Wyświetl pojedynczy post
rw88
Senior Member
 
Od: 01.2010

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#986
Stary 03.06.2012, 23:55
mr_kwolf napisał(a):Wyświetl post
Ktoś powiedział że Polański, Perquis i Obraniak to Polacy chyba Wyborcza a wy to powtarzacie jak papugi, jesteście jebn...ci. Jesteśmy świadkami turnieju Euro 2012 w naszym kraju, a będą nas reprezentować jacyś obcokrajowcy.
Na wstępie - nasza konstytucja wyraźnie mówi, że "...podstawową formą uzyskania obywatelstwa w Polsce jest prawo krwi (zasadę prawa ziemi stosuje się pomocniczo)...". Nie egzamin z historii, nie umiejętność mówienia w naszym języku i tym podobne kwestie. Tak więc podstawowy warunek tak zwane "farbowane lisy" z pewnością spełniają, w szczególności Polański czy Boenisch. Matuszczyka trudno zaliczyć do tego grona, gdyż od zawsze gra w naszych młodzieżówkach, urodził się w Gliwicach, mówi świetnie po polsku i tak dalej.

To jest jedno. Natomiast osobną kwestią jest to, jak każdy z tych zawodników wychowanych za granicą podchodzi do swojej polskości i tutaj w mojej opinii należy każdego rozliczać indywidualnie. I jeśli mam mówić o swoim skromnym zdaniu w tej kwestii, to dla mnie podstawowym kryterium jest podejście tych zawodników do gry w naszych barwach, to, na ile poważnie potraktowali sprawę swojej gry dla Polski i jakie za tym poszły kroki. Kolejno analizując:

Boenisch grał dla niemieckich młodzieżówek, z sukcesami, przed kontuzją był pod względem sportowym kandydatem do seniorskiej kadry naszych zachodnich sąsiadów, ale nie cieszył się zbyt wielkim uznaniem trenera "Jogiego". Niemniej jednak przed kontuzją miał bodaj 23 lata i mógł liczyć na to, że utrzymując odpowiedni poziom własnego rozwoju z czasem do tej kadry trafi, z pewnością nie wyglądało to tak, że nie ma najmniejszych szans zagrać dla Niemców.

Jednakże Smuda zabiegał o niego na tyle mocno, że Sebastian zdecydował się grać dla Polski, bowiem widział że tutaj może liczyć na pełne zaufanie. Jego sytuacja nie różni się praktycznie niczym od sytuacji Podolskiego, który jednak wybrał - z tego samego powodu - odwrotny kierunek. W dodatku widać, że Boenisch podszedł do sprawy poważnie, mimo kontuzji jeździł regularnie z własnej woli na zgrupowania kadry żeby integrować się z drużyną, widocznie poprawił swój język polski i jest już w stanie się dosyć swobodnie wypowiadać w polskim języku. Jego ojcem jest Polak, a sam Sebastian urodził się w Gliwicach. Ja osobiście nie widzę żadnego problemu w jego przypadku.

Polański nigdy nie miał większych szans na to, aby zadomowić się w reprezentacji Niemiec, więc trudno stwierdzić, że wybrał grę dla Polski w momencie, gdy takie szanse stracił - był to zawsze zawodnik na poziom średniaka Bundesligi, a nie ich drużyny narodowej. Pod względem "prawnym" też trudno mu cokolwiek zarzucić, urodził się w Sosnowcu, rodzice są Polakami, mówi dosyć sprawnie po polsku, był wychowywany również po części w polskiej tradycji. Sęk w tym, że Eugen nie pozostawia wątpliwości, że praktycznie całe życie spędził w Niemczech, piłkarsko wychował się w tym kraju i dlatego w większym stopniu czuje się Niemcem, niż Polakiem. W pewnym momencie stwierdził, że właśnie z tego powodu, że jego związki z Niemcami są większe, niż z Polską, nie będzie grał dla naszego kraju.

Teraz pytanie jest takie, czy naprawdę jest to absolutnie wykluczone, aby dzieci, czy wnuki Polaków, którzy opuścili nasz kraj z powodu trudnych komunistycznych czasów i nie zawsze z własnej woli miały mieć kategoryczny zakaz gry dla kraju przodków, tylko dlatego, że wychowali się w innym kraju, i czują z tym innym krajem wyraźne związki? Powtarzam, jest to pytanie i w tej sprawie każdy ma zarówno rację, jak i jej nie ma, są tutaj argumenty zarówno "za" i w takim samym stopniu "przeciw". Jak rozpatrzyć tą kwestię podwójnego obywatelstwa? Czy fakt, że w danym kraju się wychowano i czuje się z nim większe związki powinno być stawiane przez nas ponad podstawowym prawem polskiej konstytucji, czyli prawem krwi? Czy czując się zarówno Polakiem, jak i obywatelem innego europejskiego kraju powinno z automatu reprezentować się ten drugi, bowiem nie jest się "stuprocentowym Polakiem"? Jak w ogóle ocenić proporcje pomiędzy "czuciem się" obywatelem jednego i drugiego kraju? Procentowo? Czy może zrobić test polskości?

Najłatwiej jest oczywiście uciąć temat i powiedzieć, "nie dla farbowanych lisów", ale czy będzie to tak naprawdę sprawiedliwe, rozważając cały kontekst historyczny tej sprawy? Według wielu sprawa Polańskiego jest właśnie jednoznaczna, ale...

"...Nie będę kłamał i mówił: jestem stuprocentowym Polakiem. Tak nie jest. Ale to nie znaczy, że nie jestem dumny z tego, że będę grał dla Polski. I przede wszystkim: nie znaczy to, że nie jestem Polakiem!..."

