Widzę, że koledzy z Warszawy wyszli już z szoku po takim a nie innym zakończeniu ubiegłego sezonu i wracają do formy

.
Trochę Was rozumiem, sam przeżyłem podobną sytuację dwa lata temu, choć może w bardziej "skompensowanej", trzyminutowej formie (łysina Jopa + delikatnie mówiąc "dziwna" końcówka meczu Ruch-Amika).