|
To co teraz napiszę jest po prostu niedorzeczne, ale w polskich klubach i przy menadżerach pracujących dla piłkarzy grających w Polsce, wszystko jest możliwe...
A może to jest tak, że Dudu Dahan ma już jakiegoś chętnego na Meliksona, ale tylko wtedy gdy jego cena nie będzie zbyt wygórowana. Wiadomo, że gdy Melikson większość meczy przesiedzi w gabinetach lekarskich czy na ławce, to cena za niego automatycznie zmaleje.
Maor ma już swoje lata i to ostatni dzwonek, aby odejść do jakiegoś topowego klubu. Dahan być może mąci mu w głowie i to on wymyśla te wszystkie historie z kontuzjami, leczeniem za granicą itd. Melikson mając zapewnienie od menadżera, że po sezonie i tak odejdzie do znacznie lepszej ligi nie będzie tutaj grał na 150 %, bo ewentualne niepowodzenia czy też większe urazy mogą się źle dla niego skończyć. Swoje umiejętności już pokazał w wielu spotkaniach i to jest podstawa dla innych klubów, że można na nim polegać.
Zaraz ktoś napisze, że klubowi lekarze zauważyli by, gdyby Maor coś symulował. Obawiam się jednak, że ludzie zatrudnieni na tych stanowiskach w Wiśle, potrafią tylko zrobić piłkarzom masaż i zapytać gdzie ich dokładnie boli... Te kontuzje (szczególnie mięśniowe) w naszym zespole zdarzają się zdecydowanie za często i piłkarze z zimną krwią mogą to wykorzystywać. A jeśli jest inaczej, to znaczy, że wszyscy piłkarze Wisły nadają się tylko do grania w futbol przed monitorem.
|