Spoko. Nadajemy na innych falach, ale w sumie każdy orze jak może na rzecz Wisły wśród swoich znajomych

Tylko czasem sobie wchodzimy w drogę mimochodem -- np. pikniki gwiżdżąc, czy kibole robiąc syf.
Ja np. żony na mecz już nie namówie. Po paru burackich akcjach ze strony towarzyszy po szalu kazała mi sobie karnet dupę wsadzić. Na szczęście reaktywowałem brata na tą rundę po latach niechodzenia, więc suma strat i zysków wychodzi na zero. Ale ja bym wolał, żeby rosło...