Tak w kwestii zarobków w drużynie przypomne wywiad z Dolhą. Myślę,że wiele on wyjaśnia:
Cytat:
- Błędem nie było to, że odszedłem do Lecha, ale to, że w ogóle opuściłem Wisłę. I to jest chyba jedyny poważny błąd w mojej karierze… Nie mówię tego złośliwie, ale to wina działaczy, którzy pracowali wtedy w klubie i podejmowali najważniejsze decyzje - mówi Emilian Dolha, były bramkarz Wisły i Lecha.
-Dzwonisz z Polski? To pewnie chcesz zapytać o to gów..?
-O co?
-Jak to o co? Kiedy w Polsce ktoś słyszy: Dolha, to od razu przypomina mu się spotkanie Wisły Kraków z Lechem Poznań...
-Dziwi to Pana? W 2007 roku przechodził Pan do Lecha w bardzo nerwowej atmosferze, a w pierwszym meczu z Pana dawnym pracodawcą puścił Pan cztery bramki.
- Zagrałem dla Białej Gwiazdy wiele świetnych meczów, chociażby z Blackburn Rovers, czy z Bazyleą w Pucharze UEFA, a wszyscy i tak pamiętają te cholerne cztery bramki. Uwierz, że to strasznie głupie i frustrujące.
-Co Pan czuł po tamtym spotkaniu?
- Czułem, że żyję. Serio. Ból daje ci świadomość, że jeszcze nie umarłeś. Nie wiedziałem co się dzieje, byłem całkowicie rozbity, ale przeżyłem to. Chociaż na boisku myślałem, że zemdleję.
-Franciszek Smuda powiedział, że w szatni był Pan blady jak ściana.
-Gdybym mógł zagrać to jeszcze raz, na przykład jutro, to ten mecz byłby dla mnie ciastkiem z kremem. Dziś umiem kontrolować swoje emocje, nerwy. Wtedy nie byłem na to gotowy. Wszyscy przeciwko mnie, cały stadion i kolejne ciosy: bach, bach, bach, bach.
-Wisła strzeliła cztery gole, w tym trzy padły z Pana winy.
-Taaa, z mojej winy. Wszyscy mówili: trzy szmaty Dolhy. Przez ponad rok nie miałem siły, aby obejrzeć powtórkę, ale później stwierdziłem, że tylko jedna bramka padła po moim ewidentnym błędzie. Przy trzech pozostałych może i mogłem zachować się trochę lepiej, ale nie jestem Oliverem Kahnem. Zrobili ze mnie pajaca i głównego winowajcę. Kraków się cieszył, bo głupi Rumun dostał za swoje.
-To było najgorsze 45 minut w Pana piłkarskim życiu?
-Chyba tak... Wszystko poszło źle. Od początku do samego końca. Nie było nawet jednej, dobrej sekundy. Chociaż większą presję czułem, kiedy debiutowałem w Dinamie. Pół Bukaresztu chciało mnie wtedy zlinczować. Mówili: hej, ku..o, dlaczego to zrobiłeś? [Dolha mówi to po polsku - red.]. Było dużo ciężej, niż kiedy odchodziłem z Wisły. Chociaż Shabani Nonda poprawił mi humor...
-W jaki sposób?
- Nonda grał przeciwko Wiśle, był zawodnikiem Blackburn. Spotkałem go dwa lata temu w Lidze Europa, kiedy występował już w Galatasaray Stambuł i powiedział, że tamten mecz - z Wisłą - był dla Anglików strasznie trudny. Między innymi dlatego, że ja świetnie broniłem. Nonda o tym pamięta, kibice Wisły niestety nie.
-W Internecie można obejrzeć filmik, na początku którego wyświetlają się słowa: "Ema" mogłeś zostać bohaterem a zostałeś… Judaszem". Następnie widać zdjęcie: "Dolha+kasa=zdrada". W Krakowie do dziś niektórzy fani mają do Pana pretensje, że odszedł Pan do Lecha.
