Czy jednak ta argumentacja jest taka do końca nietrafiona? Wszystkie przeliczniki wskazują na to, że liczba dzieci na jednego nauczyciela jest niska w stosunku do tego co mamy w Europie, czy na świecie. Znaczy to tyle, że liczba nauczycieli, wychowawców, pedagogów, a także liczba szkół, która się poniekąd z tym wiąże kosztuje nas dużo więcej niż ma to miejsce w USA, czy w Niemczech. Kosztuje więcej, czyli obciąża samorządy (Gmina Wołomin wydaje niemal 50% budżetu na edukację, choć ten udział spada systematycznie z roku na rok o kilka %), budżet państwa, a w efekcie obywateli.
Co można w tym wypadku zrobić?
1. Zatrudniać mniej nauczycieli.
2. Zmniejszać liczbę klas kosztem ich wielkości (30-40 uczniów w klasie).
3. Zmniejszać liczbę jednostek.
Pierwsze będzie najtrudniej ruszyć, gdyż nauczyciele są dobrze chronieni i nie będzie tego można zrobić od tak od ręki.
Drugie się już dokonało same. Teraz w szkołach (Wołomin, Elbląg, Warszawa, Opoczno - tutaj się orientuję jak to wygląda) w klasach często jest po 25 dzieciaków na klasę, a nieraz nawet bliżej 20. Jakieś 15-20 lat temu standardem było 30-35 dzieci w klasie (najmniej miałem 32 w klasie, a klas było 4 na rok, teraz w tej samej szkole są 2 klasy po 2x dzieci).
Trzecie najbardziej bolesne i nie do końca przeze mnie zrozumiałe to likwidacja/racjonalizacja szkół. Pierwszy wariant musi mieć naprawdę uzasadnienie, aby można go uznać za konieczny, a drugi musi być robiony z głową. Sam protestowałem w ubiegłym roku przeciwko przeniesieniu gimnazjum z mojej byłej szkoły do innej i zostawienie największej szkoły w Wołominie tylko dla dzieci z klas 1-6. KO Warszawa nie miało tak naprawdę pojęcia jaką decyzję chce podjąć, gdyż to wszystko jest robione na poziomie administracyjnym, zupełnie oderwanym od rzeczywistych potrzeb mieszkańców i dzieci.
Jako ciekawostkę podam dane z GUS-u dla mojego powiatu.
http://www.stat.gov.pl/vademecum/vad...ki/Wolomin.pdf
Między rokiem szkolnym 2008/2009, a 2010/2011 nastąpił spadek liczby uczniów w:
- szkołach podstawowych z 3325 do 3274: -51
- szkołach gimnazjalnych z 1845 do 1746: -99
Problem jest niewątpliwe. Zamykanie szkół uważam za przesadę, choć tak jak w wypadku niektórych liceów warszawskich, które zamknęli nie było to przegięcie, ale w wypadku gimnazjum obok mojej roboty już tak i rodzice walczą o swoje.
