ad.1.Żeby udowodnic że się mylisz wklejam opis za http://www.kresy.pl/kresopedia,histo...bacz/zeligiada .Bolduję co najwazniejsze w naszej dyskusji - myślę że wyczerpuje to temat. Główne Twoje tezy o ilości wilniuków i faktycznym przebiegu wyzwalania Wilna tj. : W siłach pod dowództwem Żeligowskiego wileński był tylko jeden pułk (a i tak nie jest pewne czy wilniucy stanowili w nim wiekszość)
Zresztą pomimo wielkich wysiłków Żeligowskiego aby to własnie ten pułk jako pierwszy wszedł do miasta i tak został on wyprzedzony przez inne pułki są obalone.Fakty mówią o 95% wilniuków w oddzialach polskich wkraczających do Wilna, antylitewskim powstaniu mieszkańcow etc.
Cytat:
Wilno w programie federacyjnym Józefa Piłsudskiego, jak i cała Wileńszczyzna odgrywała rolę szczególnie ważną. W 1919r. marszałek zajął je, usuwając z niego bolszewików. Chciał, by ponownie stało się ono stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego łączącego zarówno Litwinów, jak i Polaków. 22 kwietnia w 1919 r. ogłosił w Wilnie słynna odezwę "Do byłych mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego", pełniącą niewątpliwie rolę sondy, badającej możliwości wskrzeszenia Wielkiego Księstwa. Idea ta spotkała się z różnym wśród samych mieszkańców Wilna przyjęciem , a wybuch wojny polsko- bolszewickiej uniemożliwił Piłsudskiemu jej lansowanie. W obliczu postępującej ofensywy wojsk bolszewickich Polska zgodziła się na tzw. linię Curzona jako wschodnią granicę Polski , ale za cenę powstrzymania na tej linii Armii Czerwonej i doprowadzenia do rozejmu. Na mocy postanowień układu w Spa Polska zobowiązywała się również do przekazania Wilna Litwinom, zaś w sprawie przyszłej granicy polsko- litewskiej mocarstwa zastrzegły sobie ostateczna decyzję.
Po zmianie sytuacji na froncie polsko- bolszewickim Piłsudski chciał odzyskać Wilno , ale oficjalnie nie mógł tego uczynić. Postanowił więc posłużyć się gen. Lucjanem Żeligowskim, który jako "zbuntowany generał" zająłby Wilno i Wileńszczyznę i utworzył tam suwerenny kraj , będący narzędziem do dalszej politycznej gry. Żeligowskiego Piłsudski nie wybrał do tego zadania przypadkowo.
Jego ojciec walczył w powstaniu
Pochodził on z rodziny szlacheckiej o głębokich tradycjach patriotycznych. Jego ojciec Gustaw walczył w Powstaniu Styczniowym. On sam ukończył gimnazjum w Wilnie. Następnie wstąpił do szkoły oficerskiej w Rydze i po jej ukończeniu rozpoczął służbę w armii carskiej, gdzie dosłużył się stopnia pułkownika. Dowodził w czasie I wojny światowej kilkoma tworzonymi w Rosji jednostkami polskimi, zdobywając duże doświadczenie wojskowe. Walczył z bolszewikami i Ukraińcami. Od 1919r. dowodził grupą operacyjną, a następnie frontem na wojnie polsko- bolszewickiej, a od października 1920r. I Dywizją Litewsko- Białoruską. Piłsudski mógł być pewny zarówno jego lojalności jak i zawodowych umiejętności. Był liniowym oficerem, który w toku toczonych kampanii dał się też poznać jako dowódca zdolny do podejmowania ryzykownych decyzji. Dowodzona przez niego 4 Dywizja Strzelców była jedynym oddziałem , który po ciężkich przemarszach z Kubania w Rosji przybył do Polski z bronią w ręku. Znakomicie nadawał się więc do odegrania roli „awanturniczego buntownika”, który na własną rękę zajmie Wilno. 30 września 1920r. marszałek wezwał Żeligowskiego do swojej kwatery w Białymstoku i odbył z nim nieoficjalną i poufną rozmowę. "Marszałek powiedział- pisze Żeligowski- że Polska w Spa odmówiła się od Wilna i że drogą legalną nie ma sposobu, ażeby Wilno odzyskać. Trzeba, ażeby obywatele sami podjęli oręż za swoje prawa". Po tym wstępie marszałek zaproponował Żeligowskiemu pokierowanie całą akcją, ale przestrzegał go, że musi wziąć na siebie całą odpowiedzialność i że on żadnego oficjalnego rozkazu mu nie wyda.- Tego nie można rozkazać.- Takich rzeczy się nie rozkazuje- miał podkreślić marszałek.
