|
Mnie w ogóle rozbraja taka dyskusja, w której "lud", "naród" "większość" mają zaświadczać o słuszności ich wyborów. Rachunek zawsze wystawia historia.
Naród jako taki zawsze będzie podzielony i bardzo dobrze - ma być podzielony bo podział jest konsekwencją postaw, wyborów, ideałów jednostek. Naród jako zbiorowość ani nie "szaleje" ani nie "wybiera sprawiedliwości" - jedyne, co wspólne (poza świadomością i innymi atrybutami ducha, woli) w życiu narodu to INTERES.
Naród ma wspólny interes - a to, czy większość narodu wybierze polityka, który ten interes realizuje bądź nie zależy od wielu, wielu spraw. Można wybrać pana z wąsem albo pana z loczkiem, i tak w ostatecznym rozrachunku to bardzo wąskie grono osób decyduje o losach całej społeczności.
W tym sensie argumentowanie "my mamy rację, bo nas jest więcej" wzbudza śmiech. Niełatwo prrzychodzi znaleźć momenty w historii, w których społeczeństwa wybierały albo oddawały się w opiekę jednostce / grupie, która faktycznie dbała o jej interesy. W naszej historii zazwyczaj bywały to momenty krytyczne.
Dobrobyt, suwerenność, tożsamość, kultura, cywilizacja, naród - to wszystko terminy powiązane. I wcale nie jest tak, że "dekada spokoju", gruba kreska czy bierność w polityce zagranicznej zwiastują nam świetlaną przyszłość. O swoje interesy trzeba się starać a nie czekać na oklaski sąsiadów.
Demokracja to nie system ustalania prawdy a system dobierania władzy. To tyle a propos pytania RAFa "czy ludzie zwariowali?".
są kibice i kibuce, Kraków wiedzie prym w tej sztuce
|