I śmieszno, i straszno, można by rzec, czytając taki tekst:
...na dwadzieścia kilka dni przed mistrzostwami Europy problemem kadrowiczów jest nie forma, nie taktyka, nie kontuzje, tylko to, jak Obraniak i Perquis mają na boisku dogadać się z Boenischem.
http://www.weszlo.com/news/10513-Z_c...tuz_przed_Euro
Można Boenischa lubić lub nie (jako piłkarza, of course), ale fakt, że "nasi" reprezentanci nie bardzo wiedzą, w jakim języku ze sobą się dogadać, zakrawa na paranoję. Może niech Smuda wprowadzi wśród kadrowiczów lekcje esperanto

, wtedy przynajmniej cała kadra nauczy się czegoś konkretnego.
Żartowałem kiedyś, że Niemcy mają w składzie reprezentacji gości z korzeniami hiszpańskimi, tureckimi, polskimi, bośniackimi, itp. Tyle, że u nich przynajmniej zawodnicy mówią w języku kraju który reprezentują. W Smudo-reprezentacji nie wszystkich stać choćby na tyle.