|
Poprawa gry widoczna jest gołym okiem. Kto jej nie dostrzega cierpi na poważną wadę wzroku lub jest neurotykiem-fatalistą. Życzę tego pierwszego, rozwiązanie problemu jest mniej czasochłonne.
Wreszcie nasi grajkowie wiedzą co zrobić z piłką, nie boją się gry na jeden kontakt, dynamicznie i sensownie (!) zmieniają pozycję, bardzo konsekwentnie realizują założenia. I przede wszystkim mają plan! Realizują jakieś schematy. Raz lepiej raz gorzej, ale wiedzą co robią. I nawet strata bramki i 1 zawodnika w meczu z v-mistrzem Belgii nie zmienia obrazu gry.
Po wtóre, udało się chyba Moskalowi wszczepić naszym gwiazdkom odrobinę jego charakteru. Nie ma straconych piłek, nie ma odpuszczania, nie ma lęku przed walką bark w bark, nie ma załamania, kiedy wydarza się coś planem nieprzewidzianego.
Nie byłem zwolennikiem Moskala, ale to może to być początek zmiany mojej opinii. Obiecałem odszczekać swoje słowa, mam nadzieję to zrobić za kilka/kilkanaście tygodni.
A internetowym malkontentom przypominam, ze graliśmy pierwszy mecz w sezonie. Czego Wy chcecie do cholery? Tak Wam te wszystkie piłkarskie managery łby sprały, że chcielibyście grając w 10 pojechać przybyszów jednak z ciągle lepszego piłkarskiego świata 4-0?
I jeszcze śniegowe kulki. Fajne i jajcarne przez 2 minuty. Potem, w obliczu poważnych konsekwencji dla klubu jest działaniem na jego szkodę. I to czyni tych ludzi zwykłymi kretynami i pedałami (mantalnymi). I uważam, że jeśli są tylko techniczne możliwości, powinni ponieść konsekwencje. Jak mawiał klasyk, jak ktoś zrobił kupę, powinien ją posprzątać.
Małecki? Piłkarsko słaby, gdyby się ostentacyjnie nie tatuował wiślackimi symbolami i nazywał Kirm, wszyscy od dawna jechaliby po nim jak po burej suce. Ale cóż. Każdy ma takiego idola na jakiego zasługuje. Wczoraj mentalnie nie pasował w całej tej układance tylko jeden element - Małecki.
Zarząd bał się sprowadzać (i słusznie) Brożka w trosce o atmosferę w szatni, jeśli będzie konsekwentny niedługo pożegnamy naszego bogobojnego gwiazdora.
|