Żeligowski się wahał
Żeligowski miał się zawahać i jak wspomina długo się zastanawiał. Nie miał jednak wątpliwości etycznych i moralnych, ale czysto wojskowe. Jako wytrawny oficer zdawał sobie sprawę, że akcja w Wilnie będzie dla Litwinów kamieniem obrazy, mogą potraktować sprawę prestiżowo i stawić zaciekły opór. Siły Dywizji Litewsko- Białoruskiej do jego pokonania mogły być niewystarczające. Marszałkowi argumenty Żeligowskiego nie trafiły do przekonania. Podkreślał, że żołnierze dywizja idą wyzwalać rodzinne domy, że w Wilnie jest młodzież, która na pewno nie pozostanie bierna. Ostatecznie marszałek przydzielił Żeligowskiemu jeszcze oddziały ochotnicze Mariana Kościałkowskiego. 3 Armia , której dowódcą był generał Władysław Sikorski, dostał rozkaz zabezpieczenia całej operacji od strony wschodniej, gdyby np. bolszewicy chcieli przyjść Litwinom z pomocą.
Od strony politycznej akcja miała wyglądać na rodzaj buntu i spontanicznego odruchu mieszkańców Wileńszczyzny. Wilno wraz z Wileńszczyzną miało powołać odrębny twór państwowy, który w późniejszym terminie na życzenie mieszkańców utworzyłby z Rzeczpospolitą Federację. Twór ten miałby nazywać się Litwa Środkowa.
Gdy akcja była finalizowana, większość żołnierzy mających wziąć w niej udział przyjęła wiadomość o niej z radością. Nastroje w dywizji były znakomite. W 95 proc. składała się z mieszkańców Wilna i Wileńszczyny. Znaczący był wśród niej procent inteligencji. Dywizja ruszyła do boju rano 8 października. Strona litewska, która z pewnością wiedziała o koncentracji oddziałów Żeligowskiego okazała się zupełnie do obrony Wilna nie przygotowana. Wstępny opór stawiony przez oddział litewski w Jaszunach został przełamany bardzo szybko. Żeligowski nakazał jeńców zwolnić, z parlamentarzystami litewskimi nie rozmawiać i wydał rozkaz zajęcia miasta w dniu następnym.
Litwini początkowo zamierzali bronić miasta, które ze względu na swe położenie i architekturę mogło być przekształcone w prawdziwą twierdzę. Żeligowski spodziewając się oporu polecił najlepszemu w dywizji wileńskiemu pułkowi Bobiatyńskiego, by jak tylko powstanie wyłom w obronie wdarł się do miasta i zajął trzy jego kluczowe punkty, po utracie których Litwini powinni skapitulować. Były to Góra Zamkowa i Trzykrzyska, dworzec kolejowy i gmach dyrekcji kolejowej.
9 października czyli dzień po bitwie pod Jaszunami oddziały Żeligowskiego sformułowane w trzech kolumnach ruszyły w kierunku odległego o około 20 km miasta.
