JEDREK76 napisał(a):

1. Dialog na takim poziomie, że aż głupio się tak wtrącać i obawa, że jakąś wtopę się zaliczy i będzie sromota 
2. Hmm po części rzeczywiście zdanie było źle sformułowane, aczkolwiek wg mnie jeżeli jest tak, jak piszesz to dopiero w ostatnim czasie część społeczności międzynarodowej uzurpuje sobie prawo do uznawania, bądź nie tworów które powstają (vide wspomniana wcześniej sprawa Kosova, separatystów z Abchazji i Osetii). Rządy do tego nie mają nic. W Libii był przewrót w 1969 r. władzę przejął Kadaffi. Dyktator który eksportem terroryzmu przyczynił się do tego, że większość społeczności międzynarodowej przez pewien okres czasu zerwała stosunki dyplomatyczne z Libią, ignorując jego rządy ale nie negując istnienia kraju, państwa jako takiego.
3. Piszesz (jak rozumiem), że uznanie TRJN-u (a wcześniej komunistyczny TRRP) przez Anglików i Amerykanów powodowało, że z automatu tracił mandat prawny (Rząd Londyński) bowiem nie miał poparcia "większości międzynarodowej". I tutaj nie mogę się z Tobą zgodzić a zgadzam się w pełni z Arapaho. Amerykanie i Angole (a to oni wraz ze Stalinem kręcili wówczas tą społecznością) uzurpowali sobie prawo, którego nie posiadali do decydowania co/kto jest rządem. Rząd Londyński posiadał ciągłość prawną z władzami II RP i to jest najistotniejsze (albo powinno być przynajmniej dla nas, bo rzeczywistość była niestety brutalna i po ich stronie), a nie to co powiedzieli Amerykanie i Anglicy pod dyktando Stalina. W chwili kiedy Mościcki zrzekł się 30 września 1939 r. stanowiska Prezydenta, nominując na swojego następcę Raczkiewicza (zgodnie z konstytucją kwietniową) ta ciągłość została zachowana, co zresztą uznawali alianci podpisując i zawierając umowy z nominatami Raczkiewicza. Więc wg mnie my nie możemy tego ignorować i przyjmować apriori z góry, do tego tłumacząc jeszcze (uznaniem międzynarodowym), stanowiska mocarstw. Owszem wyszło, jak wyszło ale był to gwałt i bezprawie.
4.Co zaś do Wilna i Lwowa to ciężka kwestia. Podczas spotkania Sikorskiego ze Stalinem w XII 1941 (po lipcowym traktacie Sikorski-Majski), ze strony Stalina padały pod adresem Polski propozycje Lwów za Wilno. Błędem Sikorskiego było pozostawienie niewyjaśnionej wówczas tej sprawy tak jak błędem Rydza-Śmigłego była niejasna reakcja na agresję sowiecką 17 września. Ale rzecz jasna po czasie można sobie pisać z perspektywy czasu.
5. Mocarstwa uznały, że Polska w rekompensacie za Kresy otrzymuje część Prus Wschodnich i Ziemie Zachodnie odebrane Niemcom, nastąpiło przesunięcie granic, przesiedlenia ludności. Czy w tej chwili jest to do odwrócenia? Raczej wątpię... choć biorąc pod uwagę kwestię polityki Niemiec wobec Śląska stosowaną w tej chwili (jeśli ktoś myśli, że RAŚ powstał sobie ot tak znikąd bo nagle ktoś sobie ubzdurał narodowość śląską, to jest idiotą) to możemy się kiedyś obudzić w... przykrej pozycji (takich choćby Serbów pozbawionych części terytorium na rzecz sąsiada, a przez chwilę separatystów).
6.Rozum podpowiada zerknąć gdzie jest największe zagrożenie, wziąć przykład z praojców (historia kołem się toczy) i... próbować wprowadzić wreszcie w życie koncepcje Piłsudskiego.
|
ad1.
Dzięki za dobre słowo.
ad2.