"...Ojciec i matka zawsze pamiętali o tym, że pochodzą z Polski. Mieliśmy polską Wigilię, obchodziliśmy polskie święta. Uczyli mnie języka, chociaż to bardziej śląski niż polski, prawda? Ja też mam świadomość, że urodziłem się z polskiej krwi..."

Teoretycznie gdzieś kiedyś w hiszpańskiej prasie miał też powiedzieć, że kompletnie nie czuje związków z Polską, ale źródło tego cytatu jest naprawdę wątpliwe, zresztą aktualnie nie do zdobycia, a sam Polański temu zaprzecza, chociaż wiadomo, że akurat do takiej wypowiedzi trudno poczuć pełne zaufanie. Reasumując w przypadku Polańskiego nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy jestem za czy przeciw jego grze w kadrze - żeby tak było musiałbym chyba siedzieć w jego głowie. I w takim przypadku niech jego poziom sportowy, to co zaprezentuje na boisku, to ile serca włoży w grę dla naszego kraju zadecyduje, czy zasługuje na to, aby Polskę reprezentować.

Prostsze moim zdaniem są sprawy Perquisa i Obraniaka, choćby dlatego, że ich związki z Polską sięgają do dwóch pokoleń wstecz, a więc dziadków, dlatego generalnie jestem raczej na nie w ich przypadku. Byłbym neutralny, gdyby nie ich podejście, a raczej brak pozytywnej reakcji na zatwierdzenie polskiego obywatelstwa - żaden z nich nie podszedł poważnie do sprawy naszego języka, nawet jeśli jasnym jest, że francuski jest trudny do nauczenia dla człowieka wychowanego wśród osób posługujących się językiem polskim i na odwrót - skończyło się na wyklepaniu na pamięć słów hymnu, a to trochę mało, minimum przyzwoitości to proste pomeczowe wywiady w naszym języku i dogadanie się w podstawowych sprawach życiowych.

Jestem w stanie zrozumieć, że nie byli wychowywani w duchu polskości i z czasem poczuli sens cofnięcia się do korzeni swojego pochodzenia, ale byłoby to naiwne podejście w tym przypadku, biorąc pod uwagę właśnie to podejście. Perquisa ratuje trochę to, że sam przez kilka lat zabiegał o przyznanie obywatelstwa i mimo że przez długi czas początkowo nikt go poważnie nie potraktował, to nie rezygnował z prób na wieść o tym, że niekoniecznie musi być w kręgu zainteresowań polskiego szkoleniowca. Wydaje się też, że jego związki z polską babcią były nieco większe, niż w przypadku Ludo. Na korzyść Ludo natomiast przemawia fakt, że obywatelstwo polskie otrzymał w normalnym trybie i wedle prawa jest stuprocentowym, nienaciąganym obywatelem naszego pięknego państwa. Tak jak mówię, chociaż nie jestem zwolennikiem takiego podejścia, to przy zachowaniu odpowiednich proporcji jestem w stanie to zaakceptować - polska emigracja ma po prostu swoich przedstawicieli w polskiej reprezentacji. To trochę tak jak z wyborami polityków w naszym kraju - gdyby Polacy nie mieszkający na co dzień w moim kraju mieli w tych wyborach większość i wybierali mi prezydenta, to byłoby to niewłaściwe, ale póki ich głosy są odsetkiem całości, nie ma powodu by się temu sprzeciwiać.

Jedno co mnie wkurza w tej sprawie to właśnie spłycanie tego tematu i wszelkie odrzucenie zindywidualizowania każdego z przypadków, dla wielu ludzi z grona "fuck euro" Matuszczyk, czy Obraniak to ten sam kaliber "farbowania" i stawia ich się na równi, co jest totalną głupotą. Wkurza mnie również to, że grę Boenischa, Polańskiego czy Matuszczyka stawia się na równi z naturalizacją Rogera czy Olisadebe, fakt, że tło historyczne dla przypadków tych zawodników plus dwójki wychowanej we Francji jest absolutnie odrzucane. A już w ogóle nie rozumiem tego, żeby z powodu owszem, nie do końca przejrzystych i jednoznacznych powołań, ale z pewnością wytłumaczalnych przypadków gry potomków naszych emigrantów dla Polskiej reprezentacji skreślacie całą reprezentację.

Niemniej jednak staram się szanować zdanie innych i jeśli uważacie, że to słuszny wybór, droga wolna, żyjcie dalej w złudnej nadziei, że świat może być idealny i wszystko co się wokół nas dzieje będzie zgodne z tym, jak to wyglądać powinno. Prawda jest taka, że właśnie dlatego dla Was zawsze znajdzie się powód do tego, aby tego typu turniej zbojkotować, choćby tak błahy i niejednoznaczny jak ten opisany przeze mnie powyżej. Możecie powiedzieć, że ja wybrałem podejście pelikana, co to wszystko łyka i żyje w matriksie ale to nie tak. Moim zdaniem pewne kwestie trzeba wyważyć i zadecydować, czy powołanie Obraniaka ma mi zabrać przyjemność przeżywania w moim kraju turnieju o takiej skali, który już za mojego życia już się tutaj może ponownie nie odbyć. Organizator tego turnieju jest jaki jest, prawdę mówiąc skorumpowany do cna, ale UEFA to tylko inicjator, a prawdziwy turniej tworzą piłkarze i kibice z całej Europy, czy nawet świata - zarówno ci sprzed telewizorów, jak i ci, którzy czerwiec spędzą w naszym kraju.

P.s. Stylistyka pewnie leży, ale nadto się rozgadałem.
Odpowiedz cytując