Wybuchło powstanie
Jeszcze zanim formacje Żeligowskiego nawiązały kontakt bojowy z nieprzyjacielem, w Wilnie wybuchło antylitewskie powstanie zorganizowane przez Komendę Naczelną Nr4 Związku Obrony Ojczyzny. Polacy zamknęli wszystkie bramy kamienic, by Litwini nie mogli się w nich schronić. Zajmujące pozycje wojsko litewskie było ostrzeliwane z karabinów i obrzucanie granatami. Polacy wdarli się też na Górę Zamkową i z niej zaczęli prowadzić ogień do Litwinów. Polscy powstańcy atakowali zwłaszcza Zielony Most, przez który Litwini wycofywali swoje oddziały na drugi brzeg Wilii. Litewscy ułani na ulicach byli obrzucani kamieniami i przekleństwami. Litewskie dowództwo widząc, że ich oddziały nie mają w mieście społecznego poparcia rozpoczęło odwrót. Liczyło też zapewne , że Misja Aliancka obecna przy litewskiej Komendanturze zmusi „zbuntowane” oddziały Żeligowskiego do opuszczenia litewskiej stolicy. Tymczasem te nie musiały jej zdobywać. Okazało się, że Piłsudski dobrze znał swoje miasto. Entuzjastycznie przyjęły wkraczające kolumny Dywizji Litewsko- Białoruskiej. Sam Żeligowski pisze o tym następująco: "Nigdy w życiu nie widziałem takiego entuzjazmu. To był szał obłąkanych. Ulice były zatłoczone narodem. Ludzie rzucali się na żołnierzy, na konie.(...) Szeregi stanęły. Żołnierzom całowano ręce. (...) Jakaś uboga kobieta, biegnąc i coś wykrzykując, w pośpiechu wsunęła mi do ręki kawałek chleba, jacyś chłopcy karmili mego konia".
Spontaniczne i radosne powitanie wkraczających do Wilna oddziałów Żeligowskiego, jednoznacznie świadczyło o jego polskości , a także o słuszności podjętych przez marszałka Piłsudskiego działań. Wyzwoliły one polską ludność Wileńszczyzny, dominującą tutaj etnicznie, kulturowo i gospodarczo- spod siłą narzuconego panowania litewskiego. 12 października generał Żeligowski proklamował utworzenie Litwy Środkowej, nowego państwa na Kresach Rzeczypospolitej. Abstrahując od skutków politycznych tego ruchu stwierdzić trzeba, że przyczynił się on do przetrwania polskości na Wileńszczyźnie. Na Kowieńszczyźnie zostały tylko resztki. Bezwzględna lituanizacja zrobiła niestety swoje.
Suwerenna decyzja mieszkańców
7 stycznia 1921 roku ogłoszono wytyczne dotyczące nadawania obywatelstwa. Obywatelami Litwy Środkowej mieli być wszyscy ludzie urodzeni na ówczesnym terenie państwa lub mieszkający na jej terenie przez co najmniej 5 lat przed 1914 rokiem.
Ordynacja wyborcza została ogłoszona 1 grudnia 1921 roku, zaś wybory do Sejmu odbyły się dnia 8 stycznia 1922 roku. Sejm Litwy Środkowej zebrał się 1 lutego 1922 roku, a zakończył swej obrady w marcu tego samego roku.
4 lutego 1922 roku przybył do Wilna delegat rządu polskiego Władysław Sołtan, który funkcję sprawował do 6 kwietnia. 20 lutego, na swoim 10. posiedzeniu, Sejm Litwy Środkowej przyjął „Uchwałę w przedmiocie przynależności państwowej Ziemi Wileńskiej”. Za wnioskiem o przyłączenie ziemi wileńskiej do Polski głosowało 96 posłów, 6 wstrzymało się od głosu. W pkt. 4 tej uchwały napisano: „Ziemia Wileńska stanowi bez warunków i zastrzeżeń nierozerwalną część Rzeczypospolitej Polskiej”. 1 marca rząd RP przedłożył Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP projekt „Aktu złączenia”, który miał uzupełnić uchwałę Sejmu Wileńskiego. W akcie tym zapowiadano nadanie autonomii Ziemi Wileńskiej, podobnej do tej jaką miało województwo śląskie. Dzień później przybyła do Warszawy delegacja Sejmu Litwy Środkowej, ale brak zgody tej delegacji na wprowadzenie zmian do uchwały o włączeniu Ziemi Wileńskiej do Polski doprowadził do kryzysu politycznego, zakończonego dymisją rządu premiera Ponikowskiego. Ostatecznie 6 kwietnia Sejm Ustawodawczy RP przyjął ustawę „O objęciu władzy państwowej nad Ziemią Wileńską”[1] w kształcie proponowanym przez Sejm Wileński, bez zmian proponowanych przez rząd RP. Delegatem rządu w Wilnie został Walery Roman. 18 kwietnia w Wilnie odbyły się uroczystości mające symbolicznie wprowadzić w życie ustawę o wcieleniu Wileńszczyzny do Polski.
