Wyświetl pojedynczy post
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#16298
Stary 28.03.2012, 09:10
Szpen napisał(a):Wyświetl post
to normalne że rozbudowuje się te placówki które przyjmują dużo dzieciaków, a zamyka te, które maja ich mało.

To może jest dla ciebie normalne że upycha się dzieciaki w grupach po 30-kilka przy jednej opiekunce. Widać że nie masz pojęcia jak wygląda np.spacer takiej ilości dzieci z jedną opiekunką. W przedszkolu o którym myślę była sytuacja że niejednokrotnie dzieciaki 4-5 letnie same wychodziły z terenu placu zabaw bo opiekunka nie była w stanie ich upilnować ,nie mówiąc nawet o wycieczkach tramwajowych do miasta.Kilka razy malo braklo a byłaby tragedia i dopiero wtedy wszyscy by myśleli co zmienić.Nadmienię
Druga sprawa to oczywiście dowożenie dzieciaków przez pół miasta - oczywiście nowobogacki szpen ma na to kasę i czas- ale uświadamiam że u większości ludzi tak nie jest.

Kilka cytatów wychowaców z przedszkoli, rodziców strona www.ratujmaluchy.pl i www.przedszkolak.pl.
Proponuje nie medrkować tutaj poczytać co piszą ludzie a nie opierać się na tym co mówią politycy i ich media

Cytat:
Autor: I_m3 26.02.2010 16:14 Ilośc dzieci na 1 wychowawcę Błagam gdzie znajdę jakieś przepisy, w których jest zapisane ile dzieci powinno byc na jednego nauczyciela? Ja mam w grupie 2,5-latki,3,4 i 5- latki, jest ich razem 21 i mam co robić żeby nad nimi zapanować. Z jedną grupą robię karty pracy a reszta nie ma sie kto zająć, robią co chcą, dzieci nie potrafią się skupić i są rozproszone. Na spacery z nimi nie wychodzę bo się boję, że coś się może wydarzyć. Czy sa w ogóle jakiekolwiek przepisy Ratujcie!!!!
Autor: Aleksandra Wasielewska 27.02.2010 19:12 ratio opiekun-dzieci Pracuje od ponad dwoch lat w panstwowym przedszkolu w Londynie. Nauke w przedszkolu dzieci rozpoczynaja semestr po ukonczeniu 3go roku zycia. Klasa moja skalda sie wiec z 3 i 4-latkow. Czesc dzieci uczeszcza do przedszkola w pelnym wymiarze godzin- od 9 do 15 czesc zostaje tylko na pol dnia:do poludnia badz po poludniu. Maxymalna liczba dzieci w klasie to 26 bez wzgledu na to czy sa to 'caloetatowe' czy 'poletatowe' dzieci. Na jedna klase przypada 3 doroslych. Dzien jest niesamowicie intensywny i pelen roznorakich wydarzen. Realizujemy oficjalny program nauczania poczatkowego, prowadzimy obserwacje, ocene indywidualna kazdego dziecka, dokumenty itd oprocz zwyklego prowadzenia zajec i zabawy . Nie jestem sobie w stanie wyobrazic jak mozna pracowac z 26 dziecmi w pojedynke. Tutaj jest to nielegalne! Czas zeby ktos uregulowal prawnie zasady pracy i bezpieczenstwa gdy chodzi o dzieci!Powodzenia Autor: I_m3 03.03.2010 16:26 Ilośc dzieci na 1 wychowawcę Ja na 21 dzieci od 2,5 do 5 lat jestem sama, bez dodatkowej pomocy. Tragedia!!!!

Autor: Ola 20.09.2010 22:07 Ilość dzieci na 1 wychowawcę Włos na głowie się jeży!Ja również pracuje w przedszkolu, tylko w trochę innych realiach.Jest to irlandzkie przedszkole w Dublinie. U nas na 1 wychowawczynię nie może przypaść więcej niż 10 dzieci(w wieku 3-5 lat).Przeważnie mamy ok.20 na 2 nauczycielki. Ja pracuję z grupą 2-3 latków,gdzie pod opieką mogę mieć maximum 6 dzieci.Co kraj to obyczaj...

Autor: mama 11.05.2011 09:20 zaniepokojona mama zastanawiam się, jak długo jest w stanie opiekować się 25-tką dzieci 4-letnich jedna pani nauczycielka. Bo taka właśnie sytuacja jest w przedszkolu mojego syna. Od prawie 2 miesięcy jedna z pań jest na zwolnieniu i chodzą głosy, że zostanie na nim do końca roku szkolnego, czyli jeszcze prawie dwa miesiące. Pani, która została, notabene, bardzo fajna i przyjazna dzieciom, jest z nimi od samego rana do samego końca. Gdy przyprowadzam syna na 7g rano pani już jest, gdy odbieram o 16g pani jeszcze jest. Zaczynam się zastanawiać, czy to norma, bo fizyczne zmęczenie może wpłynąć na jakość opieki i bezpieczeństwo dzieci. Co zrobić z taka sytuacją? Interweniować u pani dyrektor, czy nic z tym nie robić?
Autor: Marzena 07.09.2011 09:12 trzylatki bez opieki - masakra. Witam, dziś zaprowadziłam swoją trzyletnią córkę do przedszkola. Tam zastałam jedną jedyną obcą panią z obłędem w oczach a pod jej "opieką" znajdowały się wszystkie dzieci, które od 7 rano zbierały się w przedszkolu. Było ich ponad 30, większość płakała bo to 3 latki kilka leżało na materacach, pani usiłowała ogarnąć 3 którą trzymała za ręce, w sali było ciemno jak w grobowcu. Żadnej opieki te dzieci nie miały jednym słowem. a w tym wszystkim 3 latki które płaczą za mamusią i wcale nie chcą chodzić do przedszkola bo jakby nie ma co się dziwić. są pozostawione same sobie, nikt ich nie pociesza, bo jakby pani ma 2 ręce i 1 kolanka i NIKOGO do pomocy! A jest początek roku! Jak mają się zaadaptować? Masakra. Nie wiem co robić!
Autor: Julia baranowska 14.09.2011 13:39 Opiekunowie. Witam!!! 1 września moje dziecko ( pięciolatek ) rozpoczęło naukę w zerówce przy szkole podstawowej. W grupie jest 23 osoby i jedna Pani nauczycielka. Pani woźna zagląda do nich na góra 15 minut w ciągu goodziny. Interesuje mnie czy jeden nauczyciel na grupę 23osobową to nie zamało? Dzieci same chodzą do toalety, bo nie ma kto z nimi wyjść. Wychowawca nie może zostawić pozostałych dzieci, a jeśli coś by się stało? Obowiązek szczotkowania zebów. Można powiedzieć, że tylko obowiązek. Niestety... Dzieci nie myją zębów po posiłku bo Pani nauczycielka nie może poradzić sobie z grupą tylu osób. Po rozmowie z Panią Dyrektor dowiedziałam sie, że wychowawca klasy zatrudniony jest na cały etat i niestety nie mają pieniędzy na drugiego opiekuna. Temamt religii i angielskiego... Ponoć podania zostały zlożone, ale jaki będzie tego efekt Bo jak narazie nie mają ani tego ani tego. Pozdrawiam!!! Prosze o odpowiedź. I podparcie jakiejś ustawy co do ilości opiekunów na określoną liczbę dzieci.
wyślij odpowiedź
Cytat:
5latki w szkole 25.10.2011.


Brwinów

Sytuacja w szkole nr 1 w Brwinowie, jeśli chodzi o 5-latki jest bardzo zła. Dzieci są ściśnięte w malej salce, brak ruchu przez kilka godzin. Na korytarzach gimnazjaliści, którzy wyganiają ich z ubikacji, używając wulgaryzmów. Szkoła kompletnie nie ma warunków na zajęcia dla tych dzieci.
Tarczyn

Ja napiszę bardzo krótko. Zdecydowałam się posłać swoje sześcioletnie dziecko do klasy "O" Szkoły Podstawowej w Tarczynie. Wszyscy pedagodzy i psycholodzy krzyczeli zresztą głośno "Nie rób tego własnemu dziecku. Rok wcześniej do polskiej szkoły to krok bezsensu" Już po dwóch tygodniach widzę, że mieli rację. Moje dziecko znalazło się w PONAD TRZYDZIESTOOSOBOWEJ grupie "o". Zresztą wszystkie klasy są tak przeładowane ze względu na oszczędności. W przyszłym roku mają uczyć się na dwie zmiany, bo brakuje sal. To mają być te przygotowane placówki?

