|
Pozwolę sobie zacytować:
Próbowałem to przeczytać. Ale nie rozumiem jednak prawniczego. Mam jednak taką "myśl":
"mamy ogólnoynternetową panikę na temat ACTA, czymkolwiek ona nie jest,
bo czytanie tego nie było przyjemne. Wzywa się polityków do zajęcia
stanowiska, blebleble.
Zaczęło się chyba nie wiem - tydzień czy dwa temu. Ludzie narzekają,
że jest cisza polityków.
A teraz wyobraźmy sobie taki gazetowy nagłówek 3 tygodnie temu:
MACIEREWICZ - RZĄD CHCE CENZUROWAĆ INTERNET
Czy ten protest w ogóle by zaistniał (w takiej liczbie)? Czy raczej
szybko wyśmianoby oszołomstwo i zostałoby to w relatywnie wąskich
gronach prawicowych?"
Uważam, że podpisanie ACTA nie zmieni nic. W przeciągu roku-dwóch. Potem, być może, ale to będzie zagrożenie dla Państwa przez hackerów (idealnie to, co się teraz stało - skoro hackerzy mogą zablokować strony rządowe, to tym bardziej trzeba uchwalić prawo, które umożliwi lepszą walkę z nimi). Ludzie zapomną o proteście, nie wypowiada się o nim NIKT, kto ma jakikolwiek udział we władzy sejmowej (od Palik otów po Kaczyńskiego). Będzie jak z TV - blokują Trwam, to bardzo dobrze, byleby nam został facebook i serwisy humorystyczne (ja też najczęściej odwiedzam ww., ale...). Jak ktoś naprawdę zobaczy zagrożenie, to paszport w dłoń, nauka hiszpańskiego (albo serbskochorwackiego czy rosyjskiego) i praca w Ameryce Pd., Bałkanach, Gruzji.
Generalnie obecnie nie uważam ACTA za zagrożenie (chyba, że ktoś mi wypunktuje paragrafy). Jednak wiadomo do czego zdolne są rządy w wypadku kryzysu/zagrożenia. Wtedy można się bać.
Ostatnio edytowane przez przem : 23.01.2012 o godz. 03:42.
|