Stolica Litwy została w związku z tymi wydarzeniami przeniesiona do Kowna.
|
Kolejna sprawa to Spa.Tu się zgadzam - układ został złamany.Jak wiele układów w latach 1918-1945. My złamalismy jeden .Z nami złamano wiele.NIe powinnismy mieć żadnych wyrzutów sumienia w tej sprawie.Tyle.
ad.2.Ponary.PrzepraszamCie ale pisząc : Egzekucje były organizowane i przeprowadzane głównie przez Niemców. Ich ofiarami byli głównie Żydzi. Mówienie o tym że to Litwini są winni tym zbrodniom to mniej więcej tak jak twierdzenie że to Polacy sa winni morderstwu Żydów w Jedwabnem piszesz głupoty. W Jedwabnem mordowali Niemcy razem z polskimi chłopami ! a nie z regularnymi oddzialami kolaboracyjnymi -popieranymi przez rząd kolaboracyjny litewski . Aż dziw bierze że Polak może dawać takie porównanie. Różnica skali. Dla celów historycznym wklejam opis masakry w Ponarach
Cytat:
Zbrodnia
Po zajęciu Wilna w czerwcu 1941 r. hitlerowcy zwrócili uwagę na głębokie doły niedoszłej bazy paliw. Uznali ich położenie – w lesie, ok. 300 metrów od stacji kolejowej, blisko Wilna – za dogodne do przeprowadzenia akcji eksterminacyjnej na dużą skalę, której wykonanie będzie można dobrze zamaskować. Cały obszar bazy, prawie 50 tys. metrów ogrodzili drucianą siatką o wysokości ok. 4 metrów, zwieńczoną drutem kolczastym. Teren był dobrze strzeżony przez jednostkę policyjno-wojskową. Miał posłużyć do mordowania „podludzi” i wrogów reżimu hitlerowskiego z innych narodowości. Zatem masowo rozstrzeliwano Żydów z Getta Wileńskiego i całej Wileńszczyzny, którzy byli zabijani całymi rodzinami, od niemowląt po starców. Śmierć poniosło także wielu Polaków i w mniejszej liczbie Białorusini, Cyganie, Tatarzy oraz Rosjanie. Zamordowano też kilkudziesięciu Litwinów-komunistów i pewną liczbę członków niekomunistycznego litewskiego ruchu oporu.
Egzekucje rozpoczęły się w lipcu 1941 r. Początkowo przeprowadzali je żołnierze ze specjalnego niemieckiego Sonderkommando, którzy rozstrzeliwali z broni maszynowej więźniów ustawianych nad dołami. Jednak wkrótce zadanie konwojowania i zabijania ofiar przejął liczący kilkadziesiąt osób oddział litewskich kolaborantów, rekrutujących się głównie z przedwojennej paramilitarnej organizacji Lietuvos Szauliu Sajunga, zwanych potocznie „szaulisami”. Niebawem, wraz ze wzmożeniem egzekucji, oddział „strzelców ponarskich” został znacznie powiększony i liczył kilkuset Litwinów-ochotników. Choć formacja podlegała bezpośrednio Gestapo i niemieckiemu oficerowi SS Martinowi Weissowi, naczelnikowi więzień wileńskich, jej dowódcy także byli Litwinami. W grudniu 1943 r. obóz w Ponarach przejęła od Litwinów niemiecka policja bezpieczeństwa i w ostatnich miesiącach eksterminacji, do lipca 1944 r., dokonywali jej ponownie sami hitlerowcy.
Polaków do Ponar przywożono głównie z więzienia na Łukiszkach i siedziby Gestapo przy ul. Ofiarnej, gdzie przeważnie ich torturowano. Byli to albo zakładnicy, którzy mieli zapewnić bezwarunkowe wykonywanie różnych decyzji władz niemieckich, albo ci, którzy trafiali z łapanek ulicznych czy byli złapani w tzw. „kotłach”. Wśród ofiar ponarskich były także osoby zatrzymywane przez Gestapo na podstawie list proskrypcyjnych przygotowanych przez litewską tajną policję Saugumę. W Ponarach rozstrzelano wielu uczniów wileńskich gimnazjów, harcerzy, przedstawicieli inteligencji, w tym nauczycieli, księży, profesorów Uniwersytetu Stefana Batorego, żołnierzy Związku Wolnych Polaków i Armii Krajowej, niekiedy ludzi przypadkowych, ale przeważnie patriotów zaangażowanych w konspirację i walkę z hitlerowskim okupantem.