No cóż nie chciało mi sie tłumczyć tego wszystkiego koledze Arapaho (dyskutowałem z nim już wystarczająco długo) ale skoro pojawia się nowa osoba ... . Nie zajmuję się PM zawodowo ale przez jakis czas miałem z tym troche do czynienia. Należy chyba zacząc od tego że w PM nie ma ustanowionych reguł (no bo niby kto mialby je ustanawiać) a wszystko sprowadza sie raczej do praktyki. W najwiekszym skrócie aby stać sie podmiotem PM należy zostać uznanym za taki przez inne podmioty (państwa; doktyryna nie określe ile takich państw ma uznać nowy podmiot). W ostatnich latach zaczyna sie krystalizowac praktyka że aby zostać uznanym za podmiot PM należy zostać uznanym przez ONZ (dlatego tak bardzo stara sie o to Palestyna). Jeśli zostaje sie uznanym za podmiot PM nabywa się prawo do zawierania umów międzynarodowych. W rzeczy samej: brak uznania dyplomatycznego w postaci zerwania stosunków dyplomatycznych (i to jest przypadek Libii) bynajmniej nie oznacza że kraj zrywający stosunki jednoczesnie kwestionuje podmiotowość PM danego kraju. Sytucja jest jednak inna w przypadku gdy zerwania stosunków dyplomatycznych jest powiązanie z uznaniem innego rządu. W rzeczy samej nie oznacza to kwestionowania podmiotowości prawnej ale uznanie że od danej chwili reprezentantem kraju staje się rząd który uznajemy. I to jest też przypadek Libii: jeśli pamiętasz to w pewnym momencie rządy zachodnie (w tym Polska) wycofały swoje uznanie dla rządu Kadafiego i uznały rząd w Benghazi. I od tego momentu (nie kwestinując podmiotowości prawnej Libii) reprezentantem tego kraju stał się rząd rebeliancki. Dokładnie taki sam mechanizm zadziałał w przypadku Polski w 1945.
ad3.
Z powodów które przytaczasz nie chciałem używać tego argumentu w dyskusji. Rozwinąłem go dopiero w momencie kiedy użył go kolega Arapaho. Prawda jest jednak taka że PM nie zajmuje się legitymacją danego rządu do reprezentowania kraju (jeśli weźmiesz pod uwagę że większość rządów na świecie ma dość wątpliwą legitymizacją wewnętrzną do rządzenia to łatwo zrozumiec dlaczego przyjmuje się takie podejście; w przypadku podejścia przeciwnego w zasadzie moglibyśmy zapomnieć o PM). Przyjmuje się że jesli jest rząd władajacy danym terytorium i uznawany jest za podmiot PM przez inne podmioty to jest on podmiotem PM i w zwiazku z tym ma zdolność do zawierania umów międzynarodowych. I niestety w przypadku rządu londyńskiego ten element "uznania" międzynarodowego jest decydujący. Może nam się to niepodobać (mnie np: się to nie podoba) ale jest faktem (i jak sądzę potwierdziłby to każdy Trybunał Międzynarodowy) że TRJN miał w 1945 roku zgodnie z prawem międzynarodowym mandat do podpisania każdej umowy międzynarodowej.
Z punktu widzenia prawnego i tak nie ma żadnej podstawy do kwestionowania granic bowiem wybrany demokratycznie rząd podpisał z Litwą, Białorusią i Ukrainą traktaty uznające nasze granice. I tutaj nie ma już żadnych podstaw do kwestionowania tego faktu.
ad4.
Powiem szczerze że bardzo wątpię w to że nawet gdyby Sikorski dogadał się wówczas ze Stalinem w sprawie Lwowa to generalissimus robił by sobie coś z tego w 1945. Zrobiłby tak jak by chciał. Moim prywatnym zdaniem (ale aby zbadać to dokładnie potrzebny byłby dostęp do sowieckich archiwów) decydująca była tu presja wschodzacej gwiazdy kompartii a przy okazji I sekretarza Ukrainy Chruszczowa. Temat w tamtej sytuacji był nie do przejścia.
ad5.
O ile dobrze rozumiem zgadzasz się z tym że jakiekolwiek gadanie o polskim W i L to skręcanie bata na własną d... . Z tym całym RAŚ to myślę że jest w pierwszym rzędzie tak zinwigilowane przez nasze służby (mam przynajmniej taką nadzieję) że nie bałbym się żadnych akcji ze strony Niemiec czy Rosji. Potencjalnie moga kiedyś służyć jako pretekst to interwencji ale akurat pretekst jest dość łatwo znaleźć i jak nie będzie to RAŚ to będzie co innego. Moim zdaniem na chwilę obecną to nie jest realny problem.
ad6.
Jeśli rozumiesz przez to dązenie do federacji to jestem za. Przy pełnej świadomości że proces będzie bardzo długotrwały (raczej wieki niż dziesięciolecia) ale powinniśmy prowadzić naszą politykę wschodnią własnie z taką myślą przewodnią. I wszelkie pomysły odbierania W i L mogą tylko tej polityce zaszkodzić. Uważam że to co robił śp prezydent znakomicie wpisywało sie w ten plan. I muszę przyznać że jak nie lubiłem tego masona i pedała Giedroycia to wydaje mi się że akurat wizję polityki wschodniej którą nakreślił powinniśmy realizować.