Wyświetl pojedynczy post
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#2
Stary 08.05.2012, 16:33
wislak68 napisał(a):Wyświetl post
ad1.
No wybacz ale w Twojej argumentacji aż roi sie od sprzeczności. Najpierw podajesz taką definicję: "chyba jasnym jest że za wybitne polskie postacie kresowej nauki,kultury czy polityki nikt nie bierze osób które rodząc się na Kresach (czy w Polsce ogólnie) swoje kariery i dzieła tworzyły w innych krajach, dla innych narodów oraz (żebys mnie nie posądził o stwierdzenie że Chopin nie był Polakiem) uznając się za obywateli innych państw i będąc nimi" a potem wymieniasz: Mickiewicza, Słowackiego, Lelewela, Miłosza, Cata-Mackiewicz itp. którzy większość swojego życia (tę najbardziej "płodną") spędzili na emigracji. Pomijając juz zupełnie fakt że zdecydowana większość spośród wymienionych przez Ciebie ma z W i L związek taki że się tam urodziła i mieszkała we wczesnej młodości (Piłsudski, Górski, Konopnicka, Herbert, Kilar, Lem, Pszoniak, Pyrkosz itp, itd) podczas gdy większość swojego aktywnego życia zawodowego spędziła (i tutaj własnie zafunkcjonowała) na terenach "Kongresówki" bądź wręcz na terenach "odzyskanych" (np: Pszoniak w Gliwicach czy Pyrkosz we Wrocławiu). Jestem przekonany że gdybys spytał Herberta czy Lema o to czy chcą odzyskać dla Polski L i W to w najlepszym razie uznaliby Cię za prowokatora. Natomiast jeśli chodzi o wymienione przez Ciebie rody to radziłbym Ci najpierw sprawdzić ile spośród nich miało w swoich szeregach osoby współpracujące z "niepolskim" czynnikiem na tych terenach. Być może wtedy zrozumiesz jak bardzo nieprzekonywujący jest ten argument. Powiedziałbym że w przypadku Giedroyciów (gdzie najbardziej znany ostatnio z rodu forsował opcję dokładnie przeciwną do Twojej) wręcz demagogiczny.
A gdzie ja powiedzialem ze krakus, wilniuk, warszawiak czy lwowiak musi całe życie , ba nawet większosć życia spędzić w swoim mieście czy nawet regionie.Jeśli wyjadę jutro na 15 lat do Paryża to już nie będę krakusem ? kim bedę? paryżaninem? a mój sasiad który przyjechał pare miesięcy temu z Kielc - nie jest już kielczaninem tylko stał się krakusem? Już nie przesadzaj- oskarżając mnie o jakies teorie sam wymyslasz nie stworzone historie. Zupełnie błędnie stawiasz też pytania. Otóż jak juz mamy sie kogos o coś pytać to spytaj Pyrkosza czy Pszoniaka czy czują się kresowiakam (bo o tym jest mowa) a nie czy chca odzyskiwć kresy. Inaczej postawione pytanie a jak inaczej brzmi , nieprawdaż?

wislak68 napisał(a):Wyświetl post
Przyjmując Twoje kategorie rozumowania należałoby: Czechy wcielić do Niemiec/Austrii bo (pozwolisz że będe wymienial tylko najbardziej znane przykłady bo wymienianie osób znaczących dla poszczególnych narodów ale mniej znanych powszechnie mijałoby sie z celem): Karol IV, Wallenstein, Mach, Mendel, Porsche, Kafka, Mahler itp, itd; Irlandię do Anglii bo: Swift, Burke, Berkeley czy Wild; Algierię do Francji bo: Camus, Attali, Derrida czy Saint Laurent itp, itd. Listę możesz rozwijać sobie bez końca wyszukując: znanych Turków którzy urodzili się w: Bulgarii, Grecji czy Serbii; znanych Greków urodzonych w Turcji; Węgrów urodzonych w Rumunii, Banacie lub na Słowacji; Szwedów urodzonych w Finalandi i Finów urodzonych w Szwecji; Hiszpanów urodzonych w Ameryce; Portugalczyków urodzonych w Afryce; Chińczyków z Singapuru i Wietnamu; Arabów z Hiszpani, Persów z Arabii itp itd.
Widze że niezmordowanie powtarzasz temat WCIELENIA - sugerując militarne rozwiązania- ja to dementuje a Ty dalej swoje. Powiem że jest to monotonne no ale jak chcesz.

