wolfy napisał(a):

Niestety - bardzo prawdopodobną odpowiedzią jest: "nic". Patryk był podłamany tym jak klub go traktuje, więc w pewnym momencie postanowił "im" pokazać.
Wątpię również, żeby świadomie postawił na szali swoją karierę. Możliwe że dopiero po zawieszeniu dotarło do niego, że może być niewesoło.
Ujmując rzecz inaczej: IMHO to nie była zaplanowana akcja. Raczej spontaniczne strzelenie sobie w kolano. Klub też oberwał, ale ponosi dużą część odpowiedzialności za całą akcję. Osobiście zgadzam się z tym, co napisał A. Kałwa.
Swoja drogą: jak na tak krótki okres Moskal został wyjątkowo dokładnie przeczołgany. Zaczął z piętnem "tymczasowego trenera", musiał firmować burdel w klubie i zimowe okienko transferowe swoim nazwiskiem, a na koniec został potraktowany jak śmieć. Bo Cupiałowi się punkty w tabeli nie zgadzały...
|
Chłopie, jak się z Tobą zazwyczaj nie zgadzam i czasami zęby mnie bolą jak czytam Twoje posty - tak tutaj pełna zgoda. A już za wytłuszczone zdanie hiiiigh five!.
Ale to porusza inną kwestię.
Z Małeckiego taki Wiślak, że "ich" (czytaj Basałaja i zarząd) pomylił z Kazimierzem Moskalem - jedną z niewielu nam wspólczesnych wiślackich legend. Pomylił człowieka o którym po kilkunastu latach wciąż śpiewa się na Reymonta pieśni (ilu takich mamy?) z Prezesem Klubu - facetem, który nie chciał dać mu podwyżki.
Moskala Patryk Małecki powinien darzyć szczególną atencją i szacunkiem.
Bo jeśli czegokolwiek się ten ćwok (szukałem delikatnego słowa) przez te kilka lat gadania o przywiązaniu do barw miał nauczyć, to tego m.in., że "Moskal Kazimierz, nie rusz Kazika...". I nie o znajomość tekstu samej przyśpiewki mi chodzi (bo Patryk zapewne ją zna) ale jej nieco głębsze znaczenie.
A jeszcze wcześniej, kibiców Wisły, którzy gwizdami (tylko lekkimi gwizdami, nie tam żadnymi zdrowiu zagrażającymi poczynaniami) śmiali wyrazić niezadowolenie z jego bezproduktywnych, egoistycznych i nonsensownych poczynań piłkarskich w meczu z Lechią również z owymi "nimi" pomylił i kazać iść sobie na stadion po drugiej stronie Błoń. Ha! Pomylił 50 letniego z okładem Bogdana Basałaja, meżczyznę o dość pospolitej urodzie, lekkiej nadwadze i nieco pretensjonalnym sposobie bycia z kilkoma tysiącami ludzi, z których spora część na Wisłę chodzi kilkadziesiąt lat, wyjazdów ma więcej niż Patryk poprawnie działających synapsów i która - na swoje nieszczęście - na starość odkryła w sobie słabość do pieczonej kiełbasy.
Taki ten nasz Patryk łebski.