Przygotowanie sali dla klasy I dzieci sześcioletnich polega na zakupieniu kolorowej wykładziny. Naprawdę pogratulować reformy. Jej hasło powinno brzmieć: W tym roku rozłożyliśmy przedszkola - w przyszłym - bez problemu poradzimy sobie ze szkołami.
I byłoby to pewnie zabawne, gdyby dotyczyło kogoś kto może się bronić a nie dzieci.


SP nr 2 w Nowej Rudzie

w tej szkole brakuje pomieszczeń więc sale dla 5-6 latków zostały wynajęte w Gimnazjum... są tu dwie grupy wymieszane 5i 6latków razem, po 25 dzieci w każdej grupie...
Przez cały wrzesień nic nie szło z nimi zrobić, bo połowa płakała do mamy- gdyż wcześniej do przedszkola nie chodziły i przezywały traumę.
Kilkoro dzieci nie ma książek, bo rodziców nie stać, a pracuje się z cała grupa bez podziału wiekowego.
W salach są dywany i stoliki, ale przy pełnym skaldzie- 25 dzieci brakuje powietrza do oddychania.
Wyjść nie ma gdzie- na korytarzu chodzą już gimnazjaliści, wprost ze szkoły wyjście jest tylko na ulicę. Nie ma żadnego placu zabaw w pobliżu, robi się boisko dla gimnazjum, a nauczycielki boja sie w ogóle myśleć jak 1 osoba ma ubrać 25 niesamodzielnych maluchów i iść z nimi gdziekolwiek.
Szatnia to zwyczajne szafki i wieszaki- otwarte stojące na korytarzu przed wejściem do sal.
Jedzenie każdy ma swoje, dzieci dostają kartonik mleka zimnego.
W każdej grupie jest jakieś dziecko wymagające szczególnej uwagi-- nadpobudliwe, z padaczką, nieodzywające się do nikogo, takie, które w nerwach rzuca krzesłami w innych albo wyzywa nauczyciela od głupków.

to sceny jak z horroru, ale realne


WROCŁAW

witam mój syn skończy w listopadzie 5 lat we wrześni poszedł do ostatniej grupy przedszkolnej jakie było moje zdziwienie kiedy 1 września zobaczyłam, że grupa mojego syna jest połączona z zerówką. Miałam nadzieje, że spokojnie powoli zostanie przygotowany do szkoły, a tu po takiej niespodziance mam świadomość, że panie nie mają czasu zwracać uwagi na grupę przedszkolną, ponieważ przy połączonej klasie to ponad 30 szkrabów! Przy takim zamieszaniu panie nie panują nad dziećmi, wiem, że mój syn sam wyszedł z klasy i chodził sobie po szkole a żadna pani nie miała o tym pojęcia. Dzieci mają toaletę razem ze starszymi klasami, nie ma podziału dla tych najmniejszych. Wiem, że szkoła nie jest przygotowana na taką reformę i jest mi przykro, że nasze dzieci są traktowane jak króliczki doświadczalne!

RADOM

SP 9
W szkole otwarto 8 zerówek, na świetlicę szkolną zapisało się 200
dzieci, obiadów starczy dla pierwszych 500 spośród 1500
uczęszczających.

Dzieci z zerówki chodzą na dwie zmiany i mają skracane zajęcia o 20
minut, żeby wywietrzyć sale pomiędzy zmianami.

Pani Hall powinna tu popracować w zerówce, by mogła zrozumieć, co zrobiła.

Żydowo koło Gniezna Gmina Czerniejewo

Móje cztero i pół letnie dziecko poszło do zerówki wg. reformy, w miejscowości Żydowo koło Gniezna.
Dla naszych 5 latków utworzono specjalne pomieszczenie - nasze dzieci wychodzą prosto na śmietniki szkolne i postój rowerów .
1 września przywitał nas zapach farby olejnej, małe pomieszczenie na 18 osób oraz 2 samochody do zabawy, no i 10 pluszaków, 1 wózek dla lalek - lalek niestety nie było.
My rodzice usiedliśmy sobie na 40 letnich krzesełkach uszykowanych dla naszych dzieci. Na podłodze wykładzina PCV - no ale nic głowy rodziców poszybowały - słuchamy. Pani Dyr. obiecuje: będzie 5 tyś na zabawki, wykładzinę itd.
Nie ma do dzisiaj....
Samorząd dał na sedes i naprawę spłuczki, więcej nic nie dostaniemy - poinformowała Pani dyrektor przedszkola .
Jak zaprowadzamy dziecko, serce boli. Puste półki, brak wykładziny, bieda rzuca się w oczy.
Będziemy działać w tej sprawie. O tyle jest ciężko, że ta placówka dotyczy dzieci głównie ze wsi.
W przedszkolu dla dzieci miejskich jest wszystko.
Słuchałam obrad sejmu po usłyszeniu wypowiedzi Pani Minister Hall i posłów nasuwa się na język "czy oni spadli z księżyca lub innej odległej planety"
Zero kontaktu z rzeczywistością i polskimi realiami zupełny brak zapoznania się z tematem oraz brak odpowiedzialności za los młodego pokolenia.
LUBLIN SP 20
Moja córka ma pięć lat, chodzi teraz do zerówki. Pani dyrektor zachwalała jak to cudownie są przygotowani na przyjęcie pięciolatków a okazuje się, że to guzik prawda. To za wcześnie na szkołę dla tak małych dzieci. Już stawia się im niebotyczne wymagania, wymaga by miały opanowany program. Moje dziecko nie chodziło do przedszkola i popłynęło na zbyt głęboką wodę. Ja i tak w tym roku posłałabym ją do przedszkola, bo tam jest miejsce dla pięciolatka, który ma w głowie jeszcze tylko zabawkiale na Boga -nie do szkoły w tym wieku!!! Minister okradła dzieci z roku beztroskiego dzieciństwa.. A szkoła jak szkoła-kontakt ze starszymi dziećmi, nawet szóstoklasistami biegającymi po korytarzu, tłok w stołówkach i na korytarzach, sześciolatki uczące się na drugim piętrze i chodzące po niebezpiecznych schodach...Rok to dla dziecka ogrom czasu, pozwoliliśmy go im odebrać...Ja osobiście nie spotkałam żadnej matki, która cieszyłaby się z tego faktu, że jej sześcioletnie dziecko ma podjąć naukę w pierwszej klasie. Każda mówi, że to absurd a pozwoliłyśmy minister Hall postawić na swoim. Zróbmy coś, przecież nie jest to państwo bezprawia i zdanie rodziców tez się liczy!!!
Dziś rano prowadząc swoją pięcioletnią córkę do zerówki, przeżyłyśmy ''atak'' starszych uczniów pędzących po korytarzu z góry. Ja się o swoje dziecko zwyczajnie boję i nie jestem w tym odosobniona. Na ostatnim zebraniu pani stwierdziła, że dzieci mają braki, bowiem nie potrafią np. malować farbami, sznurować butów itp. Przecież to chore. Moje dziecko umie tyle, co przeciętny pięciolatek- ale geniuszem niestety nie jest;Marzę o tym, by moja córka mogła zostać w zerówce na drugi rok a do pierwszej klasy iść jak dawniej bywało


