Bardzo fajny, wyważony tekst na temat Patryka.
Najtrafniejszy zaś wstęp, jakby żywcem wzięty z naszego forum...
A. Kałwa napisał(a):
(...)
- No bo, umówmy się, słabo grał ostatnio, prawda? - tłumaczył to sobie młody kibic.
- Wcale nie grał! Nigdy nie grał! Zawsze się obijał się! - kibic starszy postanowił być bardziej radykalny.
- Bo to słaby piłkarz jest... - przebijał starszego kibica kolega.
- Miał szczęście, że mu w Wiśle w ogóle pozwolili grać! - dodawał starszy pan z laseczką - Z moich czasów, w niezapomnianym roku 1904, gdy niejaki Jedziniak...
- Taki tam piłkarzyna i co on w ogóle osiągnął? - czwarty kibic choć przegrywał walkę ze zdrowym rozsądkiem, był w czołówce konkursu na ''radykała miesiąca''.
- Tylko o kasę mu chodzi, tylko o kasę! - warczał zażywny pan z tupecikiem, choć czuł, że nie przebije przedmówcy.
- Jeszcze! Dajesz! - doktorant zakładu psychologii społecznej jedną ręką dolewał oliwy do ognia, a drugą prędko notował, ciesząc się, że jego doktorat na temat psychopatologii okołofutbolowej będzie kamieniem milowym, przełomem i fundamentem.
(...)
Nieumiejętność przegrywania czasem wywołuje u Małeckiego egoistyczny odruch: ''A gońcież się, bajoki, skoro nie potraficie grać i strzelać bramek drużynowo, to oddawać piłkę i won mi z drogi''! Wkurzające? Bardzo. Tylko, jakimś dziwnym trafem, Małeckiemu często ten numer wychodzi, że przypomnę wygrany mecz z APOEL-em czy zeszłosezonowe dwa mecze z Arką Gdynia. Zresztą, gdyby tak dobrze policzyć punkty zdobyte dzięki jego grze w zeszłym sezonie, to mogłoby się okazać, że swoimi bramkami i asystami zasłużył na tytuł MVP drużyny na równi z Meliksonem. Warto, by ci wszyscy, dla których Patryk Małecki w ostatnim tygodniu automagicznie stał się ''przeciętnym piłkarzem, któremu Wisła robi łachę'' znali proporcją i pamiętali, że tutaj nikt nikomu łachy nie robi (w Wiśle zwłaszcza) i jeśli Małecki ma w dorobku medale mistrzostw Polski (trzy złote, jeden srebrny) to tylko dlatego, że ciężko sobie na to zapracował. A raczej: zapracował sobie i drużynie.
(...)
Po drugie - kontrakt
Krytycy Patryka Małeckiego zarzucają mu, że nie skupia na grze, bo chce wytargować od klubu jak najwięcej. Jasne, przedłużające się negocjacje na pewno nie wpływają dobrze na postawę zawodnika - nikt nie lubi grać nie wiedząc, na czym stoi, każdy lubi czuć się doceniany. Ale tu znowu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. To nie Małecki przyszedł do zarządu tupiąc nóżką i żądając podwyżki, tylko klub, bojąc się, że piłkarz mógłby skorzystać przyszłości z prawa Webstera, przyszedł do Małeckiego z propozycją renegocjacji obowiązującej do 2013 roku umowy. I teraz zagadka: kiedy przyszedł?
...
