|
Teraz jest taka tendencja i chyba słuszna , która przyszła z zachodu, że wynagrodzenie składa się z dwóch elementów. Podstawa, zazwyczaj mała, plus wysokie prowizje. Rzecz jasna są zawody które ciężko pod to podczepić ale 3/4 tego co jest na rynku spokojnie tak można potraktować. Dlatego dziwie się czemuż to Wisła tak nie podpisuje zawodników. 1700 plus premie. Za remis np 10 tysięcy a za zwycięstwo 50. Krótka piłka, wyrywasz to zarabiasz, remisujesz to dorabiasz, przegrywasz to przegrywasz. I tyle. A tak swoją drogą na zachodzie to mniej więcej tak jest, że jak nie grasz to na suchary kasy ci wystarczy, co najwyżej. U nas jak masz podstawę 40 tysięcy to rzeczywiście może niechcieć się biegać. Z drugiej strony żaden leszcz nie podpisze umowy tak skonstruowanej jak napisałem powyżej. Bo sie boi,że zaraz zostanie z niczym. A tak ? wygram,przegrywam,zremisuje, jeden huj. Nie, róznica między wygraną , remisem a porażką musi być kosmiczna.
Zaznaczam, że nie wiem jak skonstruowane są umowy w klubie, chodzi mi o proporcje, ale jak są one nie za wielkie to towarzystwo może nie mieć motywacji do gry. Albo o zgrozo takie coś jak zarobki gwarantowane!
Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne.
|