WARSZAWA SP 50
Moje 6-letnie dziecko od miesiąca uczęszcza do "zerówki" w szkole, która wg deklaracji jest przystosowana dla 6- a nawet 5-latków! [/FONT]
Tymczasem warunki jakie tu zastaliśmy wyglądają następująco:[/FONT]
  1. Klasa "0" to 30 dzieci, których Pani nie ogarnia (pewnie z powodu warunków) - np. sceny rozgrywające się w szatni przed pójściem do sali (ustawienie, sprawdzenie listy, policzenie, ponowne ustawianie itp.) to koszmar dla obserwatora, co dopiero dla uczestnika tych zajść. W ogóle pierwsze wrażenie jest takie, że dokonało się jakieś koszmarne przeniesienie ze spokojnego, bezpiecznego zacisza przedszkolnego do szkolnej dżungli z ciągłym wrzaskiem (zarówno uczniów jak obsługi), tłokiem, bałaganem i przepychaniem.
  2. Rodzicom nie wolno wejść do szatni szkolnej, chociaż chyba powodem nie jest tłok, bo zerówka zaczyna i kończy zajęcia z pewnym przesunięciem w stosunku do normalnych dzwonków - zdaje się, że wręcz głównym zadaniem i ambicją obsługi szatni jest niewpuszczanie rodziców
  3. Boks w szatni (jeden przeznaczony dla dwóch klas czyli 60(!) dzieci) jest koszmarnie mały i z pewnością nie ma w nim 60 wieszaków na ubrania (co się będzie działo w tej ciasnocie zimą?)
  4. Wieszaki są zbyt wysoko, więc dziecko musi wspinać się po ławeczce, żeby do nich dosięgnąć (pani woźna nie zawsze jest dostępna, a rodzicom wejść przecież nie wolno)
  5. Obiad na stołówce dzieci przynoszą sobie same - talerze z zupą jak najbardziej też (w zerówce są też 5-latki!)
  6. Plac zabaw to studnia wygospodarowana na wewnętrznym dziedzińcu (złe słowo, biorąc pod uwagę rozmiar tegoż "dziedzińca") - podłoże z gąbki, wokół ściany budynku, z góry prażące słońce - dziecko schodzi z tego "placu zabaw" mokre jak po kąpieli[
  7. Dwie toalety na całą klasę (jedna dla chłopców, jedna dla dziewczynek, podpisane, a nie oznakowane - a przecież dzieci w zerówce nie wolno uczyć czytać) - może nawet na więcej dzieci, bo chyba korzysta z nich też świetlica dla starszych uczniów, znajdująca się obok sali zerówki
  8. Sala ładna, odnowiona i z przepisową wykładziną, ale stanowczo za mała dla takiej liczby dzieci, bardzo kiepsko wyposażona w zabawki, niewystarczająca ilość szafeczek/szuflad (jedna szufladka na dwoje dzieci, a i tak nie wystarcza dla wszystkich)
  9. Jeden z większych koszmarów to świetlica: bynajmniej nie bezpłatna przechowalnia dla dzieci, niewyposażona w zabawki stosowne do wieku maluchów (teoretycznie za świetlicę można nie płacić, ale dzieci są odpowiednio "segregowane" na te, których rodzice zapłacą i te, których rodzice nie zapłacą)
  10. Zajęcia na 2 zmiany - pierwsza od 7.30 do 12.40, druga od 12.40 do 16.20
WROCŁAW
witam mój syn skończy w listopadzie 5 lat we wrześni poszedł do ostatniej grupy przedszkolnej jakie było moje zdziwienie kiedy 1 września zobaczyłam, że grupa mojego syna jest połączona z zerówką. Miałam nadzieje, że spokojnie powoli zostanie przygotowany do szkoły, a tu po takiej niespodziance mam świadomość, że panie nie mają czasu zwracać uwagi na grupę przedszkolną, ponieważ przy połączonej klasie to ponad 30 szkrabów! Przy takim zamieszaniu panie nie panują nad dziećmi, wiem, że mój syn sam wyszedł z klasy i chodził sobie po szkole a żadna pani nie miała o tym pojęcia. Dzieci mają toaletę razem ze starszymi klasami, nie ma podziału dla tych najmniejszych. Wiem, że szkoła nie jest przygotowana na taką reformę i jest mi przykro, że nasze dzieci są traktowane jak króliczki doświadczalne!

GŁĘBOWICE
Szkoła mojego Pięciolatka
Jest malutka
Wszystkie klasy mają coś połączone
Klasa II i III od zawsze uczą się razem
Początkowo chciano dołączyć jeszcze obecną klasę I
Wizja nauczania trzech klas była porażająca, nawet, gdy argumentem była mała liczebność
W zamian za to, połączono klasę I i zerówkę
Razem jest 26 dzieci, w tym 20 zerówkowiczów
oddzielnie uczą się przez 9 godzin w tygodniu, bo liczba przekroczyło 25 osób
A co będzie, jeżeli odejdzie choćby 1 dziecko?
Trzy roczniki przez długie godziny są razem
I jedna pani, bo u nas nie ma pomocy, jak w przedszkolach

Ale my rodzice mamy- nie mamy wyboru, bo alternatywa jest jedna- szkoły może nie być
A szkoda, bo jest - mimo trudności- dobra[/FONT]
SZCZECINSP 59
Szkoła z ponad 50-letnią tradycją i chyba wszystko ma tu już ponad 50 lat. Szkoła powstała i została przystosowana dla 240-250 uczniów. Liczba sal lekcyjnych w chwili obecnej to nie więcej niż 10 - a uczniów przybyło i w tym roku szkolnym naukę w SP 59 rozpoczęło ponad 400 uczniów. Oczywiście lekcje odbywają się na zmiany - ze względu na ilość dzieci zerówki są dwie - ich zajęcia odbywają się w przystosowanej do tego celu małej salce gdzie mieści się 5 stolików dla dzieci (po 5 przy każdym) i biurko nauczyciela - KONIEC. Oczywiście salka zajmowana jest na zmianę przez jedna z zerówek - albo od 7.45 do 12-tej albo od 12-tej do 17-tej![/FONT]
Dzieci w zerówce NIE MAJĄ W-F - u ponieważ nie ma gdzie [/FONT][FONT=Arial]! O innych dodatkowych zajęciach dla 5-cio i 6-cio latków w ogóle nie ma co mówić bo gdzie i kiedy Rodzice chcieli chociaż kontynuować j. angielski, za który mogła płacić ale też nie wiadomo co z tego będzie.[/FONT]
W innych klasach nie jest lepiej - dzieci i nauczyciele musza dzielić się salami, pomocami naukowymi, miejscem do pracy, nauki i zabawy. A właśnie jeśli chodzi o świetlicę i salę zabaw to sami nauczyciele nazywają je "salami tortur" Razem świetlica, stołówka i mały pokoik na salę zabaw gdzie nie może wejść naraz więcej niż kilkoro dzieci. Normalnej sali gimnastycznej - BRAK - jest mini salka gdzie nie może się nawet odbyć normalny apel dla dzieci bo się poprostu tam wszyscy nie zmieszczą - apele, rozpoczęcia, zakończenia roku i innego typu spotkania - oczywiście na raty bo trzeba się pomieścić.[/FONT]
Strona sanitarna - też ponad 50-letnia - brak nawet letniej (nie wymagajmy ciepłej wody), żeby dzieci po zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych mogły umyć ręce. Oczywiście nie ma co myśleć o osobnych toaletach dla mniejszych i starszych dzieci - W TEJ SZKOLE WSZYSTKO JEST WSPÓLNE [/FONT]
Ze względu na warunki lokalowe nie ma mowy o tym, żeby dzieci mogły korzystać z oferty zajęć pozalekcyjnych - zajęcia takie odbywają się jedynie w ramach klas - pani od matematyki prowadzi kółko matematyczne dla swojej klasy, Pani od angielskiego kółko j. angielskiego dla swojej klasy itd.[/FONT]

