|
Ja patrzę na 93 rok z trochę innej perspektywy. Wiadomo, że w tych latach realia w naszej lidze jeśli chodzi o czystość rozgrywek nie odbiegały znacząco od tego co działo się w latach 2004-2006, a może nawet były bardziej perfidne, bo nie dość, że ustawiali mecze niemal wszyscy to aktywnie brali w tym udział trenerzy i piłkarze. "Era Fryzjera" rządziła się już zupełnie innymi prawami. Ustawianie spotkań stało się najnormalniejszym na świecie biznesem, którym trzęśli jednak głównie działacze i sędziowie, a trenerów i zawodników traktowano jako popychadła, które miały tylko wykonać zleconą im "robotę".
Pan Kulesza zrobił w sumie wtedy to co musiał zrobić, a że bez dowodów? Oba spotkania, zarówno Legii z Wisłą, jak i ŁKS-u z Olimpią to były kabarety i nie można ich było uznać za odbyte. Jedna drużyna strzelała, a za chwilę była odpowiedź w drugim spotkaniu. Nic innego jak zweryfikowanie tych spotkań jako nieodbyte nie wchodziło w grę. Natomiast przyznanie MP ustawiło sytuację na następne kilkanaście lat, bo oznaczało to, że jeśli komuś powinie się noga jak w tym przypadku Legii i ŁKS-owi to trzeci na tym skorzysta. Skorzystał później Widzew trafiając do el. LM w sezonie 1998/1999. Za to rok wcześniej ŁKS kupił mistrzostwo do czego część piłkarzy się przyznała, a część na czele z Wieszczem i Kłosem do tej pory milczy. Przynajmniej kilku MP z ostatnich 20 lat jest podejrzanych.
|