Gwiaździsty napisał(a):

W Finlandii tez nie wierzyli, ale jak sie okazało ich długoletni premier Urcho Kekkonen był ruskim agentem.
P.S. Przynajmniej dzisiaj ryży usłyszał w Berlinie, że jest zdrajcą, gdy wsiadał do samochodu z błyskotką otrzymana od Merkel. Pod budynkiem czekali na niego Polacy. Skulił ogon i czmychnął do środka.
|
Oj to chyba zły przykład. Cały świat (włącznie z Finami) w tamtym okresie wiedział że Kekkonen (nawiasem mówiąc w historii zapisał się bardziej jako prezydent niz premier) chodzi na pasku ruskich. I taka była cena "finlandyzacji", czego większość Finów miała świadomość i z czym się godziła. Myślę że gdyby podobną ofertą dostał w 1947 Mikołajczyk ("finlandyzacja" za agenturę) to przyjąłby ją z pocałowaniem ręki. I miałby rację.
W przeciwieństwie do Tuska Kekkonen był mądrym człowiekiem z bardzo twardym kręgosłupem który za cenę osobistego poniżenie (współpraca z Rosjanami; zresztą jeśli można tak powiedzieć na tyle na ile mógł był "podwójnym agentem") przeprowadził Finlandię we w miarę dobrym stanie przez bardzo trudne czasy. Miałem okazje poznać kilku Finów i pomimo tego że mieli świadomość jego kontaktów z KGB to wszyscy wyrażali się o Kekkonenie z dużym uznaniem.