Trzymajcie 022
http://legionisci.com/news/46592_Szc...1993_roku.html
Szczęsny: Nie przyjąłbym medalu za mistrzostwo z 1993 roku
Bodziach, źródło: Przegląd Sportowy
Legii odebrano mistrzostwo Polski z 1993 roku po wygranym w ostatniej kolejce wyjazdowym meczu z Wisłą 6-0. Przez wiele lat trwały rozmowy na temat zwrócenia mistrzowskiego tytułu na Łazienkowską. Maciej Szczęsny, który w tym spotkaniu był rezerwowym bramkarzem Legii przekonuje, że medalu za MP z 1993 roku by nie przyjął. "Gdyby zwracali nam ten tytuł, to wyjechałbym z listą podziękowań dla tych, którzy z nami 'przegrali'" - mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym.
"Wielu kibiców, nie tylko Legii, wie doskonale, które mecze ich drużyny były kupione. I mają to serdecznie w d... Nie boli ich to. Zatem nie ma kogo oświecać. A to, które mecze były kupione, nie najmniejszego znaczenia w tej konkretnej sprawie. Jasno mówię: były kupione. Nie przyjąłbym medalu za mistrzostwo z 93 roku. Cieszę się, że po tamtym spotkaniu z Wisłą, w którym siedziałem na ławce, nie cieszyłem się razem z kolegami. Mój stary to widział, powiedział, że jest ze mnie dumny" - mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym.
Jak odbywało się kupowanie meczów? "'Wujo' opracował znakomity system. Pieniądze nie wpływały na nasze konto, tylko odbieraliśmy je w kasie. Podpisywaliśmy listę z premiami. Ale wypłacano tylko połowę tego, co podpisaliśmy. Na pytanie o resztę, usłyszałem, żebym poszedł do trenera. (...) Zabierali nam po tyle samo. Nieważne, czy ktoś zarabiał 40 mln, czy 80. Płacił 20" - mówi Przeglądowi Sportowemu.
Szczęsny wspomina również o tym, że był znienawidzony przez ówczesnego trenera, Janusza Wójcika. W Legii został tylko dlatego, że był przekonany, że to Wójcik szybciej opuści klub, niż on przestanie być bramkarzem. "Nie miałem żadnych szans na grę i doskonale o tym wiedziałem. Bronił Zbyszek Robakiewicz. I choćby nie wiem, jak był bez formy, nie miał nawet okazji popełnić błędu. Mecze były kupione i nikt nie strzelał w światło jego bramki" - wspomina.
Szczęsnemu, jak każdemu bramkarzowi zdarzało się puścić 'bablola'. Przejmował się tylko pod wodzą Wójcika. "Puściłem babola? Przejmowałem się tylko, że nie powinno się to zdarzyć przy jednym trenerze. Bo jak jest nim Wójcik, który cię nienawidzi jak psa, a ty właśnie dałeś mu argument, to gotów jest namówić na transfer Olka Kłaka. I Olek z rozpadniętym barkiem, wyciągany z dyskoteki, będzie bronił, bo cię gość nienawidzi" - mówi po latach.