Nikt nie wie? Latem. Poważnie. Negocjacje z Patrykiem Małeckim trwają od sierpnia 2011. Ktoś jeszcze się dziwi, że mogło to mieć wpływ na rozproszenie, zdenerwowanie i rozgoryczenie zawodnika (jesienną kontuzję litosiernie pomińmy, bo jeszcze ktoś zarzuciłby piłkarzowi, że pewnie symulował i musielibyśmy skończyć rozmowę)? Zresztą, to nie pierwszy przypadek, kiedy klub usiłuje zaoszczędzić na Małeckim - pierwsze profesjonalne negocjacje Wisły z piłkarzem miały miejsce w 2009 roku. ''Mały'' grał wtedy na kontrakcie juniorskim, trener Skorża wyciągnął go z cienia (i z ''Cienia''), zamienił w maszynkę do zasuwania po skrzydle i podawania piłek Pawłowi Brożkowi, kibice Wisły klęczeli i bili czołem, kibice innych drużyn, zgrzytali zębami z zazdrości, prasa wciskała Małeckiego do reprezentacji... A Wisła negocjowała. Długo, dłuuuugo, bardzo dłuuuuugo... Poszło o jakieś grosze (ekstraklasowe grosze, oczywiście) - pięć tysięcy czy coś w tym stylu.
Małecki grał świetnie, ale po paru tygodniach zaczął sprawiać na boisku wrażenie mocno rozkojarzonego. I w sumie trudno się dziwić: robi, co może, bramki strzela, bramki wypracowuje, w klubie zakochany jest jak Zbyszko w Danuśce, a tu się okazuje, że to nic nie znaczy, bo klub chce zaoszczędzić 5 tysięcy złotych polskich, co raczej nie świadczy o nadmierny szacunku czy docenieniu... Minęło jeszcze parę tygodni i forma młodego pomocnika zaczęła ''siadać''.
- Ha! Tum cię czekał! - wrzasnął zmysł ekonomiczny klubu - Forma ci ''siadła'', cienki jesteś jak Labinot Haliti i jeszcze masz czelność targować się o pięć tysięcy? A znasz-li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa i klub, w którym Reyman z Kmieckiem grali-o-najwyższe-cele?
Kontrakt podpisano na warunkach klubu. Wszelkie podobieństwa do osób i negocjacji z okresu sierpień 2011 - luty 2012 są zapewne całkowicie przypadkowe, bo przecież nie znamy przebiegu owych negocjacji. Na razie więc Patryk Małecki wciąż zarabia 30 tysięcy plus premie. Na marginesie warto dodać, że przykładowy Kew Jaliens zarabia 120 tysięcy, a jaki był i jest wkład obu piłkarzy w grę i wyniki w Wisły... takie niedomówienie. Zaprawdę, racje ma Andrzej Juskowiak, kiedy mówi, że wychowanek (względnie osoba głośno deklarująca gorące uczucia do klubu) ma przerąbane, bo dział księgowości zaczyna rozmowy od: ''Skoro nas tak kocha to powinien grać za darmo albo nam jeszcze dopłacić za tę niesamowitą łachę''...
(...)
Piłkarz skopał koszulkę własnego klubu - no, wicie - nerwy. Inny piłkarz po pijanemu spowodował wypadek? E, tam - ile on tam wypił, pół litra na dwóch, zresztą, po co mu baba właziła pod koła? Kolejny piłkarz handlował meczami, wyrok ma i w związku, i w sądzie powszechnym - ''no, panie, takie czasu, a zresztą młody, był, głupi, i dobrze gra w piłkę''. Trener handlował meczami, robiąc idiotów z piłkarzy i kibiców? Ale przecież to świetny fachowiec, wyniki ma, sympatyczny jest... Działacz robi przewały, prezes nie ma pojęcia o tym, co i dlaczego robi, skupia się wyłącznie na za ile - no, hehehe, wicie-rozumicie... Kurczę, jakoś nie było publicznych apeli o wyrzucenie ich z klubu czy ze sportu - wręcz przeciwnie, tysiąc usprawiedliwień.
(...)
