|
Mogę sie tylko domyślać. Tak jak w przypadku innych "liderów" Solidarności, którzy zostali internowani, bo poszli jak owce do rzeźni po nic nie wnoszącym krajowym zjeździe S w Gdańsku do wspólnego hotelu i tam już na nich czekali. Romaszewski nie poszedł do hotelu i został aresztowany dopiero po półtora roku. Więc najczestszy zarzut do Kaczyńskiego obiektywnie patrząc jest powodem do dumy. Podczas internowania zakładam, że każdy z nich dostał propozycję współpracy, to chyba naturalne. Niektórzy pewnie ulegli i to był ich koniec. Bo kiedy po 89' trzeba było twardo było niebezpieczeństwo usłyszeć "teraz taki waleczny, a współpracował" Co wyprawiał wiadomy żeby powynosić różne swoje ślady z przeszłości. Niesiołowskiego pewnie do dzisiaj gryzie sumienie, dlatego na widok Jarka dostaje wściku. Bo Jarek sumienie ma czyste, tak jak Olszewski, Macierewicz, Kamiński i wielu innych którzy niestety w latach 80 "liderami" nie byli. A przynajmniej się nimi nie mianowali.
Wiesz jak to jest. Podpisać jakiś świstek za możliwość picia herbaty zamiast wody, a w konsekwencji być nazywanym współpracownikiem. Myslisz ze opinia publiczna byłaby w stanie taki niuans wyłapać. Zwłaszcza kiedy przekaz medialny jest kontrolowany? Kiedy sobie jeden z drugim zdał sprawę z zagrożenia postanowił odpuścić żeby w imię prawdy i sprawiedliwości nie utopić siebie. Tak mi się wydaje, nie każdy jest jak Lech Kaczyński.
|