|
Nie wiem, czy puszczanie 6-latka do szkoły to nieporozumienie, gdyż jeszcze takiego dylematu nie miałem, ale mam dwóch chrześniaków, jednego w Niemczech, a drugiego w Polsce, który w wieku 7 lat poszedł do I klasy w Elblągu, choć mógł iść rok wcześniej, gdyż emocjonalnie był bardzo dobrze przygotowany do szkoły, a jeśli chodzi o naukę to nie ma żadnych problemów, a powiedziałbym nawet, że nudzi się w szkole, bo jest na dużo wyższym poziomie niż reszta klasy. Miał w przedszkolu dwa języki, w domu nauczył się już wcześniej czytać (z mojego telefonu pisał na święta sms-y jak dorosły) i dodatkowo z matematyką jest hen do przodu przed całą klasą, która stoi na poziomie dodawania i odejmowania, a o mnożeniu nawet nie słyszała (rodzice inżynierowie). W przedszkolu panuje obecnie zakaz nauki literek i cyferek, więc dzieci do 7 roku życia, ani nie mogą czytać, ani pisać, a o nauce poprawnego mówienia bez takich lekcji w wieku 4, 5, czy 6 lat w przedszkolu nie może być nawet mowy. Te lata mają być "stracone" na zabawę. W jego przypadku problemem był jednak niski wzrost, waga (18 kg) i ogólnie gabaryty, bo jest naprawdę drobny jak na swój wiek (najniższy w klasie), ale ma to po rodzicach i wyższy nie będzie. Nie ma jednak żadnych problemów z korzystaniem z łazienki, bo przetrenował to przez wszystkie etapy przedszkola, włącznie z zerówką, gdzie jest najodpowiedniejszy czas na nabycie takich umiejętności jak samodzielne załatwianie się, wiązanie sznurówek, czy ubieraniu się po leżakowaniu. Nie ma też żadnych problemów z tym, że zostaje na świetlicy do godz. 14-14.30 z często dużo starszymi dziećmi. Jego koledzy i koleżanki z klasy bawią się, skaczą na skakance, czy układają puzzle, a on jest na etapie robienia własnoręcznie atlasu geograficznego, gdzie sam rysuje flagi państw, mapy państw z zaznaczeniem największych miast i krain geograficznych, a do tego robi ołówkiem opisy najważniejszych informacji z atlasu Reader's Digest. Państwa ustawiał wg. kolejności obszarów, ale wujek mu źle podpowiedział i pomylił ich kolejność, więc w święta zaczął od nowa. Także w jego przypadku pójście do szkoły w wieku 7 lat było błędem i wujek z ciotką po zakończeniu pierwszej klasy przeprowadzają się i zmieniając przy okazji szkołę będą próbowali przenieść go od razu do III klasy. Nie wiem jak wpłynie to na niego, ale na chwilę obecną ten zabawowy profil I klasy zwyczajnie jest za niski dla niego. On już wyrasta powoli z klocków LEGO, które dostawał i teraz jego poziom to składanie pojazdów metalowych, modeli samolotów, czyli wszystko to co związane z konstruowaniem.
Z kolei drugiego chrześniaka mam w Niemczech i zaczął on chodzić do ichniejszej podstawówki właśnie w wieku 6 lat. Wcześniej dwa lata chodził do przedszkola, które jest w tym samym budynku, ale w innym wejściu (szkoła katolicka przy kościele). Pierwsza klasa tak samo jak przedszkole polega tam na zabawie. Druga i trzecia to jest w połowie zabawa, a w drugiej połowie już poważne lekcje. Dopiero od czwartej klasy można powiedzieć, że zaczyna się nauka na dobre. Czyli mimo tego, że zaczynają się uczyć w wieku 6 lat w szkole to tak naprawdę od 9-10 lat mają dopiero naukę taką jak my od 7 lat w starym systemie edukacji, gdzie w pierwszej klasie był tylko elementarz i książki od matematyki, czyli tak jak ja się uczyłem. Porównując jednak to jak wygląda poziom przedszkola u nich, a u nas to widać, że dzieci tam mają już w wieku 6 lat sporą przewagę. W przedszkolu bardzo dużo czasu poświęcają na dwie sfery: artystyczną i ekologiczną. Zaczynając od tego, że w przedszkolu mają okazję grać w teatrzykach, biorą udział w konkursach piosenki i mają mnóstwo zajęć plastycznych tj. lepienie z gliny, czy malowanie obrazów na małych sztalugach to w ogóle ciężko porównać do naszych realiów. Nauka języków na poziomie przedszkolnym, a mój chrześniak operuje polskim i niemieckim na przemian, a do tego ma na dobrym poziomie angielski (zna chyba lepiej niż ja w 4-5 klasie podstawówki) i jeszcze hiszpański w stopniu komunikatywnym, gdyż ma sporo kolegów z Ameryki Płd i często przebywa u nich w domu. Sama nauka języka niemieckiego i matematyki, czy przyrody odbywa się tam raczej przez zabawę. Czasem mają tam tylko jakieś zajęcia praktyczne typu szlaczki etc. Pierwsza klasa to jest przedłużenie tego systemu z tą różnicą, że jest więcej zajęć praktycznych z książkami, uczą się alfabetu, piosenek, ale dalej odbywa się to w systemie bezstresowym. W pierwszych klasach niemieckiego systemu nie ma czegoś takiego, że dziecko dostaje paskiem po tyłku jak przyjdzie z 6-tką do domu, bo tych ocen, albo nie ma, albo są zastępowane systemem wyróżnień (tylko oceny pozytywne). Aleksander choć jest tylko rok młodszy to jest zdecydowanie bardziej dziecinny. W naszych - polskim systemie nie widziałbym go jeszcze w I klasie podstawówki, bo zwyczajnie nauka go nie interesuje i cały czas się bawi. Nie ma żadnego głodu wiedzy, ogląda bajki i się bawi wciąż. Jego starszy brat tak gdzieś dopiero ok. 11 roku życia przestał się bawić i wziął się do nauki.
Trudno mi powiedzieć, który system jest lepszy, a który gorszy, ale na pierwszy rzut oka widać, że niemiecki daje sporo większe możliwości. Przede wszystkim przedszkola są tam na wyższym poziomie, a u nas w kraju albo nie posyła się dzieci do przedszkola, a jak posyła to kosztują one bardzo duże pieniądze, a tylko niektóre z nich naprawdę dobrze przygotują dziecko do szkoły. Dodam jeszcze tylko tyle, że mi się w głowie nie mieści jak dziecko w wieku 6 lat może nie znać liter i cyferek. Wracamy do czasów z początku poprzedniego wieku.
Ostatnio edytowane przez emj10 : 02.01.2012 o godz. 02:35.
|