Macierewicz wystąpił w audycji Radia Maryja zatytułowanej: „Polska zaraz po katastrofie smoleńskiej za wiedzą i zgodą polskiego premiera i rządu znalazła się pod wpływem działania rosyjskich służb”(zajebisty tytuł z tezą ,tej wspaniałej bezstronnej rozgłośni z Torunia) .
I ku uciesze słuchaczy zaczął snuć teorie spiskowe na temat przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku.
- Nie jest prawdą, że samolot uderzył w brzozę, nie jest prawdą, że w ten sposób złamał skrzydło i tak doszło do katastrofy. Ale też została przez nas zrekonstruowana najbardziej prawdopodobna hipoteza jak doszło do katastrofy – opowiadał Macierewicz. Polityk stwierdził, że zespół złożony z polskich i amerykańskich naukowców wskazał „jako bezpośrednią przyczynę” katastrofy dwie eksplozje. - Pierwsza, która zniszczyła skrzydło i następna, która doprowadziła do destrukcji całego kadłuba samolotu i ostatecznie jego rozpadu – wyliczał Macierewicz.
Prowadzący audycję redemptorysta połączył się telefonicznie z ekspertami zespołu Macierewicza, którzy potwierdzili słowa parlamentarzysty. Z gościem mogli rozmawiać także dzwoniący do studia słuchacze. Przed północą z rozgłośnią połączył się mężczyzna, który przedstawił się jako Artur, emerytowany pilot z Hamburga.
Lotnik zakwestionował fantastyczną teorię Macierewicza.
- Mówiąc językiem fachowym, lotniczym nie było minimów do lądowania, do podejścia w ogóle, nie ma wątpliwości – oświadczył pan Artur. - Jeśli skrzydło czy w ogóle jakiś element samolotu nie zniszczył tej brzozy, to na istniejących zdjęciach z miejsca katastrofy, których jest mnóstwo, widzimy wyraźnie na kierunku podejścia, jak samolot ścinał poszczególne - bo to nie chodzi o jedną, jak pan mówi „pancerną” brzozę, ale o kilka drzew.
- Cały świat pilotów, w którym ciągle się jeszcze obracam, świat lotniczy na świecie nie wierzy w ten zamach, jak to pan często używa, i w te wybuchy – ciągnął ekspilot. - Po prostu zawiniła pogoda, która jest pierwszy sprawcą, a piloci starali się chłopaki wylądować, bo wieźli na ważną uroczystość ważne osobistości. No i niestety nie mogło się udać po prostu i koniec.
- Proszę nie mówić, że starali się wylądować, oni działali profesjonalnie, zgodnie z wszystkimi regułami sztuki i nie lądowali – opowiadał Macierewicz. - Do katastrofy doszło nie w momencie, gdy zbliżali się do ziemi, odwrotnie, do katastrofy doszło w powietrzu, w momencie gdy odlatywali.
- Mówi pan, iż widać na podejściu, że samolot ścinał poszczególne drzewa, nie jedną tylko brzozę. Czy jest pan pewien, że to właśnie ten samolot ścinał te drzewa? – ciągnął Macierewicz. - Czy pan może pamięta, że przed Tu-154 tym samym torem trzykrotnie przelatywały: dwa razy Ił-76, a później jeszcze polski jak. Jest pan pewien, że to na pewno Tu-154 ściął tamte drzewa? A skąd pan to wie?
czyli pojawiła się nowa wersja ,drzewa ścinał lecący przed Tupolewem , Ił