Zamiast boiska - klepisko pełne starych cegieł, drutów, kabli i innego żelastwa.[/FONT]
Szkoła od kiedy ja chodziłam do podstawówki (lata 70/80) miała być rozbudowywania ze względu na to, że wokół niej powstawały nowe blokowiska z ogromną ilością dzieci w wieku szkolnym. W ostatnich 10-ciu latach przy samej szkole powstało i nadal powstaje ogromne osiedle bloków TBS-u i Spółdzielni - wprowadzają się tam z reguły młodsi ludzie z dziećmi i ... zaczyna się szkolny koszmar. [/FONT]
Miasto ani myśli sypnąć groszem na szkołę - radę dałby chyba tylko SANEPID, który przy pierwszej lepszej kontroli kazałby zamknąć szkołę w ogóle ze względu na warunki sanitarne. W budżecie miasta znajdują się środki na remonty mniej leciwych szkół - ich termomodernizację, orliki, generalne remonty. W innej dzielnicy Szczecina powstała w ubiegłym roku piękna, nowa, duża szkoła - za duża jak na obecne potrzeby dzielnicy ale przecież wzięto pod uwagę warunki rozwojowe tej dzielnicy - przypadkiem jest to dzielnica gdzie zamieszkują prominenci z Urzędu miasta wraz z Panem Prezydentem. Szkoła w części stoi pusta, ponieważ nie ma nawet nauczycieli żeby obsadzić wszystkie sale.
Jedynym plusem tej szkoły są osoby tu pracujące - są niestety skazani na takie same warunki jak dzieci, ale stwarzają miłą, przyjazna atmosferę małej szkoły. Nauczyciele robią wszystko żeby dzieci osiągały dobre WRÓBLEWO
Słowo szkoła w dzisiejszych czasach kojarzy się z czasami PRL, chociaż warunki jak na tamte czasy były o niebo lepsze. Za sprawą Pani minister moja pięcioletnia córeczka niestety poszła do szkoły. Pięciolatek z książkami wyprawką koszt skromny 400zł. Do tej szkoły, do której uczęszcza moja córka ja chodziłam 39 lat temu. Zmiany prawie żadnych.
W kwietniu, kiedy zapisywałam córkę nie było mi dane obejrzeć całej szkoły, lecz widziałam sale, w której uczy się moje dziecko zabawki jak za PRL stoły i krzesła wysokie itd. Nerwy mnie poniosły zadzwoniłam do Dyrekcji i pytam czy wymienią stoły i kupią zabawki. Odpowiedz brzmiała nikt mi nie zgłaszał tego problemu,wiec mówię, że ja zgłaszam. Dyrektor dał 500zł na zabawki drugie 500zł dała Rada Sołecka, której jestem członkiem. Krzesełka i stoliki stare, ale wymienił. Natomiast, kiedy weszłam z dzieckiem pierwszego dnia do szatni omal nie padłam..W ścianach dziury do żywej cegły a obrazki na ścianach zakurzone sprzed 24 lat.Pod umywalką tynk odpada.Szok a córka pyta się czy z tej dziury nikt nie wyskoczy kompletna paranoja. Plac zabaw rozwalony. A o jakiś kącikach zainteresowań nie ma, co marzyć. Całe szczęście, że kadra jest miła, ponieważ w przeciwnym razie dziecko wychowałabym na samoluba i sama w domu chyba uczyła. Pani minister zapraszam do wiejskiej szkoły we Wróblewie może chciałaby Pani posiedzieć, chociaż chwileczkę w takiej szatni, co straszy zapraszam. W przedszkolach dzieci mają rytmikę, teatrzyk ,kąciki zainteresowań .Na wsiach zacofanie się szerzy[/FONT]
SULECHOWO
Jestem w licznym gronie rodziców maluchów z rocznika 2006- 5 latków objętych obowiązkiem zerówki. (...)
Towarzysze mojemu dziecku codziennie w szkole widzę jak te maluszki gubią się - są wystraszone - chcą się bawić a nie siedzieć w ławeczkach nawet 15 min. to dla nich za długo. To dzieci, które potrzebują zabawek i zabawy a nie książek. Płaczą, czekają przy swoich ubrankach na rodziców, stoją przy drzwiach i czekają, kiedy do domu. Nie interesują ich zajęcia.
U nas w szkole są 3 zerówki w tym 2 mieszane 6 i 5 latków razem, nie ma miejsca do zabawy dla tych dzieci nie ma nawet zabawek tyle, aby one mogły wszystkie w jednym czasie się bawić. Grupy są liczne po 27 i 21 dzieciaczków a miejsca mało. Pani ucząc czegoś trafia tylko do 6 latków to one biorą udział w zajęciach a 5 latki nudzą się, kręcą, chodzą, wstają od stolików. Nasza grupa nie ma toalet w sali. Muszą przechodzić do toalety w szkole 1-3 wchodzą wówczas między duże dzieci w hałas. Zlewy i muszle są wysoko maluchy myją ręce na palcach - woda leci im po rękach po rękawach, siadają na muszle to się muszą wciągać nogi maja w powietrzu, pisuary są za wysoko chłopcy siusiają po ziemi. Plac zabaw razem z uczniami klas od 1 do 3 jest otwarty. Przychodzą nawet dzieci starsze od klasy 4 do 6 a maluchy się gubią - boja. Na stołówce o 10 na śniadanie: krzesełka są jak dla dorosłych, wysokie.
Szkoła pewnie jak większość szkół nie jest remontowana.

]KIELCE SP 27
Odkąd zaplanowano zaprosić sześciolatki do szkół nic się nie zmieniło:[/FONT]
- zerówka ma wspólne WC z dziećmi klas starszych,[/FONT]
- sala zerówki, mieści się w pawilonie na drugim piętrze- zanim dzieci dojdą do szatni mija sporo czasu, więc wyjścia na dwór są rzadkie i krótkie,[/FONT]
- klasa zerówkowa i klasy pierwsze liczą ok 28 uczniów w tym roku[/FONT]
-lekcje rozpoczynają się również o godzinie 10 czy 11;[/FONT]
- brak placu zabaw, dostępu do sali gimnastycznej, boiska;[/FONT]
- w sali w klasie I nie ma miejsca na dywan, nie ma zabawek, dzieci 45 minut siedzą w ławkach, 10 minut przerwy spędzają na korytarzu[/FONT]
- na stołówce masa dzieci podczas przerw, dzieci same odbierają drugie dania, zupa nalewana do talerza i podawana na prośbę dziecka;[/FONT]
- na świetlicy dzieci z klas 0-IV, dwie sale , dzieci o dużo za dużo- nie ma na tyle krzesełek by usiadła choćby część, brak miejsca na odpoczynek choćby na dywanie;[/FONT]
- liczba dzieci na świetlicy popołudniami uniemożliwia paniom wprowadzenie dyscypliny, a dzieciom możliwość odrobienia lekcji, odpoczynku czy spokojnej zabawy, panuje uciążliwy hałas, brakuje miejsca do zabawy, szafek do ustawienia plecaków- za mało miejsca i opiekunów.[/FONT]
ŚWIDNICA SP 1
Chciałam napisać o nowo utworzonej klasie "0" w Szkole Podstawowej nr 1 w Świdnicy. Utworzono grupę 12 osobową składającą się z dzieci 5 i 6 -letnich. Ponieważ nie był już w szkole wolnej sali zaadoptowano malutką salkę przy kościele. Warunki są żenujące. Salka jest tak mała, że mieści się w niej tylko mały dywan, trzy stare stoliki i regał na kilka zabawek. Żeby rodzice się nie buntowali sprzedano im bajeczkę o losowaniu i tym, że to jest zaszczyt być w takiej grupie. Szkoła nie posiada placu zabaw. Nie wiem jak nauczycielka w takich warunkach może realizować podstawową formę aktywności dziecka jaką jest zabawa i ruch. Moje dziecko ma trafić do tej szkoły jako 6 latek za 2 lata. Mam nadzieję, że nowy minister naprawi ten błąd i zacznie od obowiązku przedszkolnego dla 5 latków, a nie znowu jak przy każdej reformie od końca[/FONT]
KOBYŁKA
(...)
Mogę opisać sytuację w swojej Rodzinie. Mój syn ma 5 lat, nie chodził do żadnego żłobka czy przedszkola (Żona jest nauczycielką na urlopie wychowawczym). W tym roku został wcielony do przedszkola. W jednej grupie są 6-latki i 5-latki tak, że różnica między dziećmi może dochodzić do 2 lat. Niektóre były już w przedszkolu, inne nie. Siadają na małych krzesełkach przy małych ławkach - wygląda to jak jakaś miniaturka zwykłej szkoły. Trwa w godzinach 12.00-17.00 dokładanie rozwalając cały dzień (jak doprowadzić i odebrać dziecko gdy jedno z rodziców jest w pracy, a drugie opiekuje się dwojgiem młodszych dzieci?). Na wstępie informacja, że trzeba kupić podręcznik (85zł), pomoce, przybory (ok60zł) do tego chusteczki, woda, pasta do zębów. Do tego ubezpieczenie (ok.40zł). W ramach tych "bezpłatnych" godzin jest jeszcze teoretycznie nieobowiązkowa rytmika prowadzona przez panią z zewnątrz (25zł miesięcznie). Nie zapisanie dziecka na takie zajęcia stwarza problem, bo nie wiadomo co wtedy (wydaje się , że jako jedyne) miałoby robić. Do tego jeszcze angielski (30zł miesięcznie) i tańce (chyba 28 zł miesięcznie), ale z tymi na szczęście nie ma chyba takiego problemu. Aha, jeszcze Komitet Rodzicielski, teoretycznie nieobowiązkowy (30zł)

Mój syn na początku pozytywnie nastawiony i chętny już po kilku dniach płacze i prosi żeby nie iść...