Natomiast nie da się ukryć że w wielu miejscach na świecie jest podobna sytuacja jak z L i W średnio mi sie chce analizowac poszczeólne przypadki ale sam podawałem przyklady Kosova (prawie identycznego odpowiednika naszego Lwowa i Wilna ) czy góry Arrarat - do których nie raczyłeś się odnieść. Różnica jest tylko jedna w tych krajach politycy upominają się o swoje tereny (przynajmniej nie akceptuja pewnych dzialań) a u nas mają to d... .To że się powołujesz na to że u nas nie ma chęci rozwijania swoich wplywów w L i W (sugerując jakies sondaże) w kontekście faktu że w Polsce niewiele osób krzewi wiedzę o tych terenach jest raczej śmieszne.

wislak68 napisał(a):Wyświetl post
Historia jest pełna sytuacji w której granice etniczne (polityczne) danych narodów (państw) ulegały zmianie. Pod tym względem przykład W i L nie jest żadnym wyjątkiem i domaganie się akurat dla nich specjalnego traktowania jest tylko i wyłącznie przejawem mitologizacji i megalomanii.
Każdego kto chce wiecej można oskarżyć o megalomanie. Tak jak każdego kto ma wszystko w d... o minimalizm.

wislak68 napisał(a):Wyświetl post
Bardzo żałuję że nie odniosłeś się również do tego: "Ciekawe tylko gdzie mieliby podziać się Ukraińcy, Litwini czy Białorusini skoro wybitni przedstwiciele ich narodów przypadkiem urodzili się na tej samej ziemi co Mickiewicz czy Słowacki (która przez to stała się polska)"? Czy jest jakieś miejsce na ziemi dla tych narodów?
A gdzie się podziewaja mniejszośc narodowe? Ktoś eksterminuje białorusinów,litwinów czy niemców z Polski? Ilość wybitnych przedstawicieli odpowidnio rusinów w Lwowie czy litwinów w Wilnie w porówaniu z Polakami była miażdząco mniejsza . O Lwowie wklejam na końcu artykuł

wislak68 napisał(a):Wyświetl post
ad2
I znowu to samo: "...przez to rozumiem także krzewienie wiedzy o nich,obowiązkowe wyjazd młodzieży szkolnej szlakami znanych ludzi, dbanie o zabytki polskiej kultury niezależnie od władz krajów w których sie znajdują (podobnie jak czyni żydzi), odzyskiwanie polskich majatków, ziem odebranych Polakom, organizowanie akcji patriotycznych mających podtrzymywac polskośc na tych terenach" . Pełna zgoda.
Natomiast to: "... zupełnie inną sprawą jest że uważam za powinnośc kwestie podniesienia przynalezności tych terenów w latach 1989/91.Ponoć były wstepne rozmowy, były też nieśmiałe próby pozyskania broni nuklearnej z Ukrainy można było wiele uzyskac gdyby nie sowieckie przydupasy w polskiej polityce" . Kompletna głupota. Najlepsza droga do tego aby stać z gołym tyłkiem wypiętym w stronę Rosji. Gdybyśmy podjęli "tematy" o których mówisz to wtedy: nie bylibyśmy w Nato (i UE ale to już mniejszy problem w tym kontekście), mielibyśmy kilkumilionową mniejszość która nie marzyłaby o niczym innym niż tylko o oderwaniu, wschodnich sąsiadów zbrojących się od lat do wojny o oderbranie swoich ziem (być może parę wojen było by już za nami), Rosję zacierającą z radości ręce i proponującą Polsce sojusz przeciwko Ukrainie i Litwie (aby utrzymać L i W) a Ukrainie i Litwie przeciwko Polsce (aby odzyskać L i W) a w skrytości pracującej nad tym aby za zgodą społeczności międzynarodowej wkroczyć na te tereny ponownie i zaprowadzić w końcu "porządek", w polityce wewnętrznej jakąś formę dyktatury postkomunistycznej generalicji i specsłużb (no bo przecież w sytuacji zagrożenia zewnętrznego i walczących o swoje mniejszości w pełni uzasadnione byłyby rządy "silnej ręki" a wiadomo kto by tę silna rękę miał) itp, itd. Jednym słowem pisany byłby znany od wieków moskiewski scenariusz: dziel i rządź.

Chwila , chwila a teraz niby Rosja i Niemcy nie rozgrywaja Polski aby zwiększyć swoje strefy wpływów i zyski ? Jeśli w to wierzysz to ...naprawdę nie wiem co powiedzieć , naiwnośc to najłagodniejsze określanie. Dość specyficzne pojęcie - mieć mniej żeby ktoś się na nas nie obraził (kolokiwalnie mówiąc) że mamy wiecej


wislak68 napisał(a):Wyświetl post
ad3
Sondaże unaoczniłyby moim zdaniem to o czym pisałem na początku (a co Ty kwestionowałeś): zdecydowana wiekszość Polaków nie jest zatym aby odzyskiwać W i L.
Jak ty to robisz ze wypowiadasz się w imieniu wszystkich Polaków Ktos tu mówił o megalomani...kto to był? Sondaż był unaczocznił to co ty już wiesz że jest .Po co nam referenda, lepiej zadzwonić do Ciebie

wislak68 napisał(a):Wyświetl post
ad4
Jeśli opór byłby większy Stalin zwyczajnie zabiłby więcej Polaków. Liczenie na jakąkolwiek "pomoc" Zachodu to nonsens. Co najwyżej byłoby więcej protestów.
Eaaa, tam właśnie stwierdziłeś że kilkaset tyś żołnierzy walczących z sowiatami po ich wejściu do Polski w latach 44-56 to byli debile i prostaki bo nie zrozumieli tego co wiesz ty (hmmm, megalomania?) że im większy opór tym większa porażka. Ten Piłsudski to był kretyn że się postawił w 1920 r takiej potędze.


wislak68 napisał(a):Wyświetl post
ad8
Nic nie musisz mi tłumaczyć. Jeśli nie możesz mentalnie zaakceptować sytuacji iż pomimo tego że byliśmy członkiem zwycięskiej koalicji to jednak przegraliśmy wojnę (i to obce mocarstwa decydowały o naszym losie) i odczuwasz z tego powodu dyskomfort to pomyśl sobi że jeśli chce się istnieć jako państwo pomiędzy Rosją a Niemcami to nie można z tego powodu robić "Rejtana" tylko należy spokojnie i na chłodno podchodzic do faktów i wyciągać z nich wnioski. Inaczej przestaniemy istnieć jako państwo.
Ale o czym ty mówisz? Sugerujesz/obawiasz się że nasze żadania w sprawie L i W rozbudzą Moskali?
Ja ci pisze o braku równowagi pomiedzy twoją opinia o decyzjach traktatu wersalskiego i jałtańskiego. Jest to fakt . Byliśmy tak czy siak członkiem koalicji antyhitlerowskiej i to że uważasz nas za przegranych jest wynikiem właśnie takich a nie innych decyzji terytorialnych co jest kuriozalne bo od poczatku próbujesz udowodnić że te tereny nam się nie należały.Więc jak mogliśmy być przegranymi skoro uważasz że dostaliśmy to co nam się należało..?

Cytat:
"Kto sprawił, że Lwów jest ukraiński?"

Lwów wsławił się jako "najbardziej ukraińskie z ukraińskich miast". Właśnie stąd nieustannie dochodzą głosy, jaka ma być Ukraina, żeby nie być "Małorosją". Interesujące jest jednak, że sam Lwów został ukraińskim miastem stosunkowo niedawno, przede wszystkim dzięki sowieckiej władzy, którą galiccy nacjonal-demokraci przy każdej okazji przeklinają, na czym świat stoi.

Przyczyną tego jest domniemana rusyfikacja: przyszli "moskale-okupanci” i rusyfikowali „ukraińskie miasto Lwiw”.

Na przykład w latach ’30 we Lwowie żyła około setka uchodźców z Rosji, a do 1989 liczba Rosjan dobiła do 127 tysięcy; do 1939 we Lwowie nie było ani jednej rosyjskiej szkoły, a przez 50 lat ich liczba wyniosła 24. Oto ona – rusyfikacja „ukraińskiego Lwiwa!” A jeśli ktoś zaś skarży się, że „moskale” zajęli wygodne mieszkania w prestiżowych dzielnicach miasta, to twierdzi, że wysiedlono stamtąd… Ukraińców.

Napływ rosyjskiej ludności i powstawanie rosyjskich szkół za sowieckiej władzy, temu nie da się zaprzeczyć. Ale czy był to proces działający na szkodę Ukraińców? Towarzyszył on zmniejszeniu liczby Ukraińców w mieście bądź też pogorszeniem ich socjalnego i zawodowego statusu? Czy w ogóle Lwów był ukraińskim miastem do ustanowienia w Galicji sowieckiej władzy?

27 stycznia 1938 na posiedzeniu statystycznej komisji Towarzystwa Naukowego im. Tarasa Szewczenki we Lwowie dyrektor Wołodymyr Ogonowśkyj wystąpił z wykładem na temat „Narodowościowa, socjalna i zawodowa struktura ludności Lwowa wg spisu ludności z 9 grudnia 1931 roku”. Tekst tego wystąpienia był opublikowany w 1938 roku w broszurze pod tytułem „Lwów w cyfrach”. Na podstawie danych przywołanych w tej broszurze ogólna liczba ludności Lwowa według stanu z 9 grudnia 1931 wynosiła 312 231 ludzi. Wedle kryterium religijnego ludność rozkładała się następująco:

greko-katolików – 49 747 ludzi, czyli 15,9%

prawosławnych – 1 077 ludzi, czyli 0,3%

rzymskich katolików – 157 490 ludzi, czyli 50,5%

Żydów (wyznanie mojżeszowe) – 99 595 ludzi, czyli 31,9%

Pozostali – 4 322 ludzi, czyli 1,4%



Co do kryterium narodowościowego, to badanie uwzględnia, że narodowość, tak jak i wcześniej za czasów austriackich, opiera się na używanym języku. Skład ludności Lwowa pod względem „używanego języka” prezentuje się następująco:

Ukraińców – 24 245 ludzi, czyli 7,8%

Rusinów – 10 892 ludzi, czyli 3,5%

Polaków – 198 212 ludzi, czyli 65,5%

Żydów (język jidysz) – 75 316 ludzi, czyli 24,1%

Pozostałych – 3 566 ludzi, czyli 1,1%

Tutaj konieczne jest wyjaśnienie, dlaczego oddzielnie ukazano Ukraińców i Rusinów i co to właściwie oznacza. W przeszłości termin „russkije” dotyczył zarówno Rosjan [Wielkorosyanie – jak w przeszłości nazywała ich polska nauka, np. nieoceniony „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”], Małorosjan, Białorusów i pozostałych Słowian wschodnich, którzy żyli na terytorium średniowiecznej Rusi [tu trzeba powiedzieć, że termin „Rosja” oznacza po prostu „Ruś” -> patrz: nazwa Rosji po angielsku - RUSsia, co ma decydujące znaczenie dla tożsamości dzisiejszej Rosji, dla jej „misji dziejowej” i stosunku do tzw. „bliskiej zagranicy”]. W Rosji po rewolucji październikowej bolszewicy używali nazwę „russkije” dla określenia tylko jednej gałęzi russkiego narodu – dla Wielkorosjan, natomiast Ukraińców i Białorusów oficjalnie nazywano oddzielnymi narodami, czym bolszewicy oddali nieocenioną usługę tym narodowościom.

Także i miejscowa ludność galickiej Rusi nazywała siebie Rusinami, russkimi. W drugiej połowie XIX wieku w łonie galickich Rusinów zaszło rozróżnienie na Starorusinów – tak właśnie się określającymi, którzy pozostali na gruncie historycznej tradycji uznawania się za część jednego russkiego narodu (Polacy nazywali zwolenników tego ruchu „moskalofilami”) - i na Młodorusinów czy też ukrainofilów, którzy przyjęli ideę oddzielnego małoruskiego (ukraińskiego) narodu.

Stopniowo ukrainofile odeszli od nazwy „Rusini”, przede wszystkim nazywając siebie „Rusinami-Ukraińcami”, czy też po prostu Ukraińcami. W czasach austriackich termin „Ukraińcy” nie był oficjalnie używany na określenie narodowości i służył jedynie oznaczeniu politycznej orientacji wśród galickich Rusinów. Tylko w trakcie pierwszej wojny światowej, gdy galicko-russka („moskalofilska”) orientacja w Galicji była rozgromiona, austriackie władze uznały termin „Ukraińcy” za oznaczenie narodowości.

Po pierwszej wojnie światowej galicko-russka orientacja znowu się odrodziła, a w Polsce w 1931, jak widzimy, stosowane było także i to drugie określenie. Wtedy przeważali już Ukraińcy, którzy we Lwowie mieli ponad dwukrotną przewagę na liczbą tych, którzy wciąż zwali siebie Rusinami.

Wtedy właśnie wedle danych ze spisu powszechnego w trzech województwach – lwowskiem, tarnopolskiem i stanisławowskiem ogólna przewaga Ukraińców nad Rusinami nie była taka wielka, jak wśród samych grekokatolików w tych trzech województwach, gdzie „Ukraińcami” określiło się 1 660 826 ludzi, a „Rusinami” – 1 116 166 ludzi.

Także wymaga wyjaśnienia fakt, że w łączna liczebność Ukraińców i Rusinów nie odpowiadała ogólnej liczbie grekokatolików. Wynika to stąd, że narodowość określało się na podstawie języka i oznacza to, że pozostali grekokatolicy podali za swój język podstawowy polski i zostali przydzieleni do polskiej narodowości. To wyjaśnia także fakt, że Żydów jest mniej niż wyznawców wiary mojżeszowej, a Polaków więcej niż rzymskich katolików.

Wśród mieszkańców Lwowa świadomie określających się jako „Ukraińcy” było ogółem tylko 7,8%, ale opierając się na obliczeniach przeprowadzonych przez dyrektora Ogonowśkiego, gdyby za podstawę wzięto kryterium religii, to termin „Ukraińcy” zastosowany wobec wszystkich grekokatolików wykazałby 15,9% ukraińskich mieszkańców Lwowa.

Jaka natomiast była wtedy socjalna i zawodowa struktura Lwowa?

Liczba ludzi umiejących pisać i czytać wśród Polaków i Żydów starszych niż 10 lat sięgała we Lwowie 92%, wśród Ukraińców – 77%. Wśród pracujących Ukraińców 73% stanowiły osoby pracujące fizycznie, wśród Polaków – 50%, wśród Żydów – 32%. Pracowników umysłowych wśród pracujących Polaków i Żydów było 20%, a Ukraińców w tym samym czasie 7%.

Polacy we Lwowie dominowali w administracji (71%), w transporcie i łączności (76%), w sferze oświaty i w przemyśle. Żydzi dominowali w handlu – 62%, Polacy stanowili tu 27%, Ukraińcy – 11%. W adwokaturze, notariacie, wśród praktyki lekarskiej Żydzi stanowili 71%, zaś Ukraińcy 7%.

Jednak 45% wszystkich Ukraińców zatrudnionych było w pracach domowych, Żydów 4%. Z pracujących Ukrainek w pomocy domowej zatrudnionych było 64%, a z pracujących Polek – 25%, Żydówek- 5%.

Co się zaś tyczy najbogatszych mieszkańców miasta, czyli tych, którzy korzystali z najemnej siły roboczej, to wraz z członkami rodzin stanowili 6% mieszkańców miasta, spośród nich Żydzi stanowili 11% ogółu ludności żydowskiej, Polacy odpowiednio 4%, Ukraińcy – 2% z ogółu Ukraińców.

A oto wnioski, które zaprezentował referent Ogonowśkyj na temat położenia Ukraińców we Lwowie:

„Ukraińcy we Lwowie to przede wszystkim młody, wolny napływowy, nie zawsze piśmienny i przeważnie pracujący element. Na 30 000 wszystkich Ukraińców i Ukrainek, którzy zarabiają we Lwowie, jest 9 700 służących, 2 000 strażników, 1 400 niewykwalifikowanych robotników i 9 000 wykwalifikowanych robotników oraz rzemieślników. Z wyjątkiem pomocy domowej Ukraińcy nigdzie nie stanowią większej liczby, co się tyczy 11% Ukraińców w handlu, to tam z 4 000 Ukraińców połowa to stróże, strażnicy… O zawodach inteligenckich nie ma co mówić. Jeszcze w przemyśle ukraińscy robotnicy i rzemieślnicy grają jakąś rolę, ale jako siła najemna.”

Każdy, kto jest w stanie obiektywnie przeanalizować przywołane cyfry, z łatwością zrozumie, jakie miejsce zajmowali Ukraińcy we Lwowie w latach ’30-tych XX wieku. Według składu narodowościowego Lwów był wówczas polsko-żydowskim miastem, a w żadnej mierze ukraińskim. Ukraińcy ustępowali Polakom i Żydom nie tylko pod względem liczebności, ale i znacząco odstawali od nich pod względem socjalnego i zawodowego statusu.

To też tak a propos mieszkań w prestiżowych częściach miasta, skąd rzekomo wysiedlono Ukraińców. Jeśli do 1939 roku pojawił się tam jednak Ukrainiec, to w charakterze pomocy domowej. Skarżyć się na wysiedlenie mogliby Polacy i Żydzi, którzy zajmowali wtedy te mieszkania. Ale lwowskich Żydów w czasie niemieckiej okupacji wymordowali hitlerowcy. Po wojnie sowiecka władza zmusiła lwowskich Polaków do wyjechania do Polski. Tak oto miasto straciło swój polsko-żydowski charakter…

Obecnie galiccy nacjonaliści nazywają sowiecką władzę „moskalską”, rosyjską władzą; starając się zrzucić na Rosjan całą odpowiedzialność za represje w stalinowskich czasach. Jednak, jakby ktoś zauważył, sowiecka władza nie była w swej istocie i charakterze władzą rosyjską. O tym świadczy również los galickich Rusinów.

Mimo ciężaru strat poniesionych przez galickich Rusinów w czasach pierwszej wojny światowej, jeszcze w latach ’30 ponad milion galiczan uznawało się za Rusinów, russkich, za część russkiego narodu w jego starym tradycyjnym znaczeniu. I jeśliby władza, która pojawiła się na tych terenach w 1939 roku, była władzą rosyjską, to ona, logicznie rzecz biorąc, powinna była przede wszystkim wspierać galicko-rusińskie organizacje, popierać rozprzestrzenianie się idei jedności narodu russkiego w Galicji. Jednak te organizacje zostały zamknięte, a sowieccy urzędnicy wszystkich galickich Rusinów przydzielili wbrew ich woli w poczet Ukraińców.

Oczywiście w 1939 roku sowiecki reżim zamknął również galicko-ukraińskie organizacje, które wtedy istniały. Ale ukraińscy nacjonaliści mieli potężną bazę za granicą, gdzie prowadzili swoją działalność.

Natomiast na sowieckiej Ukrainie władza dochowała wszelkich starań, aby unicestwić choćby pamięć o istnieniu galicko-russkiej orientacji, o ludziach, którzy poddawani byli prześladowaniom ze strony polskich i austriackich władz, a którzy dochowali wierność idei narodowo-kulturowej jedności Rusi.

Tym sposobem, to, czego nie dokonali Polacy, tłumiący „moskalifolstwo” w XIX wieku, czego nie dokonali Austriacy, posyłający w czasach pierwszej wojny światowej dziesiątki tysięcy galickich Rusinów na rozstrzelanie i wywózki, za drut kolczasty Talergofu i kazamaty Terezina, udało się zrobić sowieckiej władzy – która zupełnie wykorzeniła ze świadomości galiczan ideę jedności russkiej…

Wraz z budownictwem przedsiębiorstw przemysłowych w powojennym Lwowie i otwieraniem naukowych instytucji, ludność Lwowa wzrastała, przy czym większa część Galiczan - spośród których znaczną część stanowili wychodźcy ze wsi - odbierając we Lwowie wykształcenie i specjalizację, zasilali jednocześnie szeregi klasy robotniczej i inteligencji. Tak właśnie za sowieckiej władzy Lwów przekształcił się w miasto ukraińskie, gdzie Ukraińcy stali się liczebnie przeważającą narodowością, a w zawodowych stosunkach nie pełnili roli pomocy domowej czy też stróży, a zajmowali czołowe miejsca w przemyśle nauce, oświacie, medycynie itd.

Ocena działalności sowieckiej władzy w Galicji nie może być jednoznaczna. Można rozpatrywać ją jako swoisty paradoks historii, biorąc pod uwagę fakty, że sowiecki reżim, bezpośrednio rozprawiając się z ukraińskim nacjonalizmem, praktycznie wypełnił podstawowe postulaty, których nie zdołali wypełnić własnymi siłami nacjonaliści galicyjscy. Reżim oderwał Galicję od Polski, wysiedlił Polaków, zlikwidował galicko-russkie organizacje i przypisał wszystkich galicyjskich Rusinów w poczet Ukraińców, rozwinął przemysł i naukę, przygotował dla nich miejscowe narodowe kadry, po czym spokojnie zszedł ze sceny, zostawiając na pożegnanie nacjonalistom prezent w postaci „niezależnego ukraińskiego państwa” i po części zostawił po sobie „ukraińskie miasto Lwiw”.

Na wieży miejskiego ratusza powiewa teraz sino-żółta flaga, pomniki sowieckiej epoki wyburzono, a ulice przemianowano, „moskali” z głównych stanowisk usunięto, dobijane są rosyjskie szkoły – oto sukcesy! Ale uprzemysłowienie Lwowa stale spada do poziomu, w którym znajdowało się w czasach Polski, a tysiące galiczan, porzucając „ukraińskie miasto Lwiw” z jego sino-żółtymi flagami i przemianowanymi ulicami, ponownie podejmuje pracę w charakterze pomocy domowej w krajach Zachodu. Jednak w latach ’30-tych lwowskiemu Ukraińcowi po to, żeby podjął się pracy na czarno lub służył u Polaka, nie trzeba było w skrajnym przypadku wyrabiać zagranicznego paszportu, a obecnie musi.

A to wszystko przez tych „przeklętych moskali” – oderwano Galicję od Polski, więc teraz Ukraińcy mają co chcieli…



Leonid Sokolov,

"Kto sdelal Lvov ukrainskim gorodom?"

Źródło: ukrstor.com
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
Odpowiedz cytując