Kultura i nauka poniosły olbrzymie straty wraz ze śmiercią w Ponarach światowej sławy naukowców: profesora Kazimierza Pelczara, pioniera polskiej onkologii i profesora Mieczysława Gutowskiego, wybitnego znawcę skarbowości i prawa skarbowego. W Ponarach zginęli także m.in. adwokat Stanisław Węsłowski, uznany kompozytor i pierwszy konspiracyjny prezydenta Wilna oraz adwokat Mieczysław Engiel, poseł na Sejm Wileński, a także wielu innych wybitnych Polaków, jak choćby Wanda Rewińska, geograf, zasłużona działaczka harcerska i niepodległościowa czy popularny aktor Karol Wyrwicz-Wichrowski, kierownik teatru muzycznego „Lutnia” w Wilnie. Większość zamordowanych w Ponarach Polaków zginęło w latach 1942-43, czyli wtedy, gdy mordu dokonywali przeważnie Litwini-kolaboranci. Myli się ich niekiedy z Niemcami, gdyż byli ubrani w niemieckie mundury z hitlerowskimi emblematami.
O tym co działo się w ponarskiej kaźni, przekazują zapiski mieszkańca pobliskiego osiedla Kazimierza Sakowicza, odnalezione po wojnie w butelkach zakopanych w ogrodzie koło werandy jego domu. Notatki obejmują okres od 11 lipca 1941 r. do 4 listopada 1943 r., a stanowią owoc jego obserwacji z okna na poddaszu domu. Możemy tam przeczytać np., jak mordowano przedstawicieli polskiej inteligencji. Strzelano do polskich adwokatów i doktorów ustawionych dwójkami. „Trzymali się fajnie, nie płakali, nie prosili, tylko żegnali się ze sobą i przeżegnawszy się szli…” – zanotował Sakowicz, który sam wojny także nie przeżył. Przypadkowym świadkiem mordu był również pisarz i publicysta Józef Mackiewicz, który w październiku 1943 r. wybrał się do znajomego mieszkającego w Ponarach. Widział masakrę Żydów, która zaczęła się już na torach kolejowych. Po tym zdarzeniu określił Ponary jako „rzeźnię ludzką”.
Więźniów na egzekucję przywożono pociągami lub ciężarówkami. Tam ofiarom kazano się rozbierać i oddawać wszystkie przedmioty osobiste. Wielu Żydów miało przy sobie ukryte kosztowności, gdyż mówiono im, że jadą na roboty. Litewscy oprawcy formalnie byli zobowiązani przekazywać Niemcom znalezione przy ofiarach pieniądze, złoto i inne drogocenne przedmioty, które miały być wywożone do Rzeszy. Jednak z obowiązku tego wywiązywali się niechętnie i niedokładnie. Twierdzili, że za gorliwą służbę należy im się nagroda w postaci kosztowności znalezionych przy ofiarach. W tej sprawie pisali nawet memoriały do władz niemieckich, w których prosili o zrozumienie ich stanowiska. Niektórym z oprawców w ten bestialski sposób zdobyte bogactwo posłużyło pod koniec wojny do ucieczki do Niemiec lub do ukrycia się na terytorium rdzennej Litwy, wśród „swoich”.
Ukryć prawdę o zbrodni
Już w trakcie egzekucji starano się częściowo zniszczyć zwłoki. Kolejne partie ciał posypywano wapnem, a także fosforem. Jednak planowe zacieranie śladów zbrodni rozpoczęto pod koniec 1943 r., gdy Niemcy zaczęli spodziewać się odwrotu przed nacierającą armią radziecką. Utworzyli specjalne 80-osobowe komando, w większości składające się z Żydów. Zajęło się ono wydobywaniem zwłok z dołów, układaniem w wielowarstwowe stosy i paleniem przy użyciu drewna i smoły. Wielkie stosy ludzkich ciał paliły się po 8-9 dni. Między grudniem 1943 r. a dniem 15 kwietnia 1944 r. wydobyto i spalono w ten sposób ok. 68 tys. ciał. Pozostałe z nich niedopalone kości rozcierano między żeliwnymi płytami, a następnie popiół mieszano z piaskiem, który wsypywano do przygotowanych w tym celu rowów. Jeśli proceder ten przerwano w połowie kwietnia 1944 r., to tylko dlatego, że pewnej nocy uciekli wszyscy członkowie komanda. Udało im się wydostać wydrążonym tunelem z dołu, gdzie byli trzymani w nocy. Uciekli pomimo skucia łańcuchami i niemieckiej straży. Tylko 11 z nich ocalało.