No, ale co zrobić skoro "niespełnianie obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego podlega egzekucji w trybie określonym w ustawie z dnia 17 czerwca 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (Dz. U. z 2002 r. Nr 110, poz. 968)"

Dla jasności nie mam nic przeciwko przedszkolu DLA CHĘTNYCH, ale to "wyrównywanie szans" przypomina raczej cięcie równo z trawą... (...)

BIAŁYSTOK SP 26

Zacznę od tego, że w szkole są dwie klasy zerowe, w których już się uczą dzieci w wieku 5 lat. Jedną z klas prowadzi pedagog o specjalizacji pedagogika opiekuńczo-wychowawcza, a nie wczesnoszkolna lub przedszkolna. Dzieci po kilku godzinach zajęć sprowadzane są do świetlic (są trzy), które są przeludnione. Świetlice są trzy, ale bez podziału na grupy wiekowe, więc taki pięciolatek czy sześciolatek może kolejne godziny spędzić wśród krzykliwych 3- 5-klasistów.
Toalety nie są przystosowane do takich małych dzieci. Poza tym w pobliżu klas zerowych mieści się toaleta chłopięca, więc ze względu na tę bliską odległość muszą z niej korzystać również dziewczynki.
A szczególnie rażący jest brak placu zabaw dla uczniów klas 0 i I , nie ma nawet porządnego ani jednego boiska. Dzieci biegają po betonowym dziedzińcu lub zmuszone są do korzystania z osiedlowych placów zabaw.[/FONT]
WARSZAWA URSYNÓW
Posłałam syna do tej szkoły do klasy 0 ponieważ jest to nasza szkoła rejonowa i do tej pory miałam z tą szkołą dobre doświadczenia. Obecnie jest dramat. Plac zabaw to wewnętrzne patio z rozklekotanymi dwoma pojedynczymi huśtawkami, dwoma drabinkami z bali i wydeptanym przez dzieci klepiskiem. Poza tym nie ma tam nic. Nowy plac zabaw miał być we wrześniu, ale nie ma. Są plany zaakceptowane przez gminę ale szkoła czeka na swoją kolejkę realizacji projektu (wiadomo wszyscy na raz nie dostana pieniędzy). W klasie jest 28 dzieci, z czego 20-tu chłopców. A chłopcy wiadomo, w tym wieku są bardzo energiczni i nie zawsze potrafią pokojowo rozwiązywać swoje problemy. Efekt - już jest dziecko podrapane na twarzy, inne z podbitym okiem, nie mówiąc o drobniejszych konfliktach i przepychankach. O indywidualnym podejściu do ucznia nie ma nawet mowy. Całe szczęście, że to jest zerówka, a nie pierwsza klasa.... bo klasa już została określona jako trudna. Co będzie dalej? Sytuację ratuje jedynie bardzo fajna i mądra wychowawczyni z wieloletnim doświadczeniem. W niej jedyna nadzieja. I chyba w tym, że zaangażowani rodzice w przypadku powstania zaległości edukacyjnych swojego dziecka sami będą je wychwytywać i w domu będą je nadrabiać, bo w szkole raczej mimo najszczerszych chęci pani nauczycielki jest to raczej niemożliwe przy takiej grupie dzieci. Niby pan dyrektor obiecuje, że w przyszłym roku to się zmieni, że z dwóch klas 0 powstaną minimum trzy pierwsze, ale jak to będzie? Przecież w przyszłym roku pierwszaków będzie jeszcze więcej. A miało być tak pięknie... Dla porównania w tej samej szkole w klasach szóstych jest w jednej klasie 16, w drugiej 18 dzieci. Po prostu nasi rządzący wypchnęli nasze dzieci z przedszkoli w ogóle nie przygotowując wystarczającej liczby miejsc dla nich w szkołach. I niby są: trzy posiłki, małe stoliki, sala podobna jak w przedszkolu, miła pani, ale co z tego jak dzieci po prostu jest za dużo. Co będzie za rok? Szkoła jest nieprzygotowana, aby za rok zmieścić półtora rocznika dzieci.[/FONT]

DULCZA WIELKA gm. RADOMYŚL WLK.


W obecnym roku szkolnym mój syn ur. w 2005 r. rozpoczął edukacje w lasie "0" okazało się że jest łączona grupa 5 i 6 latków, zapisy były już we wrześniu 2010r. Na dzień 1 września w szkole pojawiło się 36 uczniów( 19-6l, i 17-5l ) . Dyrektor zorganizował na wariackich papierach, choć miał rok czasu na to... 2 oddziały , rano od 8-12, i popołudniowy 12-16. Wynika, iż dzieci mają tylko 4 godziny podstawy programowej, ale z barku możliwości lokalowej inaczej nie będzie. Kolejnym problemem była kadra, jak to się tłumaczył z oszczędności gminy, 1- oddział będzie miał nauczyciela, a 2 - popołudniowy dostanie nauczyciela, który obecnie uczy w kl. III .
Kl. III miała być rozbita i uczyć miało 3 nauczycieli jako godziny nadliczbowe - i gdzie tu edukacja zintegrowana, ponieważ pracuje w edukacji ( firma prywatna) troszkę znam się na przepisach i zagroziłam że jeśli zabiorą nauczyciela z III kl. zgłoszę to wyżej. Uległ i zatrudnił jak to podkreślił na 1 rok nową nauczycielkę do zerówki. Wszystko odbywa się na jedną wielką kupę - dzieci poranne mają szafeczki, półki itp... popołudniowe nie mają już miejsca na rzeczy, dzieci są przepychane bo o 12:00 - sala musi być już pusta dla drugiej grupy. Na religię muszą czekać 1 godzinę - wiec snują się po szkole akurat tam gdzie wolna sala, tam siedzą. Ale to wszystko jeszcze mało ... problem pojawi się w kolejnym roku gdyż już dyrektor zapowiedział iż 2011/2012 36 dzieci- 5 i 6 l. będzie prawdopodobnie w jednej klasie I. A jak nie to podzielą ich na Ia - z nauczycielem, i Ib - bez nauczyciela - dostaną 3 nauczycieli i każdy będzie dziennie upychał po 1-2 godzinie - dla mnie jako rodzica to nie do pomyślenia, dziecko od 2 r.ż chodziło do publicznego przedszkola - woziłam go prawie 40 km gdyż w gminie nie było szansy na przedszkole, było pod opieką 10 godzin a ja byłam spokojna o jego zdrowie i edukację. Teraz widząc ten cały bałagan żałuję, że posłałam go do tej szkoły- ze trafił na taki nietypowy rocznik, byłam zdecydowana przenieść go od razu do kl.I o rok wcześniej, aby uniknąć tych przepychanek - ale nie wyraził dyrektor zgody - gdyż uważa ze wprowadzę zamieszanie i inni tez będą chcieli, sama z wykształcenia jestem pedagogiem i jestem przerażona, gdyż moje dziecko w takich warunkach siedzi jak w klatce, niestabilna sytuacja i nie wiadoma jak to będzie.... dyrektor rozkłada ręce i twierdzi , jakoś to przeżyjemy - ale to jakoś będzie jeszcze 7 lat , szkoła zupełnie nie przygotowana, mam wrażenie ze liczą na brak świadomości rodziców - w końcu to środowisko wiejskie- żal mi siebie, dzieci i innych rodziców bo mają taki mętlik w głowie ( gdyby nie córka w III kl, zabrała bym dzieci do innej lepiej zorganizowanej szkoły, ale nie chce już zmieniać im środowiska , w końcu osiedliliśmy się w miejscowości to uważam ze powinna pozostać integracja, ale jestem przerażona sytuacja szkolna ;(Pozdrawiam wszystkich w podobnej sytuacji !może cos się uda zrobić aby nasz dzieci miały godny dostęp do edukacji )[/FONT]
STARACHOWICE SP 9
Jestem mamą 5-cio letniego chłopca i 13-sto letniej dziewczynki. Przy wyborze czy do zerówki posłać syna do szkoły czy do przedszkola, po dniu otwartym w szkole nie mieliśmy wątpliwości, że w żadnym wypadku do szkoły. Mam tu na myśli Szkołę Podstawową nr 9 w Starachowicach. Teoretycznie oddział przedszkolny jest nowym odzdziałem, ale....no właśnie ale, na taki nie wygląda. Jest to oddzielony kawałek korytarza od reszty szkoły za pomocą ogromnej szyby z drzwiami. Sale miniaturowe, dla przybliżenia wyobrażenia o ich wielkości chyba wystarczy fakt, iż jedna z nich powstała z gabinetu higienistki. W jednej, co prawda są ładne nowe stoliki i krzesełka, ale w drugiej już jakieś stare rupieci pomalowane chyba farba olejną, dywany dawno straciły swoja świetność i trudno nawet określić, jaki był ich pierwotny kolor, zabawki stare poprzynoszone przez dzieci ze szkoły. Do tego łazienka - istny koszmar. Niby odmalowana we wściekłym różu, ale i tak budzi jedynie odrazę. Poza starymi zapuszczonymi kafelkami nawet nowa farba nie zatuszuje, ze remont był robiony jak najniższymi kosztami, na zasadzie byle jakoś było. Szczerze mówiąc brzydziłabym się dać dziecku ręcznik do powieszenia w takiej łazience, nie mówiąc już o postawieniu kubeczka ze szczoteczką do zębów. Oczywiście łazienka w odróżnienia od przedszkola, a którym jest przy każdej sali z wejściem z sali, w szkole jest jedna dla wszystkich dzieci i oczywiście miniaturowa. I tu budzi się pytanie, jak dziecko ma się swobodnie załatwić czy umyć rączki, w świetle przepisów obowiązujących w szkołach w myśl, których nauczyciel nie może wypuścić dziecka z sali bez opieki, ale i jednocześnie nie może opuścić sali z dzieckiem pozostawiając resztę dzieci bez opieki. Jakby na to nie patrzeć tali 5-cio latek musi wyjść z sali żeby iść do ubikacji. W takiej sytuacji łamane są przepisy szkolne czy dzieci załatwiają się na komendę? I być może takie pytanie jest irracjonalne i śmieszne, a nawet można powiedzieć, że jest to czepianie się szczegółów i szukanie dziury w całym, ale jesteśmy rodzicami i nikt nas nie pytał o zdanie czy chcemy, aby nasze dzieci poszły do szkoły w wieku 5-6 lat. Małych dzieci, więc nie należy teraz oczekiwać z naszej strony współpracy i wyrozumiałości, a raczej sprzeciwu i zwracania uwagi na najmniejsze szczegóły.[/FONT]
Szkoła, do której syn niestety trafi za rok (oby jednak nie) szczyciła się w dniu otwartym oddzielną sala gimnastyczna dla oddziału przedszkolnego. Słowo sala gimnastyczna jak dla mnie to zbyt szumne słowo. Jest to zwykła klasa, z której zostały wyniesione wszystkie sprzęty, a pozostała goła podłoga, brudne ściany i dołożono kilka sprzętów typu, piłki, kółka, klocki.
Ale to nie koniec. Powstanie oddziału przedszkolnego odczuły też i inne dzieci. Córka już opuściła ta szkołę, ale pierwsze zerówki powstały jak była w drugiej klasie. Wtedy to jeszcze nie było wydzielone. Skończyło się tym, że już jako drugoklasistka nie miała swojej sali i z lekcji na lekcje wędrowała z sali do sali dźwigając wszystkim rodzicom wiadomo jak ciężki plecak. I tak z końcem drugiej klasy stwierdzono u córki początki skrzywienia kręgosłupa. I nikt z nas nie ma wątpliwości, że zawdzięcza to swojej ukochanej szkole, która dba o dobro dzieci tylko w postaci szumnych haseł. Tłumaczenie dyrekcji szkoły było jedno - powstały zerówki, jest za mało sal. Nasuwa się wiec jedno pytanie - skoro jest za mało sal, to, po co dokładać zerówki? Przecież teraz wędrówki z za ciężkimi plecakami zaczynają jeszcze młodsze dzieci. Co z ich kręgosłupami? Czy na prawdę nikogo nie obchodzi los, ani zdrowie naszych dzieci? A tłumaczenie, ze Unia tego wymaga jest głupie. Proponuje najpierw dostosować szkoły a potem wprowadzać reformy, a nie na odwrót, najpierw reforma a potem jakoś to będzie....

