Wyświetl pojedynczy post
Szpen
Senior Member
 
 
Od: 12.2002
Skąd: i don't give a fuck

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#17699
Stary 15.06.2012, 13:57
bardzo dobry felieton.
Cytat:
''Polska kibolska'' kontratakowała przed meczem Polska - Rosja. Chcieli spuścić manto Ruskim czy zniszczyć Euro ''matołowi'' Tuskowi?

Gromady osiłków przed warszawskim mostem Poniatowskiego występowały pod hasłem: ''Bóg, Honor, Ojczyzna''. Niektórzy z nich krzyczący ''Rosja kur... '' nosili znak Polski Walczącej. Jeszcze inni łączyli owe patriotyczne symbole z koszulkami ''Fuck Euro'' albo czysto polskim ''W....... 2012''. Pytanie o to, kogo bardziej nienawidzili: czy rosyjskich kibiców idących na stadion, czy premiera, któremu mogą zniszczyć wielką imprezę Euro 2012, nie jest czysto teoretyczne. A może to ''spór cywilizacyjny''?

Odbywające się w Polsce Euro 2012 dla prawdziwych ''ultras'' i ''fanatics'' jest najcięższą obrazą kultywowanej w Polsce od lat cywilizacji stadionowej. Tej, znanej z warszawskiej ''żylety'', trybun Wisły, czy Śląska Wrocław. Euro 2012 było na ligowych stadionach bojkotowane od kilku lat pod hasłami ''drogi nieskończone, stadiony przepłacone''. Dla prawdziwego ultrasa ''piknikowe kibicowanie'', takie jak na Euro 2012, jest upadkiem futbolu.

Stadion, na którym będą siedzieć rodzice z dziećmi, bez petard, przekleństw i bijatyk, to najgorszy koszmar kibola.

W symptomatycznym tekście w ''Gazecie Polskiej'' Wojciech Mucha (związany ze środowiskiem kiboli, poturbowany podczas przemarszu Rosjan) dowodzi, że politycy wchodzą do sportu, by ''uczynić z nim porządek''. Przekształcić widowisko sportowe w komercyjne przedsięwzięcie. I przedstawia wizję widowisk dla bogatych, na nowoczesnych stadionach'', w których prawdziwi fanatycy zostaną wyparci do niższych lig, a na meczach ''będzie grzecznie, czysto i koszmarnie nudno''.

Taki proces został przeprowadzony w Wielkiej Brytanii jakieś 20 lat temu. W Polsce pierwszym klubem, który chciał ''wymienić publiczność'' i zainwestował w klub Legia Warszawa, był ITI. Kibole od razu zaprotestowali i wydali wojnę właścicielom Legii.

Euro 2012 dla tej ''kibolskiej wspólnoty'' jest jeszcze większym zagrożeniem. Na nowoczesnych stadionach zasiada publiczność zwana przez dużą część kiboli pogardliwie ''teatralną''. Dla większości prawdziwych ''fanatyków'' (nie wszystkich, bo w tej grupie są także ludzie wykształceni: prawnicy, bankowcy, przedsiębiorcy!) pozostaje miejsce poza tym stadionem. W tym duchu kibiców tłumaczy ks. Jarosław Wąsowicz, ich nieformalny kapelan, twierdząc, że sprzeciw wobec Euro wynika z tego, że prawdziwi kibice nie tolerują lewactwa i sodomitów, a Euro 2012 jest sztandarową imprezą rządową. Jego zdaniem słynny ''Staruch'', lider kibiców Legii, jest więźniem politycznym.

W rzeczywistości cały patriotyczny sztafaż, patriotyczne i ''antysystemowe'' oprawy na polskich stadionach pojawiły się w czasie, gdy kibole rozpoczęli walkę z ''antypatriotycznym'', ich zdaniem, rządem Donalda Tuska. Stąd symbole Polski Walczącej ''smoleńskiej'', ''żołnierzy wyklętych'', tak jak ''wyklętymi'' czują się kibice. Stąd nienawiść do ''systemowych'' mediów TVN, ''szechterowej'' ''Gazety Wyborczej''. W mniejszym lub większym zakresie owi kibole stali się naturalnym sojusznikiem ''sił patriotycznych'', które są utożsamiane z PiS. Mają tych samych wrogów.

Kibolom różnych klubów udało się we wtorek zjednoczyć przed meczem Polska - Rosja, skoordynować akcję i skutecznie zaatakować. Cała paleta historycznych odniesień dała pseudopatriotyczne alibi dla rasizmu, szowinizmu i bandyterki.

Sukces organizacyjny Euro 2012, a nawet sukces polskiej reprezentacji nie jest na rękę partii Jarosława Kaczyńskiego. Tylko że PiS nie może tego otwarcie powiedzieć. Dla PiS sytuacja, w której w czasie Euro ujawnił się nowy, nieagresywny biało-czerwony patriotyzm, czerpiący siłę nie z nienawiści, ale z poczucia dumy, to katastrofa.

Równocześnie to nie PiS, ale kibole są w stanie w oczach międzynarodowej opinii publicznej skompromitować Euro. A to jest na rękę partii Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego po burdach w Warszawie politycy PiS Joachim Brudziński i Mariusz Błaszczak zamiast potępić bandytów, zaczęli ich usprawiedliwiać. Utrzymywali, że polscy kibole atakowali Rosjan, bo byli prowokowani, że cała wina jest po stronie Tuska i Hanny Gronkiewicz-Waltz, która pozwoliła na przemarsz rosyjskich kibiców. Tak jakby oni mogli się teleportować z dworca na stadion.

Sojusznicy kiboli wynajdują egzotyczne usprawiedliwienia. Józef Szaniawski w ''Naszym Dzienniku'' dowodzi, że zachowanie rosyjskich kibiców było prowokacyjne, bo zebrali się do marszu pod Muzeum Wojska Polskiego. Jeden z prawicowych portali internetowych autorytatywnie stwierdził, że prowokacją był rosyjski banner na stadionie przedstawiający ''bolszewika z nożem'' (w rzeczywistości był to książę Dymitr Pożarski, który przepędził Polaków z Kremla).

Radny PiS Maciej Maciejowski stwierdził wprost, że to kibole ''bronili honoru Polski''. Krzysztof Materna określił go mianem ''idioty'' niesłusznie, bo Maciejowski, już były wolontariusz na Euro, ujawnił prawdziwe uczucia, charakterystyczne dla ludzi Kaczyńskiego.

Dlaczego ''patriotyczni kibole'' chcą zniszczyć obraz Polski na świecie? Jak w imię ''patriotyzmu'' można nie kibicować polskiej reprezentacji, bo to ''reprezentacja PZPN'' i, jak powiedział Jan Tomaszewski, ''farbowanych lisów''?

Trudno to pojąć, ale logika nie jest najważniejszą kategorią tego sporu. Chodzi o czyste interesy. Kibole walczą o to, aby zachować swój świat, który ginie. Dla PiS interesem jest osłabienie obecnej władzy, dla której Euro 2012 może być wielkim sukcesem.

Czy środowiskom kiboli uda się ''rozbić Euro 2012''? Miejmy nadzieję, że nie. Umiarkowane i mądre wypowiedzi rosyjskiego wysłannika Rosji do Polski Michaiła Fiedotowa świadczą, że i Rosji nie zależy na eskalacji konfliktu. A reakcja opinii publicznej świadczy o tym, że ''polska kibolska'' tę walkę przegrywa.