Miejsce kaźni w Ponarach w okresie komunizmu pozostawało w całkowitym zaniedbaniu, a wiedza o nim w narodach litewskim i polskim była znikoma. Co prawda zaraz po wojnie postawiono w Ponarch symboliczne muzeum-barak, które miało upamiętniać ofiary masowej zagłady, jednak było ono przeważnie zamknięte, a w 1981 r. doszczętnie spłonęło. Dopiero cztery lata później teren zbrodni został uporządkowany przez władze, które utworzyły tzw. Ponarski Zespół Pomnikowy. Zamontowany wówczas napis na tablicy informacyjnej głosił, że w tym miejscu w czasie wojny hitlerowcy pomordowani obywateli radzieckich. Przy czym znacznie zaniżono liczbę ofiar. W 1990 r. w centralnym miejscu zagłady Żydzi postawili okazały pomnik w kształcie Gwiazdy Dawida, zaś Polacy z Wileńszczyzny w pobliżu toru kolejowego wkopali dębowy krzyż i ustawili pamiątkową tablicę, na której znalazł się napis: „Pamięci wielu tysięcy Polaków zamordowanych w Ponarach, w hołdzie Rodacy Ziemi Wileńskiej”. Od tamtego czasu miejsce to stało się celem pielgrzymek Polaków mieszkających nad Wilią, w Polsce i rozproszonych po całym świecie.
W dniu 22 października 2000 r. w Ponarach odsłonięto i poświęcono nowy metalowy krzyż oraz tablice upamiętniające męczeńską śmierć naszych rodaków. Na tablicach wyryto nazwiska zamordowanych Polaków, których śmierć w tym miejscu udało się potwierdzić. Podczas uroczystości został odczytany list ówczesnego premiera Jerzego Buzka, który napisał m.in. takie słowa: „Stajemy dziś wobec trudnej prawdy Ponar, prawdy przez wiele lat przemilczanej i zapomnianej. Obok kłamstwa katyńskiego istniało przez lata kłamstwo Ponar – jakże tragiczna śmierć i ofiara, której wielu nie chce dziś pamiętać. Zbrodnia, która została dokonana w Ponarach stanowi dla nas Polaków także trudny dylemat w stosunkach między narodem polskim i narodem litewskim. Nie możemy udawać, że mordu dokonali nieznani sprawcy. W większości są oni znani z imienia i nazwiska.” Dodam tylko, że po II wojnie światowej zostało ujętych i poniosło karę tylko ok. 20 litewskich oprawców. Pozostali zmarli na Litwie lub na emigracji przez nikogo nieniepokojeni. Być może niektórzy żyją spokojnie do dnia dzisiejszego.
Choć od przywołanej uroczystości minęło już niemal dziesięć lat, główne przesłanie słów wypowiedzianych przez premiera Buzka jest wciąż aktualne. Strona litewska dotychczas nie potępiła jednoznacznie zbrodni ponarskiej, jako popełnionej z udziałem Litwinów, a także nie ujawniła roli tajnej policji litewskiej Saugumy w prześladowaniu Polaków. Także nic mi nie wiadomo o tym, aby polski rząd oficjalnie domagał się ujawnienia wszystkich dokumentów związanych z martyrologią Polaków w Ponarach, choć Instytut Pamięci Narodowej prowadził śledztwo w sprawie zbrodni ponarskiej. Skoro od Rosjan domagamy się pełnej wiedzy o Katyniu, także od Litwinów powinniśmy domagać się pełnej wiedzy o Ponarach. Bo Polacy mają prawo do prawdy o losach i śmierci swoich rodaków i tej prawdy powinniśmy dochodzić zawsze i wszędzie.
dr Artur Górski
|
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
|