Zresztą profesjonalizm obowiązuje we wszystkie strony. Piłkarz powinien zachowywać się profesjonalnie, media nie powinny nakręcać afery na podstawie ''ktoś powiedział że ktoś powiedział, że ktoś powiedział'' (zwłaszcza, gdy już następnego dnia okazuje się, że ktoś, co prawda, powiedział, ale komuś innemu i coś zupełnie innego), a klub... No właśnie - klub. Rozumiem, że Wisła może mieć Patryka Małeckiego dość, bo naprawdę ileż można... Ale pamiętam, że jeszcze nie tak dawno Maciej Skorża radził sobie z Patrykiem Małeckim całkiem nieźle, zrobił z niego rzetelnego piłkarza, harującego co tydzień na całym boisku, gryzącego trawę ''w imię miłości kochanej ojczyzny'', a o aferach nie było słychać. Angielskojęzyczny trener Maaskant też potrafił ukierunkować ''charakterek'' Małeckiego wyłącznie boisko. To jak to jest - wtedy się dało, a teraz się nie da? A może różnica polega na tym, że wtedy się chciało, a teraz się nie chce/mnie ma czasu/nie ma cierpliwości?
W tym miejscu wypadałoby strzelić wykładzik o roli psychologa w sporcie, korzyściach płynących ze współpracy z takowym, doświadczeniach zachodnich klubów i czasem nawet posiadaniu wyż.wym. fachowca na etacie klubowym. Ale naszej w rzeczywistości? W lidze, w której drużyna wracająca ze zgrupowania dwa dni przed ważnym meczem pucharowym orientuje się, że nie ma się gdzie przygotowywać, bo na boisku treningowym linii nie ma, bramek nie ma, jest tylko trawa po kolana i psie kupy po kostki? A ja tu wyjeżdżam z psychologiem, z pracą nad zawodnikiem...
(...)
Dawno temu mądry człowiek napisał w mądrej książce: ''Jeśli dziecko, osoba nieuczona lub szalona powoduje jakieś kłopoty, winna temu jest władza, która tych kłopotów nie przewidziała i im nie zapobiegła''. Że Patryk Małecki pasuje do każdego z przytoczonych przykładów'' - było wiadomo od lat. Że problemy z nim są i będą - też było wiadomo od lat. Ale od lat było także wiadomo, że Patryk Małecki jest sterowalny, byle tylko znaleźć odpowiedni punkt podparcia. Obecna Wisła nie przewidziała, nie zapobiegła, a teraz odpowiedniego punktu znaleźć nie potrafi, więc jest bezradna/ poddaje się / ma dość. Nie wiem, czy słusznie... Może krakowski klub jest w sytuacji, w której stać go na każdego zawodnika, w wychowankach może przebierać, młodzież garnie się do niego drzwiami i oknami, a kluby niższych lig przynoszą jej swoich piłkarzy na złotej tacy po 30 tysięcy złotych za sztukę (w pakiecie taniej) i co to dla niej gracz formatu Małeckiego... Kto bogatemu zabroni, prawda? Cóż, pogratulować, pozazdrościć...
|
A propos negocjacji, które klub zaczął w sierpniu - Basałaj był na urlopie. Pewnie kolejna "sprytna" taktyka negocjacyjna naszego geniusza biznesu...
Acha - koleś nie jest kibicem ani Wisły, ani tym bardziej fanem Małeckiego.
EDIT: Acha - nie dyskutujcie ze mną, tylko z autorem tekstu. Macie odpowiednie opcje pod artykułem. Ja wypociny frustratów mam w (och jakże) głębokim, do tego znaczną część już dawno dodałem do ignorowanych. Także wiecie, to nie ja, ja tylko wrzucam, bo jest tam przy okazji kilka informacji niekoniecznie powszechnie znanych. Takich z kuluarów, co to się o nich przy wódeczce wśród znajomych redaktorów i piłkarzy...
Tekst ciekawy, ale tylko dla ludzi normalnych. Jak ktoś ma problem z nadmiarem żółci - niech sobie lepiej daruje.
Ostatnio edytowane przez wolfy : 27.02.2012 o godz. 01:02.
Już za cztery lata,
Już za cztery lata,
Może będzie Ekstraklasa!
|