Wyświetl pojedynczy post
emj10
Senior Member
 
Od: 05.2006
Skąd: Opoczno/Warszawa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#16118
Stary 13.03.2012, 22:19
Mimo, że zawsze byłem zwolennikiem uproszczenia prawa/deregulacji (zaczynając od prostej skali podatkowej jednostopniowej/dwustopniowej bez żadnych ulg, a kończąc na ograniczeniu ilości wszelkiej maści parapodatków oraz wymogu składania najróżniejszych papierów - zaświadczeń i oświadczeń) to w tym wypadku zaczynam widzieć tą całą reformę w "ciemnych barwach". Oczywiście patrzę na to wszystko z perspektywy tego "licencjonowanego", którego z pewnym stopniu może dotknąć otwarcie rynku, powstałe w ten sposób zamieszanie wśród usługobiorców, kociokwik nowych młodych gniewnych na pniu rejestrujących pierwsze w życiu działalności gospodarcze oraz na pewno zwiększona konkurencja, a także dumpingowe ceny niektórych usług (wystarczy wspomnieć o punktach kserograficznych, które oferują pewne usługi niemal poniżej kosztów wycinając z rynku gro punktów usługowych działających na mniejszą skalę). Wstępnie sądziłem, że dojdzie do pewnej klasyfikacji tych zawodów do regulacji, ale nie pod kątem tego, że na pierwszy rzut każde ministerstwo daje po 20% wybranych zawodów innych kryteriów zwyczajnie nie przewidując, a miałem nadzieję, że ocenią ryzyko takiego ruchu w przypadku każdego zawodu, stwarzając następnie listę zawodów, w których takie ryzyko jest względnie najmniejsze i możliwe do zaakceptowania. Następnym krokiem powinno być stwierdzenie, czy otwieramy zawody zupełnie, czy idziemy na układ z daną korporacją (przykład via notariusz). Traktowanie zawodów wybiórczo, tak że jedne wymagają tylko wykształcenia średniego, a drugie wyższego specjalistycznego (konkretnego, a nie abstrakcyjnego) i w dalszym ciągu kilku lat praktyki (5+3 lata więcej zanim wejdzie się w pełni na rynek pracy w tym zawodzie) na mój gust jest zwyczajnie nie fair. Jeśli otwieramy zupełnie zawód taksówkarza, pomijamy limity taksówek w mieście obowiązujące na całym świecie, wymogi meldunkowe oraz egzamin z topografii miasta to nie stawiamy żadnego wymogu formalnego typu (wykształcenie, czy inny papierek), a jedynie wymagamy, aby działalność nie odbywała się na lewo (paragon/faktura za usługę) oraz oczekujemy tego, aby usługodawca spełniał pewne wymogi bezpieczeństwa. W przypadku notariusza sytuacja nie jest już tak jednoznaczna. Wymóg posiadania wykształcenia wyższego z elementami prawa jest w tym wypadku konieczny, ale czy konieczne jest ukończenie kierunku "prawo"? Mając dwa-trzy razy w tygodniu kontakt z notariuszem doskonale sobie zdaję sprawę, że sumiennie wykształcony administratywista, albo osoba, która skończyła specjalizację prawną na uczelni ekonomicznej mogłaby równie dobrze sprawować ten zawód. Kolejny aspekt tego otwarcia, czyli skrócenie z 2,5 do 2 lat okresu praktyki dla przyszłych notariuszy (z 3,5 do 3 lat dla radców i adwokatów) też nie wzbudza u mnie wielkiego entuzjazmu. Zostaje po staremu przy zachowaniu "innych" rygorów, które przy pewnych działaniach mogą zostać wciąż takie same. O zawodach typu architekt, budowlaniec, czy lekarz nie ma co pisać, gdyż chyba wszyscy zgadzają się z tym, że te zawody powinny być w dalszym ciągu regulowane, z tym że choćby na przykładzie architekta mamy obecnie minimum 3 rodzaje osób sprawujących ten zawód: po technikum architektonicznym bez studiów wyższych po odbyciu odpowiednich szkoleń w danych czasach, po stopniu inżyniera oraz po zdobyciu mgr inż. Spraw związanych z nieruchomościami nie będę komentował, gdyż czekam na to co pojawi się w oficjalnych dokumentach rządowych.