Może takich rozkazów nie było ale każdy oddział który został minięty przez prujące z gazem o dechy niemieckie czołgi innego wyjścia nie miał.
Jedna uwaga te mityczne odwody zgrupowane na prawym brzegu Wisły, o których wspominasz to była utworzona rozkazem 4 września dysponująca niepełnowartościowymi jednostkami (stworzonymi ad hoc ze słabo wyszkolonych poborowych i rezerwistów oraz z rozbitych jednostek, słabo uzbrojona) Armia "Lublin" dowodzona przez gen. Piskora. Armia "Małopolska" dowodzona przez gen. Fabrycego to żadne nowe jednostki, żadne tam odwody tylko przemianowane 6 IX pozostałości Armii "Karpaty" i Armii "Kraków".
Przedstawiona przez Ciebie mapka jest niedokładna, brakuje na choćby jeszcze jednej Armii "Warszawa"

Cieszę się, że Twój punkt widzenia, aż tak ewoluuje, bo już obawiałem się, że chcesz tworzyć nową historię, która z Historią nie miałaby wiele wspólnego.

Drozd napisał(a):
Fakty sa takie że Niemcy w kampanii wrześniowej w Polsce nie wygrali żadnej bitwy. Bo polskie rozkazy były proste "cofamy się na linię Wisły". W miejscach w których Polacy stawiali opór Niemcy dostawali w cyce

Wiślak68 napisał(a):
Dzięki za opinię. O ile dobrze rozumiem to nie przekonują Cię wysuwane w tym kontekście argumenty że wraz z naturalnym na jesieni pogarszaniem się pogody (a w rzeczy samej z punktu widzenia niemieckiego wyjątkowo pogodny wrzesień okazał się być czynnikiem niezwykle dla nich dogodnym) niemiecka dominacja w powietrzu i dywizjach zmechanizowanych zaczęła by odgrywać stosunkowo mniejsza rolę. Dodatkowym elementem w tej argumentacji był fakt że walki wkraczały by na tereny o znacznie gorszej infrastrukturze drogowej co siłą rzeczy (szczegolnie przy wiekszych opadach) zniwelowało by niemiecką przewagę w mechanicznych środkach transportu.
Niestety nie dysponowaliśmy, aż takimi obszarami, jak Sowieci, na których Niemcy mogliby nie nadążać z zaopatrzeniem. Wybacz, ale jeśli chodzi o argumentację roztopów i kiepskich dróg, to przypomina mi to argumentację Dąb-Biernackiego, który wyśmiewał osoby dążące do zreformowania polskiego wojska i wprowadzenia większej ilości wojsk pancernych i zmotoryzowanych. Jakoś sobie Niemcy poradzili z tą ówczesną infrastrukturą czy we wrześniu i październiku 1939 r. czy też w czerwcu 1941 r.
Sądzę także, że nadejście zimy w żaden sposób nie zniwelowałoby Szwabskiego panowania w powietrzu. My już lotnictwem praktycznie nie dysponowaliśmy. Lotniska zbombardowane, niewielkie rezerwy paliwa, słabe zabezpieczenie w artylerii przeciwlotniczej. I tak jeśli chodzi o wrzesień to nasze lotnictwo dokonało rzeczy nieprawdopodobnej strącając ponad 200 samolotów niemieckich (porównać sobie osiągi "Karasia" do Messerschmitta Bf-109, wydaje się to wręcz nieprawdopodobne), w sumie zniszczonych zostało ok. 600 niemieckich samolotów, co stanowiło blisko połowę tego co rzucili do walki przeciwko Polsce.
Mieliśmy szansę się utrzymać, ale nie w większych jednostkach taktycznych, które były łatwe do zniszczenia przez naloty i bombardowanie.

Wiślak68 napisał(a):
[...]Innym argumentem wysuwanym w tym kontekście jest ten że (podobno) do 17 września Niemcy mieli wyczerpać w zasadzie całkowicie swoje zapasy amunicji i paliwa co z złożenia wpłynęło by na ograniczenie ich możliwości ofensywnych. Również ich jednostki pierwszego rzutu wymagały przegrupowania co siłą rzeczy musiało spowolnić ofensywę. Bodajże Moczulski (głowy nie dam że to on) podaje że oficerowie szatabu generalnego zaczęli tuż przed agresją sowiecką 17 września otwierać szampany, obserwujac znaczące osłabienie natężenia ofensywy niemieckiej (oczywiście mogło to wynikać z rozkazów aby nie przekraczać lini Bugu)[...]
Jeśli Niemcom miałoby zabraknąć broni czy amunicji to co powiedzieć o nas? Skąd i gdzie mieliśmy uzupełnić braki, które już wówczas przyczyniały się do poddawania się całych jednostek? jak sam wspomniałeś wschód II RP był słabiej zindustrializowany, nie było tam wielu zakładów przemysłowych, poza tym wystarczyłoby je Szwabom zbombardować, aby ewentualne punkty zaopatrzeniowe zlikwidować. Obawiam się, że to prędzej my niż oni odczulibyśmy braki w zaopatrzeniu. Oni mieli je gdzie uzupełniać, my natomiast nie.

Wiślak68 napisał(a):
[...]Wydaje mi się (przyznaje że jako zupelnemu laikowi) że Niemcy nie byli by w stanie zająć jedną ofensywą całości ziem Polski. W istniejącej w dniu 17 września sytuacji prawdopodobnie niemożliwym do utrzymania były ziemie północno (być może środkowo) wschodnie. Natomiast wydaje mi sie że zajęcie południowego-wschodu wymagało przegrupowania sił niemieckich co prawdopodobnie dałoby nam szansę na przedłużenie oporu o kilka miesięcy (pytanie czy Niemcy chcieliby prowadzić ofensywę w zimie?).
W tzw. przedmościu rumuńskim mogliśmy się jakiś czas bronić, do wykończenia amunicji i zapasów.
Ostatnio edytowane przez JEDREK76 : 25.06.2012 o godz. 12:37.