- Ludzie, ale przecież ja chciałem grać w Wiśle! Do dziś wspaniale wspominam całą drużynę: Cantoro, Paulistę, Stolarczyka, Zieńczuka. Mario Pawełka i Papę Rysia, czyli trenera bramkarzy, Pana Jankowskiego. Asię, która pracowała w Wiśle, tak samo jak jej mama. Poznałem w Krakowie wspaniałych ludzi. Ich wszystkich chciałbym pozdrowić i wyściskać. To nie moja wina, że działacze nie byli fair wobec mnie. Myśleli, że Dolha będzie grał prawie za darmo. Jak nazywa się boss klubu?
-Bogusław Cupiał.
- Tak. Tego Pana nigdy na oczy nie widziałem! Nigdy z nim nie rozmawiałem. To pewnie wspaniały człowiek, daje duże pieniądze na klub, ale czy to nie dziwne, że w ogóle nie ma go przy zespole? Może gdybym porozmawiał bezpośrednio z nim to byśmy się dogadali? Cupiał był jednak niewidzialny.
-Odejście z Wisły było błędem?
- Błędem nie było to, że odszedłem do Lecha, ale to, że w ogóle opuściłem Wisłę. I to jest chyba jedyny poważny błąd w mojej karierze… Nie mówię tego złośliwie, ale to wina działaczy, którzy pracowali wtedy w klubie i podejmowali najważniejsze decyzje. W ogóle nie znali się na futbolu. To byli biznesmeni, a nie ludzie, którzy wiedzą co to piłka nożna. Nie chcieli dać mi wyższego kontaktu i niestety musiałem opuścić Kraków. Jestem człowiekiem, muszę zarabiać.
-Znacznie lepszą umowę dostał Pan w Poznaniu. W Lechu zarabiał Pan podobno prawie 300 tys. euro netto rocznie.
-Ile?
-300 tys. euro netto.
-Zwariowałeś?
-Nie, tak pisały gazety.
-Ludzie pieprzą jakieś głupoty! Wiesz ile zarabiałem w Wiśle? 5 tys. euro! Na złotówki to było 20 tysięcy. Musiałem opłacić wynajem mieszkania, samochód. Życie w Krakowie też kosztuje. Po odliczeniu wszystkiego zostawało mi 3-4 tys. euro. To dużo? Ale czekaj: 300 tys. euro rocznie to jest prawie 30 tys. euro miesięcznie?
-Dokładnie 25 tys. euro.
- Ja miałem ledwo połowę tego!
-Tylko tyle? Działacze Wisły mówili, że bardzo się Pan cenił.
-Nigdy nie dostałem 30 tys. miesięcznie. Nawet 18 tys. euro w Lechu nie zarabiałem! To na prawdę dużo pieniędzy. Chyba ktoś ogłupiał, że podał takie informacje. Powiem tak: kasa w Lechu nie była duża, ale w Wiśle była za mała. I to był powód mojego odejścia. Byłem najlepszym bramkarzem w lidze a mniej niż ja zarabiali tylko Błaszczykowski i Kokoszka, którzy mieli wtedy po 21 lat! Więcej dostawali rezerwowi: australijczyk Thwaite czy serb Radovanovic. Czy to normalne?
-Kiedy podpisał Pan umowę z Lechem prezes Andrzej Kadziński powiedział: Nie kosztował nas tak drogo, jakby się mogło niektórym wydawać. Mało kto wierzył, że były to szczere słowa.
- Powiedziałem Mariuszowi Helerowi, który był wtedy prezesem Wisły: dajcie mi trochę większy kontrakt, to zostanę. Nie chciałem ruszać się z Krakowa. To był mój drugi dom, do dziś kocham to miasto. No, ale nie mogłem przecież grać za 5 tys. euro miesięcznie. Zaproponowali mi, że będą płacić wejściówki - na przykład tysiąc euro za mecz - ale mi to nie odpowiadało.
-Dlaczego? Ja nie widze w tym nic złego.
- Gdybym nie grał, to nie zarabiałbym pieniędzy! I nie mówię tylko o siedzeniu na ławce, ale na przykład o kontuzji. Kontuzję zdarzają się w futbolu...
-Poważnie interesowało się Panem na przykład Fulham Londyn, a wybrał Pan Lecha. Trochę to pogmatwane.
-Były różne propozycje i zapytania, ale dogadałem się z Lechem, bo byli konkretni. Nie mogłem czekać w nieskończoność. Poza tym dziś przeszłość nie ma już znaczenia.
