it napisał(a):

Ja bym poszedł nawet dalej. To że nie strzelamy bramek, to wina Pareiki o Wielki Zorientowany.
Jakoś za czasów Żurawia, Franka i Kuźby nie ważne było kto gra w obronie ( a grały tuzy typu Paszulewicz, B. i M. Zając czy Jop), bo nie ważne było ile stracimy goli, ważne było, że strzelimy i tak więcej.
Kwestia była czy 3, 4 czy może 6.
I dało się.
|
W tych czasach o których piszesz, to nawet w europejskich pucharach, jak był klops w obronie to nie było tragedii, zawsze były widoki na to, że Wisła więcej strzeli, niż straciła.
Do wymienionych przez Ciebie piłkarzy dodam Szymkowiaka, Kosowskiego, czy Uche. Siła ofensywna o której dzisiaj możemy pomarzyć.
Dzisiaj każdy błąd w obronie kosztuje nas nieporównanie więcej, niż wtedy. Ale też rywale nie boją się, że ich zdemolujemy i nacierają bez kompleksów nawet na Reymonta 22.