Nie mówiąc o tym, ze uważam, iż w tak ważnej sprawie jak obniżenie wieku szkolnego powinno być przeprowadzone referendum. W końcu to nie tylko dotyczy naszych dzieci, ale i nas samych też.
TRZEMESZNO LUBELSKIE gm. SULĘCIN
Chciałabym przedstawić sytuację dzieciaczków ze Szkoły Podstawowej w Trzemesznie Lubuskim gmina Sulęcin, powiat Sulęcin woj. Lubuskie :
-jest jednak klasa czyli "0" zerówka uczęszczają tam obowiązkowo 5-latki i 6-latki razem, oprócz tego jest jeszcze troje 4-latków w klasie jest ich 17 dzieci. Pilnuje ich tylko jedna Pani, która nie ma podejścia do dzieci.[/FONT]
- podręczniki są inne dla 5-latków i 6-latków, w czasie, kiedy Pani omawia podręczniki dla 6-latków to 5-latki skaczą po klasie[/FONT]
- toaleta: są osobno dla chłopców, osobno dla dziewczynek, ale z tych toalet korzystają wszystkie dzieci z całej szkoły od klasy 0 do klasy 6, są zaniedbane, nie przystosowane dla maluszków, które czasami nie dosięgną do wysokich toalet.[/FONT]
- stołówka mieści się na piętrze, na które prowadzi je tylko jedna Pani idąca na początku, na końcu dzieciaczki są bez opieki a schodów jest sporo, oprócz tego dzieci niosą w jednej ręce śniadaniówki, a w drugiej soczki ( to jak mają się trzymać poręczy?)[/FONT]
-oprócz tego dzieci są dojeżdżające, co wiąże się z dużymi zagrożeniami, a autobusy są bez opieki nauczyciela nawet dla tych 5 i 6 -latków. Autobusem jadą wszystkie dzieci z podstawówki oraz dzieci dojeżdżające do gimnazjum. To jest dla nas wstrząs.[/FONT]
WARSZAWA SP 222
Moje dziecko chodziło do szkoły Nr 222 im. Brzechwy w Warszawie. Takiego wyścigu sczurów nie widziałam nigdy. Szkoła ładna i odnowiona, ale tylko na pokaz. Pani w klasie "0" mała i nieporadna, nie radziła sobie z dzieckiem przysparzającym problemy (niegrzeczny i wyzywający wszystkich chłopiec). Sala kompletnie nie przystosowana dla dzieci w wieku lat 6 czy nawet 7. Stoliki ściśnięte pod oknami, otwarte okna zaraz nad głowami maluchów lub na ich plecach, ławki stare i nie nadające się do użytku, zabawki połamane i zdekompletowane (rodzice słyszą tylko dajcie "kasę" to dla waszych dzieci).
Obiad jedzony w pośpiechu i prawie "w locie" przez 15 minut dwa dania. Nikt ich nie pilnował i sami wracali do sal ( w tym czasie biegali po szkole). Najwięcej uwagi poświęcała im woźna i chwała jej za to. Szkoła, która dostała tytuł "szkoła z klasą" i jeszcze jakiś jeden. KOSZMAR. Szkoła nastawiona jedynie na SWÓJ SUKCES kosztem dzieci, ich zdrowia, spokoju oraz kosztem nauczycieli stojących za dziećmi. W tej szkole dyrektorka jest reedukatorem, więc sama też odsiewa dzieci. Tam mówi się wręcz do rodzica: proszę zabrać stąd dziecko, bo u nas jest wysoki poziom. Na szczęście udało mi się przenieść dziecko do innej szkoły. NIKOMU NIE POLECAM, tam wszystko dzieje się na pokaz i dla korzyści dyrektorki. [/FONT]
,,Krajobraz polskiej szkoły'' - czyli 5-latek w szkole wygląda następująco:
Grupa pięciolatków to 26 dzieci i jedna Pani nauczyciel. Nie ma świetlicy dla takich dzieci. Toaleta na innym piętrze, nie ma w sali umywalki ( a to miasto 100 tysieczne). Dzieci płaczą, nie można z nimi posiedzieć nawet przez pierwszy tydzień. Powinny być chociaż skrócone przez pierwsze dni zajęcia ( a jest 5 godzin). Dzieci płaczą i wymiotują z nerwów. Jak jedno dziecko chce siku, to musi czekać aż Pani zejdzie na dół ze[/FONT][FONT=Times New Roman][/FONT][FONT=Times New Roman]wszystkimi, bo same nie mogą wyjść na korytarz.
Czy to jest dostosowana szkoła dla pięciolatka? Jak jena osoba ma sobie poradzić z 26 osobami? W Norwegi przypada na 6 osób jeden Wychowawca (tyle ile zdoła chwycić za rękę).

