|
Witam, wtrącę swoje trzy grosze.
Nic nie mam do Małeckiego, ale myślę, że ostro przegiął. Co do podziału kibiców to może głos mógłby zabrać Pan Cupiał, może to otworzyłoby niektórym oczy. Zresztą kiedyś już to uczynił:
Jeśli któryś podpadł to nie było taryfy ulgowej, nieważne jak bardzo był drużynie potrzebny. Tak zakończyła się przygoda z Wisłą Olgierda Moskalewicza po jego scysji z ówczesnym prezesem Wisły Bogdanem Basałajem. "Nie było innego wyjścia. Nawet gdyby na miejscu Moskalewicza był Ronaldo, Rivaldo czy Zidane, to musiałby odejść dla dobra klubu. Złamana została elementarna zasada - pracownik nie może obrażać powołanego przez właściciela firmy prezesa zarządu."’’ [Gazeta Wyborcza – 2003] – mówił o tej sytuacji Cupiał. Ten sam los spotkał innego ważnego zawodnika Białej Gwiazdy – Kamila Kosowskiego. „Kosa” po jednym z niefortunnych wywiadów, w których napomknął, że chciałby „zarabiać na początek przynajmniej sto razy mniej niż Rivaldo”, dołożył jeszcze żart w podobnym stylu podczas tradycyjnego, corocznego opłatka i tym samym Bogusław Cupiał definitywnie "zamknął wiślackie drzwi" dla tego zawodnika.
Kiedy natomiast zawodnicy zasłużyli na uznanie, właściciel nie szczędził pochwał i środków. Po fenomenalnym występie w pucharze UEFA w 2003 roku, Cupiał zaraz po powrocie do Krakowa zarządził, że zawodnicy dostaną na święta premie za "wzorowe wypełnianie obowiązków".
|