|
Wisła to nie Manchester City z szejkami żeby od razu sypać kasą...
W każdym klubie reguła powinna być prosta. Zaczynasz od najmniejszej pensji i dostajesz kontrakt na 3 lata. Jak po roku zrobisz postęp to dostaniesz podwyżkę i nowy kontrakt i tak ciągle. Nie ma progresu - kontrakt zostaje na stałym poziomie. I koniec.
A jak coś przeskrobiesz - to dostajesz po kieszeni. Ale żeby usiąść do rozmów o kontrakcie to trzeba mieć argumenty - a w tym przypadku - ich brak.
W kwestii kontraktu stwierdzenie że można grać w klubie do końca kariery to żaden argument. Bo gdyby naprawdę człowiek był oddany klubowi to przestałby się zachowywać jak dzieciak, spiął poślady i zaczął pracować na "chwałę" klubu.
To jest kompletny brak szacunku i tyle.
|