GNIEZNO
Sprawa wioski Rybno Wielkie w powiecie gnieźnieńskim: W tym roku obowiązkowo dzieci poszły do tzw. "zerówki". Jako, że nie ma tam przedszkola, muszą te dzieci dojeżdżać do pobliskiej miejscowości - do zerówki, która utworzona jest w szkole. Nic w tym dziwnego by nie było, jak tylko to, że 5 letnie dzieci muszą same jechać szkolnym autobusem z całą ekipą dzieci szkolnych (8,9,10,11,12 -letnich)!5 latek sam musi dojechać do szkoły, bo kierowca twierdzi, że to autobus tylko dla dzieci! Horror! Nie godzę się na to! (...)

Szkoła Podstawowa nr 11 w Poznaniu

Witam jestem mamą sześciolatki, która poszła w tym roku do klasy I.
Zaznaczam, że jestem przeciwnikiem reformy, która każe posyłać sześciolatki do szkoły.
Z mężem podjeliśmy taką decyzję z ciężkim sercem, bojąc się o kumulację dzieci za rok kiedy to już przymusowo będą musiały iść do klas pierwszych wszystkie dzieci w wieku lat 6 i pozostałe w przedszkolach i klasach "0" 7-latki.

Dwukrotnie byliśmy na zorganizowanych przez szkołę dniach otwartych, żeby sprawdzić jakie warunki będzie miało nasze dziecko. Wysłuchaliśmy zapewnień dyrektora o pełnym przygotowaniu zarówno sal jak i kadry.
I...........czujemy się oszukani i okłamani. Jesteśmy źli na siebie ale jeszcze bardziej na szkołę i Ministerstwo Edukacji.

Jak więc wygląda rzeczywistość w szkole.

1. Utworzono trzy klasy pierwsze po 29 osób w każdej. Na całe szczęście kilkoro dzieci nie stawiło się 1 września i klasy są 27 osobowe.
(zapewniano nas rodziców, że klasa może mieć maksymalnie 26 osób i że na pewno tak liczna nie będzie).
Wychowawczyni już na pierwszej wywiadówce powiedział, że jest przerażona, że nie ma nawet szans podejść w pierwszym tygodniu do każdego dziecka i zaznaczyć mu co jest zadane, nie mówiąc już o korygowaniu błędów czy udzielaniu wskazówek

2. Klasy są mieszane rocznikami. w jednej klasie są zarówno dzieci z pierwszej połowy roku 2004 i drugiej połowy 2005.
Różnica prawie 2 lat pomiędzy dziećmi.Nikt nie uwzględniał dat urodzenia, dzieci przydzielano chyba na zasadzie losowania ? i to chyba przez woźnego (zapewniano nas rodziców, ze klasy będą oddzielne dla 6 latków i 7 latków a w przypadku nierównej liczby 6 i 7 latków najmłodsze 7 latki dołączą do klasy 6 latków) - niestety na deklaracjach się skończyło, nikt nawet nie próbował dokonać takiego podziału.

3. Szkoła wybrała jako podręczniki "Nowe już w szkole".
Wychowawczyni twierdzi, że dzieci muszą się ostro zabrać do pracy żeby zdążyć z programem.
Już w pierwszym tygodniu dziecko codziennie przynosi jakieś zadanie w książce albo ćwiczeniach. Skarży się, że bolą ją paluszki ( zbyt napięte bo trzeba się już trzymać w liniach). A gdzie okres adaptacji, przyzwyczajania się do spędzania takiej ilości czasu w ławce. Do zapoznania się w grupie, do zapoznania się z nowym nauczycielem? - na to nie ma czasu.
(Zapewniano nas że program jest dostosowany do potrzeb 6 i 7 latków. że spokojnie każde dziecko pójdzie swoim tempem, będzie bez stresu opanowywało nowe umiejętności. Padły nawet słowa, że teraz w szkole bardziej liczy się dojrzałość emocjonalna a nie tyle poznawcza dziecka i to trzeba mieć na uwadze decydując się na posłanie 6 latka do I klasy)

4. dzieci mają część sali do "odpoczynku - wykładzina i worki sakwy...ale jest ich tylko ok 15 więcej się nie zmieści więc nie ma mowy o relaksie a tylko przy tym zatłoczeni służą chłopcom do pierwszych przepychanek.

5. świetlica dla dzieci klas 1 - 3 jest ale jest tak przepełniona, że klasy I i tak pozostają po lekcjach w swoich salach (więc nie ma mowy o psychicznym odpoczynku, nie ma tam gier ani zabawek, dzieci i tak siedzą w ławkach)...ewentualnie przechodzą do sali klasy "0" a dopiero po godzinie 15 mogą zejść do normalnej świetlicy.

6. swój oddzielny korytarz dzieci maja na 2 piętrze a szatnia w piwnicach (ciągłe wędrówki po schodach pełnych starszych dzieci). Szatnie są obskurne, brzydkie. Niektóre dzieci w ogóle boją się tam chodzić.

7. Język angielski w tak licznej klasie jest lekcją która niczego nie wnosi - dzieci na pierwszej lekcji nie zdążyły nawet się przedstawić. Po pierwszych 10 osobach reszta już nie uważała (informacja od pani anglistki która jest przerażona wizją takich lekcji)

To tylko kilka przykładów na to że szkoły absolutnie nie są przygotowane na przyjęcie 6 latków a nawet 7 latków a rodziców się oszukuje.
Zawiedziona i przerażona mama.


Kwidzyn Szkoła Podstawowa nr 2

Smutną wiadomością jest to że na trzech sześciolatków w klasie jeden nie zdał do drugiej klasy a dwoje otrzymało promocję z zastrzeżeniami dla rodziców aby popracowali nad dzieckiem.


Toruń SP nr. 34
Ze względu na szybki rozwój, łatwość uczenia się, przebywanie stale ze starszymi dziećmi (...) oraz stabilność emocjonalną, zdecydowaliśmy posłać dziecko do szkoły o rok wcześniej . Mimo sprzeciwu wobec nowej reformy ! Dziecko wykraczało intelektualnie, emocjonalnie i wzrostowo poza poziom wiekowy. Jest o głowę wyższe od każdego sześciolatka. Mieliśmy taki wybór i zdecydowaliśmy ominąć etap zerowy w przedszkolu, ponieważ w/g nowej podstawy dziecko w zerówce nie może się uczyć czytać i pisać ( wyrównanie szans ?!) Byłby to stracony czas dla dziecka które zna alfabet i czyta proste wyrazy, liczy w zakresie do dziesięciu. Decyzja była także podejmowana pod wpływem presji następnego ,, łączonego rocznika? gdzie rodzice tego wyboru już nie będą mogli mieć.
Już rozpoczęcie roku szkolnego było dla nas szokiem. Szkoła rozpoczęcie roku zrobiła dla wszystkich oddziałów I ?VI. Dzieci siedziały stłoczone jak gąski, nie wiedząc o co chodzi. Nasze młodsze dziecko zna bardzo dobrze szkołę, bo prawie codziennie w niej było po rodzeństwo. Mimo tego popłakało się, przygniecione tłumem, szumem, bałaganem i chaosem jaki na początku panował.