-W 2007 roku zajął Pan drugie miejsce w plebiscycie na najlepszego bramkarza ligi. Pierwszy był Łukasz Fabiański, która gra dziś w Arsenalu. Jego ówczesny zmiennik Jan Mucha także jest w Anglii. Trzeci Mariusz Pawełek występuje w Turcji. Pan gra w Rumunii.
-I co z tego? Powiedzmy, że zadaje sobie codziennie pytanie: dlaczego Dolha grał w Dinamie, kiedy Fabiański i Mucha byli w Anglii? Szukam odpowiedzi i nic... Znajdę ją? Oczywiście, że nie. Mogę tylko zwariować od takiego myślenia. Cieszę się, że Łukaszowi i Jankowi się udało. Tyle.
-Pan chyba lubi iść pod prąd.
- Dlaczego? Jestem ugodowym człowiekiem, ale mam swoje zdanie.
-Z Lecha poszedł Pan do wspomnianego Dinama Bukareszt, mimo iż miał Pan ofertę z Rapidu, w którym grał Pan siedem lat. To tak jakby zamienił Pan Wisłę na Cracovię.
-Co więcej, ze Steauy Bukareszt też miałem propozycję. Kibice Rapidu, tak jak ci z Wisły, do dziś powtarzają, że jestem ku..ą, bo się sprzedałem. Szkoda, że tak myślą, bo zagrałem w Rapidzie ponad 100 spotkań. Byłem mistrzem Rumunii, zdobyłem puchar kraju i zadebiutowałem w reprezentacji. Nie wyobrażam sobie, abym jeszcze kiedyś miał szansę tam wrócić. Zresztą, nawet gdyby była taka możliwość… to i tak bym nie wrócił.
-Kibice Dinama Pana zaakceptowali?
-Na początku było ciężko. Byli bardzo nieufni, w końcu zawsze byłem kojarzony z Rapidem. Przekonałem ich do siebie dobrą grą. Te trzy lata były różne, były miłe i złe chwile, ale pokonałem Pawła Golańskiego, który grał w Steaule, więc nie narzekam. A derby Bukaresztu to w Rumunii świętość.
-Polskie gazety pisały, że oferty dla Pana przygotowywał Śląsk Wrocław i Arka Gdynia. Faktycznie rozmawiał Pan z polskimi klubami?
-Byłem w kontakcie z kilkoma ludźmi z Polski, ale nie byli to działacze Śląska. Jeżeli chodzi o Arkę było coś na rzeczy, rozmawialiśmy, ale brakowało konkretów.
-Chciałby Pan jeszcze zagrać w Ekstraklasie?
- Jasne, byłoby fantastycznie. Obecnie negocjuje z kilkoma rumuńskimi klubami, w przeciągu najbliższych dni pewnie wyjaśni się gdzie zagram, ale z Polakami zawsze chętnie porozmawiam.
-Czemu właściwie chce Pan odejść z Dinama?
- Trzy lata to bardzo dużo czasu. Trenerzy powinni postawić na młodych bramkarzy, którzy są w klubie. Sprowadzili ostatnio Cristians Bălgrădeana i Kristijana Naumovskiego. Pierwszy gra w młodzieżówce Rumunii, drugi Macedonii. Teraz nadszedł ich czas. A mówiąc jeszcze o powrocie do Polski: nie sądzę, że Wisła kiedyś będzie chciała mnie pozyskać.
-Podobno chciała na początku tego roku. Tak przynajmniej pisał "Super Express".
- Podobno, podobno. Wszystko jest podobno. Nie było nigdy takiego tematu i nie chce mi się wierzyć, że kiedyś jeszcze będzie. No, chyba, że Ty zostaniesz trenerem Wisły i się dogadamy. A mówiąc serio to Wisłę mam w sercu już do końca życia, więc w Krakowie zjawię się na pewno z moją córką.
-I co Pan jej pokaże?
- Pokażę jej, przy jakiej publiczności grał kiedyś tata. Pokażę jej mój drugi dom - Kraków.
http://ekstraklasa.net/emilian-dolha...22dd7a56000000
|
Ostatnio edytowane przez BiałaGwiazda : 20.01.2012 o godz. 23:36.
|