|
kot,
To nieprawda, że wspierany jest TS a z SA "jedziemy". Piszę "my", jako cała społeczność wiślacka, od fanatyków, przez sympatyków, pikników, etc...
Kibice, którzy wspierają TS, wspierają, a raczej starają się wspierać także SA. Są jednak dwie różnice:
1. Kwestia skali. 1000 osób wspierających TS to wspaniała liczba. 1000 osób wspierających SA to kropelka w morzu. 1000 osób na hali to jakieś 70% wypełnionych miejsc. 1000 osób na stadionie to niespełna 3,5%...
2. Jak to wspieranie jest odbierane przez władze klubu. TS jest niejako uzależnione od tej pomocy i reaguje na nią totalną wdzięcznością. Z SA jest w tym względzie różnie. Prezes Miętta-Mikołajewicz nigdy nie pozwoliłby sobie na słowa "mogą nie przychodzić, byle kupowali bilety".
Wydaje mi się zresztą że, mimo wszystko, więcej ludzi jest zaangażowanych w pomoc SA niż TS. Wynika to z prostej zależności zainteresowaniem piłką nożną vs inne dyscypliny.
Czy nie za wiele wymagamy? Czy ludziom się w d... poprzewracało? Czy nie za często szukamy dziury w całym? Czy nie za często szukamy na siłę wymówek byle tylko nie iść na stadion? Czy nie za często oczekujemy podania wszystkiego na tacy?
Pewnie z wieloma osobami tak jest.
Nie zmieniajmy jednak tematu, który dotyczy klubu i jego pracowników a nie kibiców. Klub nie zrobił wszystkiego, by tak nie było. Mentalności ludzkiej nie da się zmienić. Potrzeba było mechanizmów, które odwróciłyby wszelkie negatywne tendencje i przekuły w sukces.
Na koniec - wspomniałeś o stadionie i konieczności inwestycji w coś niewybudowanego. Odpowiedź jest druzgocząca dla Wisły SA: porównaj jak w budowę swojego, choć miejskiego stadionu zaangażowała się Legia, a jak Wisła...
|