Dziś jest czwarty dzień pobytu w szkole.
- Klasa bardzo mała zapisane 16 dzieci.
- klasa łączy sześciolatki ( tak jak moja córka) i siedmiolatki
- Klasę dzieli z drugą równoległą klasą w systemie zmianowym. Nie ma regularnych godzin porannych !
- W klasie jest co prawda dywan, ale zastawiony ostatnimi rzędami ławek.
- Nie ma osobnych szafek dla dzieci. Mogą zostawić podpisaną teczkę z farbami, pastelami i blokiem
- Żadnych zabawek.,
- Ławki dostosowane dla młodszych dzieci ( za małe dla klas trzecich które także korzystają z tej sali lekcyjnej!)
- Jedna wspólna szatnia dla dwóch klas pierwszych, dwóch trzecich i jednej drugiej. Jeden powiększony boks! Owszem rodzice mogą wejść z dzieckiem. Nie radzę na przerwie sprawdziłam. Wieszaki za wysoko jak na sześciolatki. Siedmiolatki także mają problem
- Stołówki brak.
- Catering wymuszony prośbami rodziców, podawany jest w świetlicy!
- Odziały 0, 1,2,3 teoretycznie znajdują się na końcu korytarza, ale z toalety korzysta cała podstawówka. Szkoła we wspólnym budynku ma także gimnazjum, które zajmuje wyższe piętra. ( wczoraj pomagałam zapłakanej PIĘCIOLATCE !!! skorzystać z toalety która była dla niej za duża a papier za wysoko!!!
- W łazienkach jest papier przed wejściem do kabin i ,, okresowo ? mydło.
- Przejście do szatni, świetlicy, biblioteki, sali gimnastycznej to przejście przez wspólny hol dla całej szkoły
- Dzieci wychodzą przy ładnej pogodzie na dwór, gdzie jest ładny plac zabaw. Szkoła ma duży i zadbany teren zielony.
- świetlica teoretycznie z pierwszeństwem dla młodszych ale w praktyce dla wszystkich. Fajne panie, dzieci czują się dobrze.
- brak cichej świetlicy do odrabiania lekcji ( kotłują się wszyscy i robią wszystko)
- żadnych zabezpieczeń kaloryferów, ostrych kantów itp.
- tylko realizacja 19 godziny nauczycielskiej zapewnia jakiekolwiek zajęcia dodatkowe po lekcjach. ( tak było w zeszłym roku ) na razie u młodszej cisza.
Młodsze dziecko powoli się przyzwyczaja. Lubi nową klasę. Czuje się w miarę dobrze, tylko dlatego że spędziło w tej placówce wiele czasu i jest zaznajomione z terenem i zasadami. (...) Mimo to realia ją trochę przerosły.
Dla przeciętnego sześciolatka zetknięcie się z takim stanem faktycznym to SZOK. Dodam że szkoła uchodzi za dobrą i przyjazną!

W przyszłym tygodniu mamy spotkanie w sprawie łączenia dwóch klas pierwszych ( do jednej z nich chodzi moje dziecko) Klasa miałaby być trzydziestoparo osobowa! ( siedmio, sześcio- latki)
Jednym z argumentów którymi kierowaliśmy się przy wyborze szkoły i podjęciu decyzji aby ,, skazać ? naszego sześciolatka na wcześniejszą edukację, były nieliczne klasy .
Jestem pedagogiem i widzę że choćby najlepszy nauczyciel nie zaradzi braku przygotowania szkół na zetknięcie się z nową reformą. Szkoły są nieprzygotowane na przyjęcie sześciolatków . Nawet te najlepsze. Papier wiele zniesie ale czy nasze dzieci...


Szkoła nr 11 Ursus

Syn poszedł do pierwszej klasy za gorącą namową Pani Dyrektor, nie byliśmy w pełni przekonani, ale miało być jak na wakacjach.

Codzienne przychodzenie na świetlice w godzinach szczytu do sali około 40m2 to dzieci w ilości 100 osób. Zgiełk, ścisk, hałas nie do opanowania oraz krzyk pań nauczycielek - opiekunek.
Lekcje (7 klas I- ych) na 3 zmiany. Lekcje miały być 15 - 20 minutowe a potem zabawa, jakże szybko okazało się, że panie maja taki sam program jak dla 7 latków, i że gonią ich terminy. Syn codziennie do domu przynosił lekcje + ksero na kartkach, gdzie praca domowa zajmowała mu czasami ponad godzinę.
Częste uwagi wychowawczyni w dzienniczku, ze syn ma brzydki charakter pisma i kręci sie na lekcji, ze ciężko mu się skupić. Po rozmowach z psychologiem doszłam do wniosku, że dziecko nie może mieć ładnego pisma, bo dopiero w 7 rż. wyrabiają się mięśnie dłoni. Syn przychodził zestresowany, zrozpaczony, bał się szkoły. Na pierwszym zebraniu poinformowano nas, że jesli dziecko nie będzie dawało sobie rady na zajęciach do listopada możemy przenieść go do zerówki. Chcieliśmy to zrobić, to powiedziano nam że zrobimy dziecku krzywdę, a na koniec roku szkolnego powiadomiono nas, że lepiej by syn jeszcze raz poszedł do pierwszej klasy, bo prawdopodobnie nie da sobie rady w klasie II, chociaż zaliczenia z edukacji miał bardzo dobre, tylko z zachowania były gorsze. Ręce mi opadły... Syn strasznie to przeżył, płakał przez całe wakacje.
Panie nauczycielki komletnie nie przygotowane do opieki nad sześciolatkami, brak wiedzy psychologicznej, najlepiej by było: siedź, słuchaj, nie ruszaj się!
Kiedy chodziłam do Pani dyrektor na rozmowy z prośbą o interwencję np w sprawie świetlicy, że są problemy to dowiadywałam się, że Panie nie są pedagogami tylko opieką i nie mają wiedzy co do opieki nad dziećmi i mogą popełniać błędy. No cóż, szkoda, ze nikt nam nie chciał pomóc. Zabrałam dziecko ze szkoły, poszłam do innej a w wieku 7 lat skończyły się problemy

Rybnik
(z forum Rzeczpospolitej)
W tym roku szkolnym posłałam mojego syna do I kl. Nasza szkoła jest mała i integracyjna więc nie ma większych problemów z wprowadzeniem takich zmian, dlatego też zdecydowaliśmy się posłać go wcześniej. Jednak widząc co się teraz wyprawia i żałuję !!! Najpierw gimnazjum (największa katastrofa reformy szkolnictwa) teraz odbieranie dzieciom dzieciństwa!!! Zamiast znaleźć pracę dla ludzi i tym samym były by pieniądze na emerytury czy renty, to zamiast tego każą dzieciaczkom się uczyć zamiast bawić!!! Mój syn ma 24 godziny lekcyjne tygodniowo – przecież to udręka wysiedzieć tyle godzin dzieciom które powinny się wyszaleć i wybawić! Gdy przychodzą do domu i mają odrabiać lekcje to z płaczem siadają do biurek zamiast siadać do klocków czy lalek na podłodze.


SP 7 ŁÓDŹ
Jestem mamą 4 letniej dziewczynki. Moim zdaniem nie tylko szkoły nie są i nie będą gotowe do 2014 roku na przyjęcie sześciolatków, ale też podejście nauczycieli wobec najmłodszych dzieci się nie zmieni. Koleżanka posłała sześcioletnie dziecko do Szkoły Podstawowej nr 7 w Łodzi i niestety bardzo się rozczarowała brakiem zrozumienia ze strony nauczyciela wobec zachowania jej dziecka. Nauczycielka zarzuca dziecku, że za dużo zadaje pytań np. Pani siada na biurku pada pytanie, „Dlaczego Pani siada na stole? Przecież nie można." Albo Pani każe skreślić błędny tekst w książce. Dziecko podnosi paluszek i mówi "Mamusia mi nie pozwala kreślić w książeczce". Pani na te pytania dziecka nie odpowiada, tylko wstawia uwagę do dzienniczka, że dziecko źle się zachowuje wobec nauczyciela. Inny przykład. Niektóre sześciolatki doskonale radzą sobie z kartami pracy i są w stanie skończyć zadania szybciej niż inne dzieci, za to nie potrafią usiedzieć przez kolejne 20 minut w ławce nudząc się. Nauczyciele obiecują dodatkowe zadania dla zdolnych dzieci żeby właśnie się nie nudziły przez ten czas. Niestety na obietnicach się kończy, dodatkowych zadań nie przygotowują, ale wzywają rodziców do szkoły, bo ich dziecko źle się zachowuje - wierci się, rozmawia, je kanapkę.
Przecież to sześciolatek, któremu należy wytłumaczyć zasady szkolnej rzeczywistości a nie karać za reformę. Emocjonalnie sześciolatki bardzo różnią się od swoich siedmioletnich kolegów, niestety nauczyciele nie biorą tego pod uwagę. Uważam, że jeśli MEN chce zapewnić dostęp do wysokiej jakości edukacji to przede wszystkim nie powinien spieszyć się z reformą, ale zbadać jakość nauczania i podejście nauczycieli do ucznia we wszystkich szkołach, bo jak na razie z opinii znajomych rodziców wiem że nauczyciele obiecują pomoc młodszym dzieciom ale z obietnic się nie wywiązują. Do 2014 roku podejścia nie zmienią.
Mamy 4-latków.

Wkleiłem tylko wybrane kwestie resztę sobie można poczytać na podanych stronach
Ostatnio edytowane przez Arapaho : 28.03.2012 o godz. 09:21.
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej