Bobek90 napisał(a):

Za krola Stasia Polska nie to ze nie chciala, tylko... nie byla w stanie nikomu wchodzic w parade. Byla w katastrofalnym stanie i potrzasanie szabelka nic a nic by nie zmienilo. Potrzasanie szabelka Becka w 39 r. zmienilo cos?
Porownanie obecnych czasow z czasami saskimi jest tak trafne ze az nienadazam. Moglbys rozwinac te mysl?
I kwestia najwazniejsza... jakies alternatywy? Rozumiem ze Bruksela, Berlin i Moskwa bee. Pytam sie wiec co robimy? Prosimy Pottera by nam rope wyczarowal a nastepnie idziemy droga Iranu?
|
Na temat możliwości intelktualnych kolegi Bobka napisałem już wystrczająco dużo dlatego w punktach o nonsensach w poście powyżej:
1. Czasy saskie: To wtedy powstało sławne chasło: "Polska nierządem stoi". Argumentem za nieplaceniem podatków miało być to że słaba Polska nie będzie przeszkadzać żadnemu z sąsiadów. Skutek był taki że parę lat pózniej: Polski nie było, podatki trzeba było płacić kilkakrotnie większe, szans na karierę biznesową czy urzedniczą nie było żadnych a zamiast za Polskę trzeba było ginąć w dziwnych krainach za cara i cesarzy. Morał odnośnie czasów dzisiejszych pozostawiam każdemu z czytelników.
2. Beckowe potrząsanie szabelką: A co by nam dało niepotrząsanie

Sojusz z Niemcami, wyprawa na Rosję, hekatomba polskiego żołnierza na równinach Białorusi i Ukrainy, brak poparcia Zachodu dla zachowania jakiejkolwiek formy państwowości Polski po wojnie, osiemnasta republika. A przecież Beck miał prawo przykładać choć pewne prawdopodobieństwo do tego że Anglia i Francja jednak zaatakują Niemcy. A wtedy ...
3. Alernatywy. Błędne jest już samo założenie że musi być coś: Bruksela, Berlin czy Moskwa i to coś ma wyznaczać kierunek naszej polityki. Pierwszym i najważniejszym jest to co zostało powiedziane w punkcie 1. Po drugie wokół siebie mamy sąsiadów z którymi łączą nas zarówno wspólne tradycje historyczne jak i wspólnota interesów (dodam że w ten sposób widział to między innymi Giedroyć i ten pomysł starał się kontynuować chociazby śp prezydent). Po trzecie Polska "nie ma wiecznych sojuszników ma wieczne interesy", a to oznacza że z poszczególnymi opcjami powinniśmy się wiązać tak długo jak bedzie nam sie to opłacało i musimy pilnować aby nikt w regionie zabardzo "nie urósł". Po czwarte już niedługo USA zauważą (większość zresztą już zauważyła) że na Ruskich potrzebny jest jednak w regionie jakiś bat. A to oznacza: wsparcie polityczne, technologiczne, wojskowe. I oby trafiło ono do Polski. Po piąte: geopolityka zaczyna się zmieniać. Coraz większe znaczenie zaczynają nabierać takie kraje jak Chiny czy Brazylia. A to oznacza że możemy sie spodziewać lekkiego rozluźnienia naszego przekleństwa geopolitycznego. "Sojusz" (celowo w cudzysłowiu) z Chinami przyniósł nam juz korzyści w 1956. Te kontakty trzeba rozwijać. Podsumowując w porównaniu z Polską Piłsudskiego nasza obecna sytuacja międzynarodowa jest dramatycznie lepsza. Ale pomimo tego że Marszałek miał sytucję bardzo trudną to nigdy nie przyszło by mu do głowy aby szukać "protektoratu" Rosji czy Niemiec. Bo był by to absolutny błąd. Oddanie perspektyw kraju za darmo.