nesta napisał(a):

Przyjaznie przyjazniami, ale ja skonczylem mecz ogladac w 89 min. Zbyt surrealistyczne byloby to dla mnie i srednio przyjemne uczucie, patrzec jak rok po tym jak sam bawilem sie na murawie i na rynku, teraz swietuje tam inna druzyna. Ba, nie byloby takiego problemu gdyby mistrza zdobyl tu inny klub i panowie szybko zeszliby cieszyc sie do szatni.
Wiec przyjazn przyjaznia, ale sa pewne granice.
|
Wyobraź sobie... (będzie długa historia...)
Chodzisz na uczelnie, każdego roku wyłania się 16-stu najlepszych uczniów uczelni, którzy stają do rywalizacji o miano najlepszego ucznia (najlepsza średnia). W poprzednim roku Ty wygrałeś, wygrywałeś bardzo często. Po każdym roku wygranym każdy Ci gratulował uroczyście na wielkiej sali przy wielu ważnych osobach. Wygrywałeś tak często, że nawet przyzwyczaiłeś się że te miejsce na sali należy do Ciebie. Nadszedł rok 2012 do 16 najlepszych uczniów zakwalifikowano jak zawsze Ciebie oraz innych 15 osób, ale tym razem jedna osoba nie jest przypadkowa. Do rywalizacji z Tobą stanęła Twoja dziewczyna/narzeczona. Konkurs dobiegł końca, okazało się że tym razem przegrałeś, miejsce numer 1 zajęła Twoja dziewczyna. Nadchodzi wielki dzień gratulacji na sali, już mają ją wyczytywać, wszyscy oklaskiwać, gratulować... ale Ty co robisz ?! Wychodzisz z sali parę sekund przed odczytaniem nazwiska ?!
Tak wnioskuje po przeczytaniu Twojego postu.